Okazało się, że w amerykańskich stanach, w których ten sposób przygotowywania potraw jest niezwykle popularny (np. Alabama, Arkansas, Georgia, Luizjana, Mississippi), zapadalność na udary mózgowe jest zdecydowanie wyższa (nawet o ponad 20%), niż gdzie indziej. Co istotne: prawdopodobieństwo zachorowania okazało się jeszcze wyższe u osób, które jadły więcej, niż trzy porcje ryby tygodniowo, w stosunku do tych zjadających 1-2 porcje.
Badania są kontynuowane i naukowcy nie chcą wyciągać pochopnych wniosków, ani za wszystko obwiniać ryb. Sprawa nie jest bowiem tak oczywista, jak się pozornie wydaje.
Po pierwsze: badane osoby, spożywające więcej ryb, zazwyczaj były rasy czarnej i specjaliści nie wykluczają, że to właśnie ten czynnik decyduje o zwiększonym występowaniu udarów. Od dawna bowiem znany jest związek pomiędzy rasami, a zapadalnością na pewne schorzenia. Po drugie: dalsze analizy i obserwacje będą miały na celu porównanie osób jedzących smażone ryby z niejedzącymi ich wcale lub przygotowującymi posiłki w inny sposób. Może się nagle okazać, że pozornie niekorzystny wynik nie jest wcale taki zły. Być może zachorowalność na udary byłaby jeszcze wyższa, gdyby osoby obciążone genetycznie nagle zrezygnowały z ryb w diecie. Nawet tych usmażonych. Na wyniki trzeba poczekać pamiętając, że tłusta ryba i tak jest lepsza od tłustego drobiu, czy wieprza.