Maseczki ochronne: zaczęło się od chińskich myśliwych. To ciągle potężna broń przeciw koronawirusowi

Maski pomogły kiedyś zatrzymać jedną z najgroźniejszych chorób zakaźnych w historii. Dlaczego ciągle wielu ludzi nie wierzy w ich skuteczność? To nie tylko kwestia dowodów naukowych - twierdzą specjaliści.

Na Wschodzie nigdy nie zapomniano o doktorze Wu i jego odkryciu

Historia maski jako środka zapobiegającego roznoszeniu zarazków zaczęła się w 1910 roku podczas epidemii dżumy w północno-wschodnich Chinach. Podobno chorobę roznieśli myśliwi, którzy polowali na świstaka syberyjskiego, zwanego też tarbaganem i od którego zarazili się pałeczkami Yersinia pestis. Wkrótce wybuchła epidemia dżumy płucnej, jednej z największych plag, jakie dotykają ludzkość. Dżuma płucna w cztery miesiące zabiła 60 tys. ludzi w Mandżurii. Wydawało się, że choroby nic nie zatrzyma. Ludzie umierali w ciągu 2-3 dni od zakażenia, lekarze byli bezsilni. W końcu do miasta Harbin epicentrum epidemii, trafił młody lekarz Wu Lien Teh, wysłany tam przez cesarza z zadaniem powstrzymania zarazy.

Wu Lien Teh był pierwszym Chińczykiem, który ukończył studia na Uniwersytecie w Cambridge (Wielka Brytania). Po przybyciu do Mandżurii misję rozpoczął od zrobienia sekcji zwłok i zidentyfikowania źródła oraz dróg zakażenia. Gdy zorientował się, że dżuma płucna przenosi się poprzez kropelki oddechowe (a nie w wyniku pogryzienia przez zarażone pchły, jak przy innych odmianach dżumy) uznał, że zasłonięcie ust i nosa może okazać się pomocne. W tamtych czasach maski wykonywano z kilku warstw gazy przedzielonych watą.

Nie od razu dano mu wiarę. Dopiero śmierć znanego francuskiego lekarza, który przybył na ratunek, ale nie uwierzył chińskiemu lekarzowi i nie włożył maski, przyciągnęła uwagę światowych mediów. Wysiłki dr Wu Lien Teh zostały zauważone i docenione, a on sam był nawet nominowany do nagrody Nobla.

Maski ponownie wróciły w czasie epidemii grypy w 1918 roku, po czym na Zachodzie na długo zostały zapomniane, natomiast Wschód uznał je za symbol wspólnej odpowiedzialności za zdrowie publiczne.

Jak maski pomogły w Azji podczas pandemii COVID-19

Niemal natychmiast po pierwszych doniesieniach z Wuhan o nieznanym wirusie Chińczycy włożyli maski. W Hongkongu i na Tajwanie, gdzie pamiętano grozę epidemii SARS sprzed kilkunastu laty, maski stały się stałym elementem na ulicach miast. W tym eksperci upatrują jedno ze źródeł sukcesów w walce z koronawirusem. Aż 98 procent mieszkańców gęsto zaludnionego Hongkongu nosiło maski w miejscach publicznych, co wydatnie pomogło utrzymać zakażenia pod kontrolą. Zarówno w Hongkongu, jak i na Tajwanie odnotowano niewiele zachorowań i zgonów, w odniesieniu do liczby ludności. 24-milionowy Tajwan ma około 500 przypadków zachorowań, a 7,5-milionowy Hongkong - 4700.

Kolejny przykład to Mongolia, gdzie maski były w użyciu od pierwszego dnia epidemii. W 3-milionowym kraju odnotowano tylko 300 przypadków choroby.

Zobacz wideo W przyłbicy albo maseczce do szkoły? MEN: Zastanawiamy się nad wprowadzeniem nakazu w przestrzeniach wspólnych

Naukowcy pokazują "czarno na białym" jak działa maska

- Noszenie maski zmniejsza ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa - przekonują naukowcy z National Institutes of Health (Narodowe Instytuty Zdrowia, USA) i Uniwersytetu Filadelfii w artykule, który ukazał się w  "The New England Journal of Medicine". Do artykułu dołączono filmik, który warto zobaczyć. Pokazuje, jaka jest różnica między ilością rozpylanych przez nas kropel oddechowych bez maski oraz w masce. Zobaczymy jak "podróżuje" koronawirus od człowieka do człowieka, zawieszony w kropelkach rozpylanych wokół nawet podczas zwykłego mówienia, nie wspominając już o kaszlu.

Dlaczego jednak jest tak mało badań, które by bezspornie potwierdzały korzyści płynące z noszenia maski podczas pandemii? Otóż niełatwo wykonać tego typu eksperyment, bo ze względu na ryzyko przeniesienia wirusa może być przeprowadzony tylko w specjalnych laboratoriach. Stąd dowody pośrednie, pokazujące zasięg tzw. aerozolu oddechowego (nawet do 10 metrów), nagrywane w specjalnych "klatkach", filmy, czy też testy różnego typu masek, pokazujące ile i jakiej wielkości cząstki są w stanie się przez nie przedrzeć lub też badania nad skutecznością masek w ograniczaniu zakażeń wirusem grypy lub przeziębienia.

Amerykańscy naukowcy są zdania, że noszenie masek w tych częściach Ameryki, w których wprowadzono taki obowiązek, zapobiegło co najmniej od 230 tys. do 450 tys. zakażeń (publikacja w czasopiśmie "Health Affairs").

- Nie jesteśmy bezbronni wobec COVID-19 - pisze dyrektor CDC (Centers for Disease Control and Prevention) dr Robert R. Redfield.

Maska na twarzy to jedna z najpotężniejszych broni, jaką możemy użyć, aby spowolnić i zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa.

Najskuteczniejsze są maski co najmniej dwuwarstwowe

Naukowcy wciąż badają, jakie materiały powinny być użyte do produkcji maseczek. Wykonują naprawdę pomysłowe eksperymenty, w których wykorzystują manekiny, specjalne szczelne klatki, nebulizatory (urządzenia wytwarzające mgiełkę), podczerwień itd.

Na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o ochronę, jest półmaska filtrująca N95, której używają służby medyczne i która blokuje kropelki wielkości nawet 2 mikronów. Druga w kolejności jest maska chirurgiczna. Dobra maska materiałowa natomiast jest w stanie zatrzymać około 80 procent cząstek większych niż 5 mikronów.

Dlaczego tak wiele osób nie nosi maseczek?

- Niektórych po prostu nie da się przekonać - doszedł do wniosku dr Christos Lynteris, antropolog medyczny pracujący na Uniwersytecie w St Andrews w Szkocji. Naukowiec zajął się analizą społecznego znaczenia maski i doszedł do wniosku, że powody, dla których odmawia się noszenia masek są dość skomplikowane.

Sądzę, że są młodzi ludzie, którzy myślą że to nie jest ich choroba, że to choroba ludzi starszych, więc nie powinna im rujnować życia

- mówi dr Lynteris.

Dla innych odmowa noszenia maski stała się wizualnym symbolem bycia wolnomyślicielem i nonkomformistą. Jeszcze inni postrzegają ją jako narzędzie "komunistycznej kontroli, coś co jest dobre dla Chińczyków, ale niekoniecznie już dla nas.

Artykuł ukazał się na łamach serwisu WebMed.

Źródła: WebMed.com, Insight, NEJM, Nature Medicine, JAMA, CDC.gov