Depresja - europejska choroba, która może cię zabić

Z jednej strony wciąż stygmatyzuje, z drugiej - zdaje się być częstsza niż kiedykolwiek. Rodzi się z samotności, niepewności, problemów zdrowotnych, czyli niewątpliwie pasie się na koronawirusie. Depresja to nie jest problem, którym można zajmować się tylko od święta, ale na co dzień umyka decydentom.

O tym, że mamy epidemię depresji, było wiadomo na długo przed pandemią koronawirusa. Według WHO jeszcze przed izolacją i rosnącym niepokojem o przyszłość problem dotykał co 20. mieszkańca naszego globu, ale już co piątego Europejczyka. Według oficjalnych danych w Polsce miał to być problem tylko trzech proc. populacji, jednak niemal nikt nie brał na serio tych statystyk. Gdyby zjawisko mierzyć tylko ilością sprzedanych leków przeciwdepresyjnych, w kraju, gdzie wiele osób nawet nie ma świadomości potrzeby leczenia depresji, ten wynik już jest zupełnie inny. Według raportu NFZ, przed pandemią, leki przeciwdepresyjne kupowało 3,8 mln rodaków. Co stało się potem?

W aptece wiedzą

Przeziębień jest niewiele, antybiotyki (szczególnie w zawiesinach) leżą odłogiem i się terminują, bo dzieci nie chodzą do szkół i prawie nie chorują. Za to psychiatria wyrabia teraz po 300-400 proc. normy

- mówi Paulina Front, farmaceutka, autorka popularnego bloga i dodaje:

Czytałam na początku roku badania dot. wpływu pandemii na zdrowie psychiczne. Eksperci przewidywali, że ok. 20 proc. populacji będzie miało problemy z zasypianiem lub stany lękowe, związane z pandemią. Niestety, na pewno nie doszacowano zagrożenia. Świetnie sprzedają się leki przeciwdepresyjne, uspokajające, przeciwlękowe i nasenne... czyli w zasadzie większość środków stosowanych w psychiatrii.

Niewątpliwie problem narasta wśród dzieci i młodzieży, ale te nie doczekały się ani realizacji kuriozalnego pomysłu uruchomienia placówek pomocy psychiatrycznej bez lekarzy specjalistów, ani innych rozwiązań.

Sytuacja jeszcze się pogorszyła, gdy oddziały psychiatryczne (choćby w szpitalu WUM w Warszawie) zaczęto przekształcać w covidowe.

Sporadyczne pomysły wspierania także dorosłych z zaburzeniami nastroju, w tym z depresją, zwykle, zamiast przynosić rozwiązania, co najwyżej budziły kontrowersje i niepokój. Chociażby pomysł Krajowej Bazy Danych na rzecz Monitorowania i Profilaktyki Zachowań Samobójczych, potocznie nazywany rejestrem samobójców.

Po fali krytyki w mediach, temat umarł śmiercią naturalną, chociaż, oczywiście, nie ma pewności, że znowu ktoś go nie wskrzesi z potrzeby chwili.

Depresja: co to jest?

Wobec powyższego - chorym i ich bliskim nie pozostaje nic innego, jak samodzielnie rozpoznawać niepokojące objawy i szukać pomocy. Nie jest łatwo. Chociaż specjaliści, nawet w trakcie twardego lockdownu, starali się pomagać i oferowali teleporady, to nie jest rozwiązanie dla każdego. Niełatwo przyznać się przed sobą, że jest problem. Trudno zauważyć, że przyjaciel potrzebuje pomocy, jeśli odcinanie się od otoczenia staje się normą społeczną. Niestety, poza czujnością i troską, mamy niewiele narzędzi.

Zobacz wideo

Kiedy w takim razie warto zacząć się niepokoić i działać?

Pojęcie "zaburzenia nastroju" jest bardzo pojemne, odnosi się do szerokiego spektrum dolegliwości. Główny objaw depresji to, najogólniej rzecz ujmując, długotrwałe obniżenie nastroju. W Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10 zaburzenia depresyjne są oznaczone skrótami F32 (epizod depresyjny) i F33 (zaburzenia depresyjne nawracające). Zarówno F32, jak i F33 mają wiele podtypów. Depresja może ustąpić samoczynnie, jednak potrafi też przybierać (i często przybiera) długotrwałe, ciężkie formy. To choroba, którą można z powodzeniem leczyć poprzez psychoterapię i farmakologię.

Osoby, które nie doświadczyły depresji, często są przekonane, że zaburzenia depresyjne to jedynie fanaberia "słabych" ludzi. Jest to, oczywiście, nieprawda (i w dodatku krzywdzący osąd). Większość osób cierpiących na depresję, gdyby mogło, z pewnością wybrałoby radosne, zwyczajne życie. Problem w tym, że depresja nie znika na zawołanie i nie zależy od mitycznej "siły charakteru", dlatego powiedzenie osobie z zaburzeniami "weź się w garść" nie załatwi sprawy, a wręcz przeciwnie - może ją pogorszyć.

Depresja: objawy

Depresja to nie tylko zmiany nastroju. Do zaburzeń psychicznych dołączają objawy somatyczne, czyli cielesne. Na skutek symptomów depresji chorzy zaczynają zaniedbywać codzienne obowiązki - pracę, szkołę, higienę osobistą. Problemem stają się dla nich podstawowe czynności takie jak wstanie z łóżka czy pójście do sklepu. W czasie pandemii trudniej to zaobserwować, jednak wiele osób już zaczyna się odnajdować w obecnej sytuacji. Izolacja ciąży, chce się wyjść, coś ze sobą zrobić... Chorym się nie chce...

Częste objawy depresji to:

  • obniżony nastrój,
  • anhedonia - niezdolność do odczuwania przyjemności (rzeczy, które zwykle nas cieszyły, nie wzbudzają naszego zainteresowania),
  • niska samoocena,
  • brak poczucia sensu,
  • trudności w koncentracji,
  • kłopoty z podejmowaniem decyzji,
  • męczliwość, mniejsza aktywność,
  • poczucie winy,
  • zaburzenia snu,
  • zaburzenia apetytu,
  • bóle i zawroty głowy,
  • dolegliwości żołądkowo-jelitowe,
  • myśli o śmierci i samobójstwie.

Objawy mogą mieć różne nasilenie - od przewlekłej melancholii po ostre epizody depresyjne. Zmiany nastroju o charakterze depresyjnym trwające dłużej niż dwa tygodnie powinny skłonić nas do szukania pomocy u lekarza pierwszego kontaktu, psychologa lub psychiatry.

Złożony problem

Przyczyna depresji rzadko jest jednoznaczna. Nie wystarczy niechęć do pracy czy nauki zdalnej. To może być czynnik, który przeleje czarę goryczy. Choroba wynika bowiem najczęściej z połączenia czynników genetycznych, biologicznych, psychologicznych i społecznych.

Przyczyny depresji to na przykład:

  • uwarunkowania genetyczne,
  • przewlekłe choroby,
  • uzależnienia,
  • stresujące wydarzenia (np. śmierć bliskiej osoby, zwolnienie z pracy),
  • samotność,
  • zła sytuacja rodzinna, szkolna, materialna czy mieszkaniowa.

Depresja: leczenie

Depresję trzeba leczyć. Zlekceważona jest podstępnym zabójcą. Nie dość, że może doprowadzić do samobójstwa, ale też sprzyja chorobom układu krążenia o ciężkim przebiegu, nowotworom, infekcjom. Obniża odporność i prowadzi do zaburzeń hormonalnych, współodpowiedzialnych choćby za powstawanie złośliwych guzów NET.

Najkorzystniejsze są metody kompleksowe, czyli połączenie psychoterapii i farmakoterapii. Nowoczesne leki przeciwdepresyjne są bardzo skuteczne, praktycznie nie uzależniają. Skuteczne są jednak tylko wtedy, gdy się je systematycznie przyjmuje. Są dostępne na receptę. Trzeba się przełamać i wybrać do psychiatry. Psycholog nie może przepisywać leków.

Bardzo istotna jest również edukacja - objaśnianie pacjentowi, na czym polega choroba i czego może się spodziewać. Ważne, by o depresji możliwie dużo wiedzieli również najbliżsi chorego. W obecnych specyficznych czasach potrzebne jest generalne wzajemne wsparcie. Rodzina bywa daleko, a wsparcia potrzebują chorzy, nie tylko na covid i osoby, które bliskich żegnają. Czasem masz ich za ścianą. Znieczulica nie jest sposobem na przetrwanie.

Najczęstszą metodą psychoterapii jest tak zwana terapia poznawczo-behawioralna, która skupia się na analizowaniu problemów i wykształcaniu pozytywnych reakcji.

Na depresję zbawiennie działa aktywność fizyczna. Problem jednak w tym, że osoby z depresją często nie są w stanie takowej podjąć. Psychoterapia i farmakoterapia mogą pomóc w zrobieniu pierwszego kroku; warto znaleźć sobie dyscyplinę, która nie będzie zbyt kłopotliwa czy stresująca, na przykład spacery czy jeżdżenie na rowerze.

Niekiedy stosuje się także fototerapię, czyli tak zwane leczenie światłem (więcej o fototerapii).

W ciężkich epizodach depresyjnych, szczególnie w przypadku depresji psychotycznej, wciąż wykorzystuje się owiane złą sławą elektrowstrząsy. Choć metoda wciąż pozostaje kontrowersyjna, to przez lata stała się znacznie bezpieczniejsza - wykonuje się ją w znieczuleniu ogólnym. Bywa jedynym ratunkiem, na szczęście rzadko.