Jeden chory zaraża prawie 20 osób. Powrót popularnej choroby

Lekarze w Wielkiej Brytanii zauważają coraz więcej przypadków krztuśca, choroby bakteryjnej układu oddechowego, którą - wydawałoby się - pokonaliśmy już dzięki powszechnym szczepieniom. W Polsce każdego roku rejestruje się od 2 tys. do 4 tys. zachorowań na krztusiec - podaje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH.
Chore dziecko
Fot. Helen Sushitskaya / Shutterstock

Jak informuje "The Guardian", w 2023 roku (do listopada włącznie), w Anglii i Walii odnotowano 1141 przypadków krztuśca, w porównaniu z 450 w tym samym okresie 2022 roku i 454 w 2021 roku. Co więcej, wśród chorych znalazło się sporo dorosłych, mimo iż krztusiec uznaje się za chorobę głównie wieku dziecięcego. Skąd ten wzrost infekcji?

Eksperci spekulują, że jest to prawdopodobnie pokłosie pandemii COVID-19. W tym czasie wiele chorób zakaźnych jakby przycichło, ponieważ z powodu obostrzeń i przymusowej izolacji było mniej okazji do przenoszenia patogenów między ludźmi. Ograniczenia w kontaktach społecznych oznaczają mniej infekcji, ale tym samym - mniejszą liczbę osób z wypracowaną odpornością. Krążące wśród ludzi drobnoustroje mają więc więcej możliwości zakażania i rozprzestrzeniania się (więcej podatnych na zachorowanie osób). Do tego pandemia w wielu regionach świata zahamowała programy szczepień, mniej ludzi, w tym małych dzieci, zostało uodpornionych na choroby zakaźne, takie jak krztusiec, co dodatkowo zwiększa ryzyko przenoszenia się infekcji.

Czym jest krztusiec?

Krztusiec to choroba zakaźna układu oddechowego za którą odpowiadają bakterie Bordetella pertussis (pałeczka krztuśca). Inna, popularna nazwa tego schorzenia to koklusz. Rozprzestrzenia się drogą kropelkową i zaraża przez bezpośredni kontakt z chorą osobą. Wylęganie się krztuśca trwa od 5 do 10 dni od wniknięcia bakterii do organizmu (jednak czasami objawy nie pojawiają się nawet przez 3 tygodnie od kontaktu z patogenem). Chory pozostaje zakaźny przez cały czas trwania infekcji, od pierwszego dnia wylęgania się choroby przez nawet trzy tygodnie po wystąpieniu pierwszych objawów. W tym czasie jedna chora na krztusiec osoba może zainfekować nawet 20 osób.

Bakterie pałeczki krztuśca atakują drogi oddechowe i wydzielają złożoną mieszaninę toksyn, z których najważniejszą i najlepiej zbadaną jest toksyna krztuścowa. Toksyna wywołuje gwałtowne ataki kaszlu, unikając przy tym naszej reakcji immunologicznej. Bakterie pośrednio stymulują także białe krwinki, zwane limfocytami, do przedostawania się do krwioobiegu człowieka, powodując dalsze komplikacje.

- Liczba limfocytów staje się niewiarygodnie wysoka. Kiedy osiągną pewien próg, zaczynają zachowywać się trochę jak białaczka i zatykać naczynia włosowate w płucach. Niemowlęta duszą się, bo ich płuca są zatkane limfocytami - wyjaśnia Christopher Gill, profesor nadzwyczajny ds. zdrowia globalnego w Szkole Zdrowia Publicznego Uniwersytetu w Bostonie.

- Lekarze leczą krztusiec antybiotykami. To zabija bakterie, ale nie zwalcza toksyny. Nawet przy skutecznym antybiotyku pacjent będzie cierpiał przez sześć do dziesięciu tygodni, zanim wyzdrowieje - dodaje dr Gill.

Jak wygląda choroba?

Najpierw pojawiają się objawy przypominające przeziębienie, ale w przeciwieństwie do przeziębienia kaszel trwa tygodniami lub miesiącami. Krztusiec przechodzi przez trzy etapy. W pierwszym, trwającym od jednego do dwóch tygodni, choroba przypomina niegroźne przeziębienie. Objawy to niewielka gorączka, katar lub zatkany nos, łagodny, sporadyczny kaszel. Małe dzieci mogą w ogóle nie kaszleć. U najmłodszych zdarzają się za to zagrażające życiu przerwy w oddychaniu (bezdech) i sinica (zasinienie skóry).

Nieleczony krztusiec przechodzi do drugiego etapu, charakteryzującego się długimi, gwałtownymi napadami kaszlu. Trwają zwykle od jednego do sześciu tygodni, a nawet do 10 tygodni. Te napady nasilają się i stają się coraz częstsze. Mogą im towarzyszyć wymioty w trakcie lub po napadach. Chory wydaje wysoki, charakterystyczny dźwięk, gdy już wreszcie może zaczerpnąć tchu (napady uciążliwego długotrwałego kaszlu kończą się głośnym wdechem, zwanym pianiem). Po napadzie kaszlu pojawia się osłabienie i zmęczenie.

Krztusiec jest szczególnie niebezpieczny dla noworodków, które nie kaszlą lecz wręcz duszą (długie okresy bezdechu). Małe dziecko dostaje ataków kaszlu głównie w nocy: sinieje i czerwienieje na przemian, ma okresy bezdechu i mimowolne oddaje mocz lub stolec. Napady kaszlu kończą się wymiotami, wyczerpaniem organizmu, połączone są też z wylewami do spojówek i wybroczynami na twarzy. Większość dzieci poniżej szóstego miesiąca życia będzie wymagać hospitalizacji.

Etap 3 to ustępowanie choroby i regeneracja organizmu, która może trwać nawet trzy miesiące. Kaszel słabnie i powoli mija. Choroba jest na ogół łagodniejsza u nastolatków i dorosłych, szczególnie w przypadku osób, które zostały zaszczepione przeciwko krztuścowi. Przechorowanie nie daje trwałej odporności i warto wziąć szczepionkę przypominającą po 10 latach.

Jakie mogą być powikłania krztuśca? U małych dzieci zdarzają się drgawki, przypadki obrzęku mózgu (encefalopatia), niekiedy poważniejsze problemy neurologiczne, takie jak paraliż i ślepota (rzadko). U starszych dzieci i dorosłych może wystąpić omdlenia, złamania żeber, zapalenie płuc i nietrzymanie moczu.

Zobacz wideo Jak ochronić dzieci przed zakażeniem wirusem RSV i grypy?

Jak uchronić się przed krztuścem?

Niegdyś krztusiec był powszechny wśród dzieci i mógł prowadzić do śmierci, szczególnie wśród niemowląt. Zmieniła to szczepionka wprowadzona w latach pięćdziesiątych XX wieku. W Polsce szczepienia przeciw krztuścowi są obowiązkowe dla dzieci i nastolatków, ale jednorazowe przyjęcie preparatu nie chroni przez całe życie. Szczepionka przeciw krztuścowi jest podawana w jednym wstrzyknięciu jako szczepionka przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (DTP). W celu utrzymania odporności przeciw krztuścowi zalecane jest szczepienie przypominające w 19. roku życia oraz co 10 lat w przypadku dorosłych osób. Powinno się szczepić kobiety w ciąży, personel szpitalny oraz osoby mające kontakt z małymi dziećmi.

Źródła: The Guardian, bu.edu,

Więcej o: