"To nie są po prostu ciała poddawane dekontaminacji, to nasi bliscy". Tak się chowa w Polsce zmarłych na covid

Już ponad 1550 polskich rodzin musiało przez to przejść. Nie oszukujmy się - to nie koniec. Wszystko na to wskazuje, że wirus SARS-CoV-2 zostanie z nami na dłużej, spowoduje więcej ofiar, a ich pochówek będzie odbywał się zgodnie ze specyficznymi przepisami epidemicznymi. Jak wygląda takie pożegnanie? Tak naprawdę to pożegnania w ogóle nie ma, są sztywne reguły.

M-66, M-57, K-56, K-88, M-73... Śląskie, mazowieckie, łódzkie... Nowe przypadki. Większość miała choroby współistniejące. Przyzwyczailiśmy się już do takich komunikatów Ministerstwa Zdrowia o ofiarach covidu. Niektórym wydają się wręcz uspokajające, bo mają pokazywać, że w zasadzie to przecież nie jest tak źle. Zapominamy, że za każdym oznaczeniem kryje się człowiek. Czyjaś żona, córka, czyjś brat, ojciec, syn... Ktoś kochany i potrzebny, kogo choroba niejednokrotnie odebrała przedwcześnie.

"Unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok"(1)

Tata zmarł w szpitalu jednoimiennym na Wołoskiej nad ranem, we wtorek. Główna przyczyna to COVID-19. Tak, miał kilka chorób współistniejących, ale dawał radę. Pokonał go dopiero wirus z Wuhan

- napisał dr Maciej Duszczyk z Uniwersytetu Warszawskiego w bardzo osobistym wpisie dokumentującym śmierć i pogrzeb jego ojca.(2) Zdecydował się opisać przeszkody, na które napotkał i przybliżyć obowiązujące procedury, by ułatwić, na ile to możliwe, tę drogę kolejnym bliskim, zderzającym się z systemem. Oto fragmenty jego relacji.

- Telefon dostaję ok. 6.00. Lekarka spokojnym głosem informuje, że niestety tata odszedł. Niedługo ktoś ma się z nami skontaktować w sprawie dalszej procedury. Podejrzewam, że łatwo nie będzie. Niestety sekretarka ze szpitala dzwoni najpierw do mamy. (...)

Mama mówi, że skontaktuje się ktoś z sanepidu. Czekam do 11.00. Nikt nie dzwoni i nigdy nie zadzwonił. Trzeba spróbować samemu coś się dowiedzieć. Najpierw internet.(...) Pogrzeb z reżimem sanitarnym. Nie wiem kompletnie, o co chodzi. Telefon na infolinię covid w NFZ. Mówię co i jak. Pani bardzo spokojnie słucha i przepraszającym tonem odpowiada, że ona jednak w sprawie procedury organizacji pogrzebów nic nie wie. Podaje telefon do sanepidu.

Dzwonię. Odbiera Pani z oddziału sanepidu na lotnisku Okęcie. Na chwilę tracę głos, bo mam wrażenie, że źle się dodzwoniłem. Chcę się rozłączyć, ale po drugiej stronie słuchawki słyszę spokojny głos, że może w czymś pomóc. Opisuje sytuację. Ponownie Pani nie umie mi doradzić, co dalej. Podaje kilka innych numerów telefonów do centrali i do oddziału powiatowego w Warszawie. Prosi, aby dzwonić tam do 15.00 i być cierpliwym. Dzwonię na wszystkie numery po kilkadziesiąt razy. Nikt nie odbiera.(...)

Będę musiał zidentyfikować tatę, tak aby nie doszło do jakiejś pomyłki. To mało prawdopodobne, ale to element procedury. Niestety o pojechaniu do szpitala i identyfikacji na miejscu nie ma mowy. W czwartek dzwoni telefon z Izby Zmarłych. Za chwilę wyślą mi zdjęcie i ja mam oddzwonić i potwierdzić, że to tata. Przychodzi MMS. Oddzwaniam i potwierdzam. Ryczę przez chwilę jak bóbr. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że nie ma możliwości nawet symbolicznego pożegnania.

Okazuje się, że nie to jest jeszcze najgorsze. Maciej Duszczyk miał możliwość identyfikacji. Panu Pawłowi Piotrowskiemu odmówiono przesłania zdjęcia taty. Rodzina wciąż nie może mieć całkowitej pewności, że pochowano jej bliskiego. Ojciec pana Pawła przebywał w zakładzie opieki z powodu zaawansowanego alzheimera. Na wiele tygodni przed śmiercią nie mógł widywać bliskich, nie było z nim kontaktu z powodu reżimu sanitarnego. Gdy jego stan się pogorszył, trafił do zwykłego szpitala i dopiero tam rozpoznano covid. Pacjenta przewieziono do szpitala jednoimiennego, w którym zmarł. Przesłania choćby zdjęcia odmówiono, powołując się na zapis z rozporządzenia Ministra Zdrowia, podpisanego przez wiceminister Józefę Szczurek-Żelazko, w którym zaleca się "unikać ubierania zwłok do pochówku oraz okazywania zwłok".

Co to w ogóle znaczy 'unikać okazywania zwłok'? Omijać szerokim łukiem? A niby w czym przeszkadza zrobienie zdjęcia przez osoby zajmujące się pacjentem, a potem jego ciałem? Nie miałem pretensji, że nie mogę taty zobaczyć osobiście, ale chciałem się upewnić, że nie zaszła pomyłka. Życzliwej lekarce przesłałem ostatnie zdjęcie taty, żeby mi potwierdziła, że właśnie tym pacjentem zajmowała się w szpitalu. Powiedziała, że na ile to możliwe, ocenia, że tak. Nie tak to powinno wyglądać

- mówi wciąż rozżalony Paweł Piotrowski.

Zobacz wideo

Umieścić zwłoki w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym

Sprawą ojca pana Pawła zajmuje się prokuratura. Interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.(3) Jak dotąd bez skutku. To zrozumiałe, że nikt już realnie nie pomoże poszkodowanym rodzinom, ale zależy im, by ktoś dostrzegł problem i doprecyzował uregulowania. Te dość starannie opisują, co robić z ciałem, ale zupełnie nie uwzględniają potrzeb bliskich. Oczywiście, to zrozumiałe, że w czasie pandemii konieczne jest szczególne postępowanie "ze zwłokami i szczątkami ludzkimi", ale to jednostronne podejście do tematu jakoś nie przystoi do XXI wieku.

Oto fragmenty dokumentu:

  • przeprowadzić dezynfekcję zwłok płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym;
  • odstąpić od standardowych procedur mycia zwłok, a w przypadku zaistnienia takiej konieczności należy zachować szczególne środki ostrożności;(...)
  • umieścić zwłoki w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym, a w przypadku przekazania zwłok do spopielenia umieścić pierwszy worek ze zwłokami w drugim worku;
  • zdezynfekować powierzchnię zewnętrzną kolejno każdego worka przez spryskanie płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym;(...)
  • umieścić na dnie trumny do pochówku warstwę substancji płynochłonnej o grubości 5 cm;
  • niezwłocznie po złożeniu zwłok w trumnie lub kapsule transportowej trumnę lub kapsułę transportową zamknąć szczelnie i spryskać płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym.

Ani słowa o zrobieniu zdjęcia dla rodziny.

Osoby bezpośrednio zaangażowane w proces dekontaminacji ciała...

Są różne możliwości okazania zwłok, jednakże decyzja co do zasadności ich przeprowadzenia albo odstąpienia od nich, pozostaje w gestii osób narażonych na zakażenie, przy uwzględnieniu bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, w tym możliwości wykorzystania osiągnięć nauki i techniki - np. okazanie przez przeszklone drzwi, szybę

- tłumaczył rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar.(3)

Problem w tym, że taka dowolność sprawia, iż rodziny spotykają się z bezdusznością, złą wolą. Paweł Piotrowski twierdzi, że dopóki miał do czynienia z lekarzami, czuł, że on i tata traktowani są po ludzku. Obojętność, a nawet chamstwo, to reakcje "obsługi technicznej". Nie zgadza się, że całą sytuację można wyjaśnić strachem przed koronawirusem.

Nie jest tajemnicą, że sporo osób z covidem zmarło w domu czy w zakładzie opiekuńczym, nie doczekawszy się badań. Wówczas nie ma żadnych procedur bezpieczeństwa. Zmarły jest myty, ubierany, chowany tradycyjnie. I jakoś nie dochodzi do masowych zakażeń pracowników zakładów pogrzebowych.

Rzeczywiście, lęk nie jest chyba tak duży, jak można by wnioskować z rozporządzenia. W przypadku ciężkich chorób zakaźnych zazwyczaj obowiązuje zasada pochówku w ciągu 24 godzin. Nie dotyczy to zmarłych z powodu covidu.

Najczęściej poszkodowane rodziny pozostają anonimowe, pogrążone w żałobie. Nie chcą wracać do przejść związanych z pożegnaniem krewnego. Nie rozumieją, dlaczego nikt nie zadbał o przygotowanie poradnika dla nich, dla pracowników zakładów pogrzebowych. Odsyłani do rozporządzenia, są zszokowani jego językiem:

Przecierałam oczy ze zdumienia. Osobny punkt jest o tym, jak ma być ubrana osoba uczestnicząca w dekontaminacji ciała. Jest o przyłbicach, fartuchach, rękawicach... Sprawdziłam w słowniku. Okazuje się, że ta dekontaminacja to proces polegający na usunięciu i zabezpieczeniu substancji szkodliwej, która zagraża życiu lub zdrowiu organizmu żywego poprzez kontakt bezpośredni lub używane sprzęty. Tak się nie pisze o ludziach. To nie są po prostu ciała poddawane dekontaminacji, to nasi bliscy

- mówi pani Marlena, która niedawno pochowała mamę.

Transport zwłok, jeżeli jest to możliwe, prowadzić jednym zespołem przewozowym

Każda strata bliskiej osoby i jej pogrzeb to doświadczenie traumatyczne. W przypadku ofiar SARS-Cov-2 jest jeszcze trudniej, właściwie na każdym etapie. Oczywiście, sytuacja w Polsce jest nieporównywalnie lepsza niż w krajach, gdzie zmarłych było tak wielu, że trudno było zadbać o należytą oprawę, szacunek dla ofiar i ich rodzin. Skoro jednak jest tak dobrze, dlaczego tak trudno o empatię czy solidne wsparcie dla bliskich?

Kolejny telefon to zakłady pogrzebowe. Dzwonię do pierwszego i opisuję sprawę. Pani lekko zakłopotana. Mówi, że jeszcze nikogo nie chowali z covidem i że oddzwoni. Dzwonię do drugiego. Ci mają doświadczenie. Pierwszy szok. Jeżeli chcielibyśmy pogrzeb tradycyjny, to musimy sobie zdawać sprawę, że osoby z zakładu pogrzebowego będą w pełnych strojach zapobiegających przed zarażeniem. Nie - zdecydowanie tego nie chcemy. No to kremacja. To pozwoli zorganizować pogrzeb w podobny sposób jak 'normalnie'.
W miarę szybko poszło i pędzę do zakładu pogrzebowego zawieźć dokumenty i uzgodnić szczegóły. Robimy kalkulację kosztów. Drugi szok – muszę zapłacić za pełną dezynfekcję samochodu, który będzie wiózł tatę do kremacji. To też jednak całkowicie zrozumiałe.

Oczywiście, że to wszystko jest zrozumiałe, ale nie jest w porządku, że informacje o postępowaniu ze zmarłymi zawarte są albo w trudnym w odbiorze rozporządzeniu, albo w internecie.

Warto zaznaczyć, że w przypadku osób zmarłych z innych przyczyn też nie jest jak zwykle. Obowiązuje zachowanie dystansu, maseczki. Jeśli będzie kolejna fala zakażeń, wrócą obostrzenia, znowu nie będzie można pożegnać bliskich. Pozostaną rozgoryczeni przyjaciele i krewni, jak pielęgniarki w jednym ze szpitali w Małopolsce. Ich koleżanka zginęła w wypadku, zaraz na początku pandemii. Do samego zdarzenia pracowała. Bardzo bała się zakazić, ale dobro pacjentów było ważniejsze. Na pogrzebie mogli być tylko najbliżsi. Pielęgniarki chciały utworzyć szpaler do samego cmentarza z zachowaniem odpowiedniego odstępu, ale nie zgodził się na to ksiądz, twierdząc, że dla policji to i tak będzie już zakazane zgromadzenie.

I trudno się dziwić, zwłaszcza gdy już wiemy, że pogrzeb pisarza Jerzego Pilcha rzeczywiście stał się ogniskiem koronawirusa (więcej na ten temat). Trzeba to jednak wszystko jakoś wypośrodkować i zamienić w adekwatne do sytuacji przepisy. Trudno się dziwić rozgoryczeniu rodzin, gdy w kraju, w którym możliwe są wybory, premier przekonuje, że koronawirusa nie trzeba się bać i przyrównuje go do grypy, nie da się zmarłemu nawet zrobić zdjęcia.

I smutne wydaje się odkrycie, jak niewiele w sumie się zmieniło od epidemii cholery w XIX wieku. Dobrze, że dziś mamy worki, płyny i środki ochrony osobistej, bo aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby tego zabrakło. Prawie 200 lat temu rodziny się w końcu zbuntowały:

Jakby tego było mało, śmierć przynosiła dodatkowe cierpienia tym, którzy musieli poradzić sobie z pogrzebem bliskich. Grabarze nie chcieli bowiem dotykać ciał. Zdarzało się, że wywlekali je z domów, pomagając sobie hakami. O mało nie doszło w związku z tym do buntów – trzeba było interwencji wojska, by uspokoić tych, którzy nie chcieli pogodzić się z takim traktowaniem ich dzieci, żon czy rodziców. (4)

Przypisy:

  1. Wszystkie śródtytuły to cytaty z oficjalnego "ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ZDROWIA, z dnia 3 kwietnia 2020 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi", Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, pozycja 585
  2. Maciej Duszczyk, "Śmierć i pogrzeb w czasie pandemii", Facebook, 24 maja
  3. Piotr Halicki, "Najtrudniejsze jest, że nie ma możliwości nawet symbolicznego pożegnania". Zasady pogrzebów osób zmarłych na koronawirusa, onet.pl, 29.05.20
  4. Józef Krzyk, "Plagi. Historia bez końca. 26 chorób, które zmieniły świat"  wyd. Agora, Warszawa 2020