Osoby opowiadające o swoim zdrowiu psychicznym na TikToku najczęściej nie zasłaniają twarzy. Wręcz przeciwnie: szczerzą się do widza, chętnie pozują z lekami, które podobno przepisał im lekarz. Czują się upoważnione do udzielania rad innym chorym, uznając, że do tego wystarcza osobiste doświadczenie. Pisaliśmy o tym 23 lutego. Na publikację reagują lekarze i sam TikTok.
Pojawiły się głosy sugerujące, że wtykamy kij w mrowisko. Przekaz jest przecież jeden - o depresji mówi się za mało, chorzy mają się otworzyć i mówić o niej głośno, bez zahamowań. Na TikToku właściwie to robią. Więc o co chodzi?
- To jest bardzo poważny problem, wielowymiarowy. W pewnym sensie jako społeczeństwo raczkujemy w propagowaniu adekwatnej bezpiecznej wiedzy na temat zdrowia psychicznego - tłumaczy dr n. med. Aleksandra Lewandowska, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
Niewątpliwie z jednej strony obserwujemy nadal stygmatyzację i wstyd związany z poproszeniem o pomoc np. psychiatry, z drugiej strony absolutny brak granic i odzieranie siebie z jakiekolwiek intymności, również w aspekcie zdrowia psychicznego.
- Mówię o wielowymiarowości, bo bardzo często zwracam uwagę, że jeśli w naszym kraju nie będzie profilaktyki, w tym zmian w systemie oświaty, to problem będzie się pogłębiał - podkreśla ekspertka.
W naszej publikacji nie zamieściliśmy linków do rankingów psychotropów, których autorzy oceniają w skali, które leki na receptę działają, a które nie. Nie pokazaliśmy też tiktokowego "poradnictwa" dla chorych w tym temacie. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że każdy może do tych filmików bez problemu dotrzeć, wpisując choćby w wyszukiwarkę słowo: "depresja" "czy psychotropy".
Linki wysłaliśmy jednak lekarzowi psychiatrze i poprosiliśmy o opinię.
Te filmiki są przerażające i bardzo szkodliwe dla odbiorców
- mówi dr Maciej Klimarczyk, psychiatra i dodaje, że dzieci, które umieszczają tego typu publikacje, nie mają depresji jako głównego rozpoznania, ale dominują u nich zaburzenia osobowości oraz cecha, która predestynuje do bycia influencerem, czyli ekshibicjonizm. Zatem doświadczenie depresji/choroby psychicznej u osób z taką tendencją bywa faktycznie traktowane jako sposób na budowanie wizerunku.
- Dzieciaki myślą tak: "skoro ja mam depresję lub doświadczenie z leczeniem psychiatrycznym, to jestem w tym ekspertem/ekspertką". Nic bardziej błędnego, ponieważ jeden przypadek, nawet własny, to żadna wiedza. Bardzo trudno jest te osoby przekonać, że się mylą, bo chodzi tu również o pewien bunt, pokazanie: ty lekarzu jesteś idiotą w porównaniu z moim doświadczeniem. Oczywiście lekarz też nie jest wszechwiedzący i powinien wsłuchiwać się w to, co mówi pacjent, nawet taki, który mylnie ocenia, że wszystko wie na temat depresji. Zadaniem lekarza jest nawiązanie z pacjentem takiej relacji, żebyśmy się stali partnerami w leczeniu - czasem jest to trudniejsze niż sam proces diagnostyczny czy dobór leku, ale nieraz się udaje - zapewnia dr Klimarczyk.
Według lekarza tiktokowe treści o leczeniu depresji tworzone przez przypadkowe osoby mogą być naprawdę niebezpieczne.
- Ci, którzy oglądają ten przekaz, często nie mają krytycznego osądu i traktują pozyskane informacje jako informacje od eksperta, bo przecież kto może być lepszym ekspertem niż sam pacjent. To myślenie całkowicie błędne. Dowodzą tego idiotyzmy, które są tam pokazywane - oceny leków w skali od 0 do 10, jak na zawodach. Nie ma to kompletnie nic wspólnego z medycyną i, jeśli się w to wierzy, przynosi szkody.
Osoby, które umieszczają tego typu treści, a przede wszystkim ci, którzy w nie wierzą, to pacjenci o gorszym rokowaniu, u nich leczenie ma zawsze gorszy efekt i mówię to na podstawie 20-letniego doświadczenia zawodowego.
Co radzi dr Klimarczyk tym, którzy cierpią na googlozę, czyli czerpią wiedzę medyczną przede wszystkim z internetu? Porzucić tego typu praktyki, zająć się swoim życiem, czytać książki, wyjść na spacer, spotkać się z przyjaciółmi w realnym świecie. Nie ma złudzeń, że wszyscy go posłuchają, ale:
- Jeśli nawiąże się relacja terapeutyczna i pacjent skorzysta z tej rady, po pewnym czasie przyznaje mi rację i jego stan się poprawia, ponieważ obniża się poziom niepokoju i nieufności w stosunku do leczenia. Czasem, by uzyskać taki efekt, potrzeba paru wizyt, kilku szczerych rozmów. Bywa jednak, że to się nie udaje, pacjent zaczyna nawet szukać lekarza, który będzie ulegał jego żądaniom w oparciu o internetową wiedzę, wpada w błędne koło.
Media społecznościowe, jeśli korzysta się z nich bezkrytycznie i poświęca im zbyt wiele czasu, pogarszają rokowanie w leczeniu. Zdarza się też, że frustrują się nimi sami lekarze, bo przecież niektórzy pacjenci ich atakują, dyskutują z nimi, nie mając racji. Nie każdy ma czas i umiejętności, żeby regularnie przyjmować razy od pacjentów i je buforować. Do tego potrzebna jest ogromna siła, spore umiejętności i dużo czasu.
Rozumiemy, że TikTok jest miejscem szczególnym, a cieszy się taką popularnością także dlatego, że pachnie wolnością. Jesteśmy daleko od pomysłów o zakazach, karach itd. Nie chcemy być niczym XIX-wieczni luddyści niszczący maszyny tkackie ze strachu przed zmieniającym się światem. Pamiętamy jednak, że ludzka psychika to materia niezwykle delikatna. Raczej spodziewamy się, że decydenci zaplanują sensowne wykorzystanie wszelkich narzędzi, także mediów społecznościowych, by skuteczniej walczyć z problemami zdrowotnymi i społecznymi młodych Polaków i dawać sensowne wsparcie psychologiczne.
Tym bardziej cieszy, że na tekst o zjawisku zareagowało biuro prasowe TikTok Polska. Przypomniało o zaangażowaniu TikToka w kilka projektów mających na celu wspieranie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Jednym z nich jest program "Młode Głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym" zorganizowany przez fundację UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej. W ramach programu prowadzona była choćby kampania edukacyjna oraz badanie (będące elementem projektu globalnego) poświęcone stygmatyzacji zaburzeń psychicznych i gotowości do swobodnego mówienia o naszym samopoczuciu.
TikTok twierdzi, że nieustannie dba o to, aby wyświetlane treści były przyjazne odbiorcom i nie łamały przyjętego regulaminu. W tym celu wprowadzono złożony z trzech etapów model weryfikacji treści. Pierwszy krok opiera się na automatycznej moderacji, w ramach której treści usuwane są, zanim je ktokolwiek zobaczy lub zgłosi. Jak wskazują statystyki TikToka, ponad 90 proc. nieodpowiednich filmów znika już na tym etapie. W drugim kroku dochodzi do ręcznej moderacji, za którą odpowiadają osoby posługujące się językiem, w którym daną treść stworzono. Pracownicy dogłębnie analizują, czy taki film narusza zasady społeczności. Trzeci etap to moderacja dokonywana przez samych użytkowników – mogą zgłosić treści, które po pozytywnej weryfikacji są usuwane.
Jak wskazują dane z ostatniego raportowanego kwartału (trzeciego w ubiegłym roku), TikTok usunął globalnie z platformy prawie 111 mln filmów z powodu naruszenia wytycznych. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych było to w sumie ponad 18 mln filmów, a w Polsce – ponad 691 tys. Usunięte treści stanowiły mniej niż 1 proc. wszystkich filmów zamieszczonych w tym czasie na platformie.
Bardzo to wszystko chwalebne i budujące, ale jednak mnóstwo treści umyka czujnemu oku TikToka, o czym świadczą znalezione przez nas filmy o depresji. Nie szukaliśmy ich długo. I wcale nie upieramy się, że należy je wszystkie usuwać. Smutne, że pozycjonują się tak wysoko i te wartościowe materiały nie zdołały ich przykryć czy chociaż z nimi konkurować. Najwyraźniej nie przeszkadzały automatowi i polskim widzom, ale to nie czyni z nich treści bezpiecznych. Może jednak obecny system weryfikacji nie jest wystarczający? O to wszystko zapytamy osoby reprezentujące mobilną aplikację. Planujemy także rozmowę z dr Aleksandrą Lewandowską o tym, co się konkretnie musi zmienić w zakresie edukacji, oświaty i leczenia dzieci i młodzieży z problemami psychicznymi. Sam TikTok ani problemu nie stworzył, ani nie rozwiąże.
* Dr n. med. Maciej Klimarczyk jest specjalistą psychiatrą, specjalistą seksuologiem, psychoterapeutą. Stopień doktora nauk medycznych uzyskał na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym - praca doktorska na podstawie badań nad lękiem napadowym. Współautor książek: "CHAOS W GŁOWIE - mózg i życie", opisującej mechanizmy działania ludzkiego mózgu oraz ich nieprzewidywalność, a także "Neurologia kliniczna w praktyce - homeostaza mózgu". Jest także autorem thrillera psychologicznego pt. "Śpiewaczka". Wkrótce ma się ukazać jego kolejna powieść.