Pandemiczne włosy - to nie musi być problem wyłącznie urodowy. Co powinno niepokoić?

Z pewnością sama kondycja naszych włosów nie należy do kluczowych zmartwień związanych z koronawirusem. Trzeba jednak pamiętać, że bywa sygnałem poważnych kłopotów ze zdrowiem, w tym ogólnoustrojowych.

Wkrótce minie rok w Polsce z COVID-19. Pandemia stała się więc niemal naturalnym elementem naszej codzienności. Wszyscy próbujemy się w niej jakoś poukładać i odnaleźć. Nic dziwnego, że zaczynamy znowu zwracać uwagę na kwestie wyglądu, przywracać normalność także na głowie. Czy nasze włosy stały się inne przez koronawirusa?

Trendy i kolory

W 2019 roku to byłoby nie do pomyślenia. Wiosną 2020 ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski, jeszcze cieszący się powszechnym uznaniem, zaimponował wielu osobom faktem, że samodzielnie obciął swoje włosy. To nie był pomysł odosobniony. Z mediów praktycznie znikli politycy, celebryci czy dziennikarze jak spod igły, wymuskani w każdym calu. Idealna fryzura, sztywna i sugerująca wsparcie zawodowej ręki, przestała być w dobrym tonie.

Wraz z zamknięciem zakładów fryzjerskich w ramach lockdownu przybyło rozczochrańców, fryzur wiatrem czesanych, kobiet z widocznym odrostem publicznie deklarujących, że samodzielne farbowanie to nic trudnego czy zdrożnego... Rodzice stali się bardziej tolerancyjni dla nastolatków eksperymentujących z koloryzującymi piankami, a nawet bardziej trwałymi barwnikami do włosów, w tym w nienaturalnych odcieniach. Skoro dzieciaki przestały chodzić do szkoły, a niektóre naprawdę źle znosiły pandemię i uwięzienie w domach, odrobina szaleństwa na włosach była swoistym wentylem bezpieczeństwa...

W serwisach lifestylowych i mediach społecznościowych zaroiło się od poradników, jak samodzielnie obciąć, wycieniować czy zafarbować włosy. Nagrania i zdjęcia z osobistych doświadczeń udostępniali znani i mniej znani. Taki powiew luzu był wszystkim bardzo potrzebny.

I chociaż zaraz po otwarciu salony fryzjerskie przeżyły prawdziwe oblężenie, wiele osób nie wróciło w pełni do wcześniejszych zwyczajów, regularnych wizyt czy czesania się poza domem. Straty branży fryzjerskiej i kosmetycznej podczas wiosennej fali koronawirusa w 2020 roku oszacowano na siedem mld złotych i nie udało się ich odrobić. Ekonomiści przewidują, że ewentualny drugi lockdown znowu obejmujący salony fryzjerskie czy piękności doprowadziłby do ich całkowitej zapaści.

Zobacz wideo

Konsekwencje przewidywalne

A jak ta sytuacja odbiła się na kondycji naszych włosów? Dramatu nie ma, a w każdym razie nie ma sensu wiązać go usilnie z pandemią. Nowoczesne farby do użytku domowego z pewnością nie niszczą włosów tak, jak te sprzed lat. Trzeba pamiętać, że włos jest martwy i uszkodzenie samego pasma czy jego końcówki nie powoduje trwałych zmian. Gorzej, gdy zniszczeniu ulegnie cebulka czy ogólna kondycja organizmu nie jest najlepsza. To jednak nie zależy od rzadko używanych środków do stylizacji.

Więcej o budowie włosów

Zresztą, przez ostatnie miesiące włosy niejednokrotnie miały okazję odpocząć. Nie wychodząc z domu i ograniczając kontakty towarzyskie, ograniczyliśmy:

  • stosowanie silnych preparatów do stylizacji (lakiery, pianki),
  • zabiegi termiczne (suszenie, prostowanie, kręcenie),
  • działanie szkodliwych promieni UV czy soli morskiej,
  • narażanie włosów na skoki temperatury, a te nie lubią ani mrozu, ani czapek.

To nie musi być skutek pandemii

Twoje włosy wyglądają jednak gorzej? Są matowe, przerzedzone, masowo wypadają? Czasem właśnie po kondycji włosów można ocenić zdrowie ogólne. Gorszy stan fryzury może być skutkiem niedożywienia i niedoborów składników odżywczych, problemów endokrynologicznych, a nawet depresji.

Przytyłeś, więc wykluczasz przyczynę pierwszą? Niestety, to tak nie działa. Osoby niedożywione bywają nawet otyłe, a przedłużający się niedobór kluczowych substancji niezbędnych organizmowi może doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, w tym z układem krążenia, odpornością czy płodnością.

Jakie niedobory najczęściej odbijają się na kondycji włosów? Można podejrzewać, że w twojej diecie brakuje wartościowego białka, cynku, żelaza, witamin z grupy B, A, C oraz E. Włosy też trzeba właściwie karmić (więcej na ten temat). Nie zapominaj jednak, że niedobory to nie tylko skutek nieprawidłowego odżywiania, ale też zaburzeń wchłaniania czy zdrowotnych nieprawidłowości prowadzących do szybkiego "uciekania" składników odżywczych. Dlatego, jeśli zmiany w menu nie pomagają, warto skonsultować się z lekarzem.

Bywa, że lekarz pierwszego kontaktu kieruje osoby skarżące się na nadmierną utratę włosów do endokrynologa. Wypadanie włosów, zarówno u kobiet jak i mężczyzn, bywa skutkiem zaburzeń gospodarki hormonalnej. Winna bywa nieprawidłowa praca tarczycy, ale też różnorakie czynniki wpływające na stężenie estrogenów i testosteronu.

Sporo się też mówi o związku między stresem a stanem włosów. Tu również kluczowa jest rola hormonów.

Nadmiar hormonu stresu, czyli kortyzolu i adrenaliny, osłabia mieszki włosowe. Może też sprzyjać zaburzeniom pigmentacji, czyli przedwczesnemu siwieniu. Przewlekłe napięcie bywa powiązane nawet z łysieniem androgenowym. Cholesterol kojarzymy z nieodpowiednią dietą. Tymczasem jego poziom podnosi się także w wyniku stresu. Hormony stresu dosłownie wymuszają na wątrobie nadprodukcję cholesterolu. Sam cholesterol jest niezbędny do syntezy testosteronu, a ten jest powiązany z wypadaniem włosów.

W przypadku przewlekłego stresu problemy natury estetycznej to nie jest największe zmartwienie. Aktualnie mamy epidemię depresji, do której prowadzą przedłużające się zaburzenia nastroju. Depresja to podstępny zabójca. Nie można jej lekceważyć. Nie wahaj się szukać pomocy.

Więcej na ten temat

Zatem: jeśli stan twoich włosów wyraźnie się pogorszył, nie tłumacz sobie wszystkiego pandemią. Sprawa bywa dużo bardziej złożona i na pewno warto o tym porozmawiać przynajmniej z lekarzem POZ. Na początek wystarczy telewizyta.