Jedzenie w fast foodach ładnie wygląda, lepiej smakuje i dłużej zachowuje świeżość, bo wzbogaca się je konserwantami, sztucznymi barwnikami i polepszaczami smaku (np. glutaminianem sodu). To nie najzdrowsza dieta dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla dziecka. Maluchy do piątego roku życia w ogóle nie powinny jeść żywności mocno przetworzonej (także dań i zup z proszku, ciast o przedłużonej świeżości). Takie jedzenie może podrażniać układ pokarmowy, a poza tym zwiększa ryzyko alergii.
Hamburgery zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej powinno się przyrządzać z delikatnego mięsa wołowego, czyli polędwicy. Wystarczy je zemleć, dodać jajo, doprawić, a potem upiec na grillu, w piekarniku albo usmażyć, najlepiej bez tłuszczu.
Czy kotlet w bułce, który kupujemy w "szybkich restauracjach", tak właśnie jest przyrządzany? Szczerze wątpię. Potrawy typu fast food dostarczają dziecku przede wszystkim dużo tłuszczu i soli (która powoduje zatrzymywanie płynów w organizmie i sprzyja nadwadze). Wprawdzie w wielkich sieciach pojawiły się ostatnio mniej tuczące fishburgery i sałatki, ale wciąż frytki, pizza i hamburgery grają tam główną rolę.
Zresztą, jak się dobrze przyjrzeć, wszystko tam ocieka kaloriami - bułki, frytki, hamburgery, panierki, majonezy, lody, słodkie ciastka i polewy. Cukry i tłuszcze to niezbędne składniki diety małego dziecka. Te pierwsze dostarczają energii, drugie biorą udział w rozwoju układu nerwowego, regulują funkcje układu pokarmowego, ułatwiają wchłanianie wapnia. Ale dieta zbyt obfita w tłuszcze, zwłaszcza zwierzęce, sprzyja otyłości. A z pulchnych dzieci wyrastają otyli dorośli.
Bary szybkiej obsługi to także królestwo napojów gazowanych. Taka "przyjemność" składa się z wody, cukru i sztucznych dodatków, które mogą podrażniać błonę śluzową żołądka, powodować bóle brzucha. Cola i pepsi zawierają kofeinę, która pobudza, ma właściwości odwadniające, nasila wydzielanie kwasu solnego w żołądku, a także zaburza przyswajanie wapnia i żelaza. Brytyjskie czasopismo medyczne "The Lancet" opisało wyniki badań bostońskich naukowców, którzy dowiedli, że codzienne, regularne picie przez dzieci napojów gazowanych zwiększa ryzyko otyłości o prawie 50 procent.
Jednak rzeczowe argumenty niewiele obchodzą nasze pociechy. One i tak nie przestaną kochać hamburgerów... Warto jednak zawrzeć z dziećmi niepisaną umowę
- zaglądamy do fast foodu tylko od czasu do czasu, w określonych sytuacjach, np. w nagrodę za wyjątkowe osiągnięcie w szkole, z okazji urodzin, imienin czy podczas długich podróży.
W końcu restauracje te mają też swoje dobre strony
- jest tam stosunkowo czysto, są wygospodarowane miejsca na plac zabaw, można skorzystać z przyzwoitej toalety.
- Frytki duża porcja (200 g) - 606 kcal, 30 g tłuszczu (połowa dziennego zapotrzebowania. Taka sama porcja ziemniaków z wody ma tylko 2,8 g tłuszczu i 180 kcal.
- Hamburger (150 g) - 320 kcal (18 g tłuszczu). Domowy kotlet z polędwicy (z dużą zawartością żelaza, cynku i witaminy B12, bez tłuszczu i panierki) to tylko 6 g tłuszczu i 60 kcal mniej.
- Pizza (jeden trójkąt, 150 g) - 540 kcal (20 g tłuszczu).
- Cola lub pepsi (pół litra) - 210 kcal. Napój zawiera kofeinę i kwas ortofosforowy, który wypłukuje z organizmu magnez i wapń. Kaloryczne i bezwartościowe są też inne słodkie napoje gazowane.