Aby zminimalizować ryzyko ukąszenia przez kleszcza podczas spaceru po łąkach czy w lesie powinniśmy odpowiednio się ubrać: najlepiej jest włożyć długie spodnie, skarpetki i pełne buty, a także bluzę z długim rękawem oraz nakrycie głowy. Najlepiej, aby było to ubranie w jasnym kolorze, nie dlatego, że kleszcze tego nie lubią, ale dlatego, że na jasnym materiale łatwiej zauważymy przyczajonego pajęczaka. Natomiast chroniąc głowę zmniejszamy ryzyko, że kleszcz zaplącze się w nasze włosy.
Po powrocie do domu oglądamy dokładnie całe ciało, w tym miejsca w zgięciu kolan i łokci oraz linię włosów, pachwiny, pachy, miejsca pod piersiami. Dobrze jest wejść od razu pod prysznic i spłukać się silnym strumieniem wody - próbujące się wgryźć w nasze ciało kleszcze odpadną. Ubranie wierzchnie strzepujemy będąc jeszcze na zewnątrz mieszkania. To może nas uchronić przed przyniesieniem niechcianego gościa do domu. Inna skuteczna metoda to przejechanie po ubraniu popularną rolką z klejem (taką, jakiej używamy do usuwania sierści zwierzęcej z kanapy) lub włożenie ubrania do suszarki.
Kleszcz wyczuwa zapach i temperaturę ciała ofiary oraz obecność dwutlenku węgla w powietrzu, wydychanym przez człowieka czy zwierzę. Ponieważ kleszcze kierują się węchem, wyraźnie czują nasz pot. Atakują przyczajone w krzewach i na źdźbłach traw, skacząc na ofiarę z wysokości nie większej jednak niż 20-70 cm. Zwykle wędrują potem jakiś czas po jej ciele, poszukując dogodnego miejsca, w które mogą się wkłuć. Ma to być miejsce zaciszne, ciepłe i położone blisko naczyń krwionośnych, gdzie niezauważone mogą żerować nawet kilka-, kilkanaście dni. Wgryzają się w skórę za pomocą ostrego aparatu gębowego i bardzo mocno przyczepiają do ciała ofiary przy pomocy odnóży i specjalnych kolców, rozmieszczonych wokół aparatu gębowego. Niektóre gatunki produkują dodatkowo coś w rodzaju kleju, którym jeszcze skuteczniej przytwierdzają się do skóry ofiary. Co więcej, wpuszczają w rankę środek znieczulający, dlatego nie czujemy, że coś nas gryzie.
Do odstraszania kleszczy służą repelenty, czyli preparaty chemiczne, których nie lubią owady. Działają zwykle kilka godzin, ale potem ich zapach i skuteczność maleją. Repelenty mogą zawierać sztuczne związki chemiczne, organiczne związki chemiczne lub olejki eteryczne. Najpopularniejsze to:
Olejki eteryczne z takich roślin jak goździk, paczula, mięta pieprzowa, geranium, eukaliptus, lawenda, drzewo cedrowe, trawa cytrynowa, olejek amyrisowy (amyris to sandałowiec zachodnioindyjski), olejek cytronelowy mają zniechęcać kleszcze do ataku na nas, ponieważ te pajęczaki nie lubią ich zapachu. Olejki eteryczne działają więc nieco inaczej niż repelenty, które maskują ludzki zapach. Ale chociaż można je uznać za naturalne i bezpieczne w użyciu, nie zostały dokładnie przebadane pod kątem ich zdolności do odstraszania owadów lub ochrony przed chorobami. Mogą więc odstraszyć kleszcza, ale - niestety - na krótko (olejek szybko się ulatnia i znów pozostajemy bezbronni). Ponadto nie wszystkie działają równie dobrze - na skórze niektórych ludzi zapachy mogą się zmieniać. Dodatkowo mamy do czynienia z produktami różnej jakości - w zależności od metody produkcji, a nawet regionu, z którego pochodzą rośliny wykorzystane do destylacji olejku ich skład może się różnić.
Czy naturalne środki odstraszające kleszcze są tak samo skuteczne jak te stworzone w laboratoriach? Badania pokazują, że - niestety - nie. Eksperci zalecają więc stosowanie produktów zawierających od 20 do 30 proc. DEET lub 20 proc. picarydiny, aby mieć możliwie najlepszą ochronę przed kleszczami.
Istnieje jeszcze permetryna - nie jest repelentem, to środek odstraszający służący do rozpylania nie na ciele, tylko na ubraniu wierzchnim czy na namiotach (spraye na bazie permetryny są często mylone z repelentami, ale w rzeczywistości są to środki owadobójcze – toksyczne dla owadów i niebezpieczne również dla ludzi).
Niespecjalnie pomogą nam takie metody jak wentylatory, opaski na rękę, cewki, świece i dyfuzory stołowe, ponieważ odstraszają owady jedynie z niewielkiej powierzchni wokół produktu, a nie z całego ciała. Nie zniechęci pajęczaków ani olej kokosowy, ani wypite wcześniej piwo czy zjedzony czosnek, szpinak, fasola, orzechy, kasza, nie pomoże też picie ziołowych naparów, w tym wyciągu z czystka. Uwaga też na wrotycz - przed tą toksyczną rośliną od lat przestrzegają eksperci - być może zapach odstraszy na chwilę kleszcza, ale już nalewka z wrotycza może okazać się szkodliwa dla naszego organizmu. Ponadto olejki eteryczne, w tym wrotyczowy, przyczyniają się do rozwoju fotowrażliwości skóry, czyli alergii na słońce (rośliny z rodziny astrowatych są silnymi alergenami).