IV fala niepewności. Kto, gdzie i za ile będzie nas ratował?

Są pieniądze, przygotowane miejsca w szpitalach, zapewniony personel, zamówione leki... Oczywiście, jeśli potraktować poważnie zapewnienia rządzących. W szczegółach to już nie wygląda tak kolorowo, nawet na papierze.

Półtora roku z pandemią (pierwsze oficjalne przypadki zakażenia SARS-CoV-2 w Polsce stwierdzono w marcu 2020 roku). Łącznie prawie trzy miliony zakażeń potwierdzonych testem, ponad 75 tysięcy ofiar śmiertelnych. Pobite wszelkie rekordy ogólnej śmiertelności. Zdumiewające doświadczenia, jak zamykanie lasów, ogłaszanie końca koronawirusa przez premiera i spóźnione reakcje pandemiczne (kluczowe decyzje podczas drugiej fali podejmowano dopiero w październiku, gdy liczba zakażonych przekraczała 20 tys. dziennie, a system ochrony zdrowia był już na granicy wydolności). Oczekiwanie na miejsce w szpitalu (czasem - niedoczekanie) przez kilkanaście godzin. Braki personelu, wolnych łóżek, leków, tlenu czy worków na zwłoki. To wszystko za nami. Wyciągnęliśmy wnioski? To się nie powtórzy? Kto postawi na to swoje zdrowie, jest odważnym człowiekiem.

Sześć tysięcy łóżek, czyli dość?

Covidowe wzmożenie obserwujemy już od drugiej połowy sierpnia. Przede wszystkim medialne, bo w szpitalach i przychodniach na razie cisza, spokój. Jakby złe miało nie nadejść, a czarne scenariusze można było między bajki włożyć. Z salonów politycznych też zazwyczaj powiewa optymizmem.

Kierujący MEiN Przemysław Czarnek nie przewiduje zdalnego nauczania w najbliższych miesiącach, chociaż już minister zdrowia Adam Niedzielski daje gwarancję nauki w szkołach tylko na miesiąc, dwa. Ze zwołanej przez prezydenta Rady Gabinetowej dowiedzieliśmy się przede wszystkim, że Andrzej Duda jest "absolutnym przeciwnikiem obowiązkowych szczepień", a o wiosennym koszmarze mówi, że "daliśmy radę". Premier Morawiecki niespodziewanie zalecił pokorę wobec koronawirusa, bo "pandemia nauczyła nas tego, że niczego nie możemy być do końca pewni, musimy przygotowywać się na różne scenariusze". Jak się przygotowujemy w takim razie?

Sześć tysięcy łóżek covidowych, o których z taką dumą mówi rząd, brzmi całkiem nieźle, zwłaszcza w momencie, gdy zajętych jest 579 (stan na 08.09.21). Co więcej - Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że docelowo może ich być znacznie więcej, nawet 11 300.

embed

A ile trzeba? Jeśli potwierdzą się czarne scenariusze, znacznie, znacznie więcej.

Dynamika zakażeń koronawirusem w Polsce jest obecnie bardzo zbliżona do tej sprzed roku - wynika z modelu przygotowywanego przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej. Pod koniec listopada może osiągnąć nawet ponad 30 tysięcy zakażeń. Na razie idziemy konsekwentnie drogą wyznaczoną w tym modelu. Już przekroczyliśmy pół tysiąca zakażeń dziennie, a właśnie tyle przewidywał w połowie września.

W kwietniu potrzebowaliśmy znacznie ponad 30 tysięcy łóżek, nawet wtedy, gdy zakażeń było mniej. Przykładowo: 12 kwietnia 2021 roku Ministerstwo Zdrowia informowało o 12 013 nowych zakażeniach. W szpitalach przebywało wtedy 33 990 osób. 17 kwietnia raportowano oficjalnie 15,7 tys. nowych zakażeń. Zajętych było ponad 32 tysiące łóżek covidowych.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że w razie potrzeby jest gotowe zwiększyć liczbę łóżek do poziomu z trzeciej fali. Nietrudno jednak zauważyć, że to oznacza potrzebę nagłego wyczarowania o niemal 2/3 więcej miejsc w szpitalach niż wynosi założona teraz liczba docelowa. Wyzwaniem okażą się też respiratory. Doświadczenie uczy, że ok. 10 proc. hospitalizowanych pacjentów wymaga takiego wspomagania. Obecnie czeka na nich ok. 600 urządzeń. Może być znowu potrzebne kilka tysięcy.

Łóżka to nie wszystko

Nawet jeśli będzie gdzie położyć pacjentów, ktoś musi najpierw do nich wyjechać i udzielić pierwszej pomocy. Już wiosną był z tym kłopot. Gdy zabrakło karetek, po chorych wyjeżdżali strażacy, a Lotnicze Pogotowie Ratunkowe biło rekordy interwencji, chociaż piloci nie otrzymywali dodatku covidowego. Obecnie, chociaż daleko nam do szczytu zachorowań, także pracują pełną parą. Przyznają jednak, że chociaż ich akcje bywają spektakularne, nie zastąpią ZRM.

Czy rządzący w związku z tym zrobią wszystko, żeby dogadać się z protestującymi ratownikami medycznymi? Strategia jest chyba inna, bo pojawiają się kolejne pomysły, choćby wykorzystanie żołnierzy na Mazowszu. Obniżono też wymagania dla zespołów ratownictwa medycznego. MZ określa to jako "złagodzenie wymagań":

W okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii złagodzono wymagania dla kierowników ZRM - tj. kierownikiem specjalistycznego zespołu ratownictwa medycznego jest osoba wskazana przez dysponenta jednostki, będąca ratownikiem medycznym lub pielęgniarką systemu, natomiast w odniesieniu do kierownika podstawowego ZRM z dniem 30 grudnia 2020 r. odstąpiono od wymogu posiadania 5-letniego stażu pracy dla ratowników medycznych i pielęgniarek będących kierownikami zespołów podstawowych.

(Pisownia oryginalna z dokumentu otrzymanego z MZ).

Wydłużono także okres obowiązywania zaświadczeń o uzyskaniu tytułu ratownika, "złagodzono wymagania" dotyczące powrotu do pracy ratowników medycznych po przerwie w wykonywaniu zawodu i zmieniono przepisy dla lotniczych zespołów ratownictwa medycznego. Mają składać się z co najmniej trzech osób, w tym jednego pilota zawodowego oraz lekarza systemu lub ratownika medycznego, lub pielęgniarki systemu. Cel jest jasny i oficjalny: zapewnienie obsady ZRM.

Co na to sami ratownicy?

Mówienie, że strażacy czy żołnierze zastąpią ratowników w karetkach, jest po prostu oszukiwaniem społeczeństwa. Są to zazwyczaj funkcjonariusze, którzy ukończyli odpowiednie studia, czyli teoretycznie mają przygotowanie. Lecz w większości nie pracują oni w zawodzie od lat, często i od kilkunastu lat. Nie są czynnymi ratownikami, nie ma ich w systemie

- przekonywał w money.pl Ireneusz Szafraniec, szef Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych.

Zobacz wideo

"Zapasy leków są wystarczające"

Ciężko chory pacjent potrzebuje odpowiedniego sprzętu i leków. Z jednym i drugim były problemy podczas poprzednich fal. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że tym razem będzie inaczej.

- Potrzeby podmiotów leczniczych w zakresie sprzętu medycznego są monitorowane przez właściwych wojewodów. Szpitale wskazane przez wojewodów i udzielające świadczenia dla pacjentów z COVID-19 są doposażane w potrzebny asortyment, w szczególności w ramach wydawania zasobów Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Rezerwy strategiczne są udostępniane na wniosek wojewody, który weryfikuje zapotrzebowanie podmiotów i przekazuje asortyment do placówek na terenie województwa.

Na potrzeby szpitali przekazywany jest na bieżąco niezbędny sprzęt medyczny: respiratory, kardiomonitory, pompy infuzyjne, ssaki medyczne, aparaty do wysokoprzepływowej tlenoterapii donosowej, łóżka szpitalne, tlen i butle tlenowe lub zbiorniki na tlen, reduktory do butli, dozowniki do tlenu, termometry, defibrylatory, laryngoskopy, urządzenia do kompresji klatki piersiowej, aparaty USG, RTG, EKG, tomografy komputerowe, analizatory POCT, aparaty do sztucznego oddychania, a także sprzęt jednorazowego użytku i inny asortyment w zależności od potrzeb podmiotów - czytam w oficjalnym dokumencie z MZ.

Brzmi dobrze, ale wiadomo, że wielkość zamówień sprzętu jest konsekwencją zakładanych zachorowań. Jeśli tam dokonano niedoszacowania, całość może się posypać. Podobnie z lekami, których brakowało w przeszłości. Na dziś jest jednak dobrze:

Minister Zdrowia, śledząc aktualną sytuację epidemiczną, na bieżąco monitoruje stany magazynowe produktu Veklury (remdesivir) oraz RoActemra (tocilizumab), by przy możliwym zmniejszaniu zapasów na bieżąco podejmować decyzję o kolejnym zakupie. Na dziś zapasy obu leków są w pełni wystarczające.

- czytamy w dokumencie przesłanym przez Katarzynę Kubicką-Żach z Biura Komunikacji MZ.

Pieniędzy ponoć też mamy dość

Wszelkie działania w 2021 roku, podobnie jak w roku ubiegłym, związane z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem pandemii, finansowane są z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Dysponentem funduszu jest Prezes Rady Ministrów. Minister Zdrowia ma dostęp jedynie do części tej puli, a przysługujące mu środki w tym roku to 23 130 mln zł.

Z tych środków finansowane są między innymi:

  • szczepienia przeciw COVID-19
  • testy w kierunku zakażenia SARS-CoV-2
  • rehabilitacja i fizjoterapia pacjentów po leczeniu COVID-19
  • zakup i dystrybucja remdesiviru
  • koszty utworzenia i utrzymania szpitali tymczasowych
  • wydatki bieżące wojewodów związane z przeciwdziałaniem COVID-19, do których wojewodowie są zobowiązani na podstawie obowiązujących przepisów
  • modernizacja infrastruktury i adaptacji pomieszczeń, w celu wykonywania zadań związanych ze zwalczaniem COVID-19
  • zakupy aparatury i sprzętu medycznego do realizacji usług zdrowotnych, koniecznych do walki z pandemią SARS-CoV-2.

Poziom wydatków jest na bieżąco monitorowany. W zależności od przebiegu pandemii i podejmowanych działań, w tym związanych z czwartą falą, Minister Zdrowia ma możliwość wystąpienia do premiera o ewentualne zmiany w planie funduszu.

Bardzo chcemy, żeby było dobrze, zamiast "żeby jakoś było". W grę wchodzi wielu istnień ludzkich. Tu nie można zdać się na ślepy los i wiele wskazuje na to, że rządzący także do sprawy podchodzą poważnie. Doświadczenie, zebrane informacje i obecna sytuacja w opiece zdrowotnej, nie pozwalają jednak na bezrefleksyjny optymizm. Prognoza naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego przewiduje w czwartej fali ok. 55 tysięcy zgonów. Szef grupy covidowej, prof. Franciszek Rakowski, przewiduje szczyt zachorowań w listopadzie. Podkreśla, że model naukowców uwzględnia aktualny poziom zaszczepienia Polaków. Nadzieja umiera ostatnia.

Najlepiej nie chorować. Jak przygotowani jesteśmy pod względem profilaktyki? Zapoznaj się z raportem:

Czytaj także:

Więcej o: