Sporo osób nie zdaje sobie sprawy, że botoks to potoczna nazwa toksyny botulinowej, popularnie zwanej też jadem kiełbasianym. Ta neurotoksyna w warunkach beztlenowych jest wytwarzana przez bakterie Clostridium botulinum. Należy do najbardziej trujących substancji występujących naturalnie w przyrodzie. Nie może być zaskoczeniem sam fakt, że przedostaje się do mózgu, gdyż w przypadku zatrucia jadem kiełbasianym to niestety częste, zagrażające życiu, zjawisko. Nie oznacza to jednak, że zabiegi medycyny estetycznej z użyciem botoksu stanowią co do zasady niebezpieczeństwo dla naszego zdrowia. Nie na tym polega przełomowość najnowszych badań nad jadem kiełbasianym.
Do botulizmu, czyli zatrucia jadem kiełbasianym, najczęściej dochodzi po spożyciu zepsutych produktów, w których znajduje się bakteria wytwarzająca toksynę botulinową (jad). Groźne bakterie najlepiej czują się w szczelnie zamkniętych konserwach mięsnych, rybnych, warzywnych oraz przygotowywanych w domu wekach. Ich obecność zdradza charakterystycznie wypukłe wieko lub przykrywka. Po otwarciu czasem czujemy zapach zepsutego tłuszczu. Jeśli mimo wszystko decydujemy się na konsumpcję, narażamy się na botulizm. Chociaż choroba jest całkowicie uleczalna, zbyt późno rozpoznana może doprowadzić do śmierci.
Co z podaniem botoksu w gabinetach kosmetycznych czy medycyny estetycznej? Toksynę stosuje się wówczas w kontrolowanych, małych dawkach. Gdy zostanie prawidłowo użyta, nie stanowi zagrożenia dla życia. Nadal zachowuje jednak swoje neurotoksyczne właściwości, ale te mogą nam służyć. Botoks sprawdził się choćby w terapii migren czy nadmiernej potliwości. Dziś najczęściej wykorzystuje się go do wygładzenia zmarszczek czy poprawy wyglądu ust, np. przy opadaniu ich kącików. Botoksu nie stosuje się, a przynajmniej nie powinno się stosować, do powiększania czegokolwiek - do tego nadaje się choćby bezpieczniejszy kwas hialuronowy.
Toksyna botulinowa stosowana jest także w w klasycznej medycynie. Pomaga przede wszystkim chorym z przykurczem mięśni, ich spastycznością. Nieprawidłowo działające nerwy wysyłają impuls no mięśni, które nadmiernie się napinają i wywołują silne, często trudne do zniesienia bóle. Dzięki wstrzyknięciu botuliny nerw zostaje porażony i przestaje wysyłać impulsy.
Objawy zatrucia jadem kiełbasianym najczęściej ujawniają się po 12-36 godzinach od spożycia zatrutego pokarmu (rzadko możliwe są też inne drogi zakażenia). Pojawiają się trudności w mówieniu, zaburzenia połykania czy widzenia. W ciężkich przypadkach może dochodzić do porażenia mięśni oddechowych, co doprowadza do śmierci. Dla ekspertów nie było tajemnicą, ze nieprawidłowe sygnały do mięśni mają związek z mózgiem i neuronami, ale cały mechanizm pozostawał niejasny.
Zespół kierowany przez prof. Frederica Meuniera i dr Merję Joensuu z University of Queensland (Australia) rozwiązał zagadkę i uczeni mówią o przełomie. Odkryli dwa wcześniej niezidentyfikowane receptory, dzięki czemu znaleźli dokładną drogę przenikania botoksu do neuronów.
Neurotoksyna botulinowa typu A (jest kilka typów), łączy się z receptorem na powierzchni komórek mózgowych, a stamtąd przenika do pęcherzyków synaptycznych (zawierających cząsteczki neuroprzekaźników), niezbędnych do komunikacji między neuronami.
- Toksyna przejmuje kontrolę nad całym tym kompleksem i dzięki temu dostaje się do pęcherzyków synaptycznych. W efekcie botoks przerywa komunikację miedzy nerwami i komórkami mięśniowymi, doprowadzając do paraliżu - tłumaczył prof. Meunier.
Naukowcy przekonują, że to przełomowe odkrycie daje nadzieję na identyfikacje nowych opcji leczenia u osób, które zatruły się jadem kiełbasianym.
- Teraz, gdy wiemy, w jaki sposób wspomniany kompleks umożliwia wniknięcie neurotoksyny do komórek nerwowych, możemy blokować interakcje między dowolnymi dwoma z trzech opisanych receptorów, aby powstrzymać śmiercionośną toksynę przed dostaniem się do neuronów – podkreśla profesor.
Pojawiła się też nadzieja na stworzenie nowych leków stosowanych choćby w neurologii, które wprowadzane do neuronów zachowają swoje terapeutyczne działanie, a nie będą zagrażać zdrowiu pacjentów.