Alkohol metylowy - jak nie dać się otruć?

Zatrucie alkoholem metylowym początkowo daje objawy bardzo zbliżone do silnego kaca. Zanieczyszczona wódka smakuje tak samo, jak "normalna". Dawka, która może okazać się zabójcza, wcale nie jest duża... Pijesz - ryzykujesz. Ryzyko nie jest jednak zawsze identyczne. Wiesz, co robić, gdybyś miał pecha?
Dołącz do nas na Facebooku!

Według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) każdego roku w Polsce kilkadziesiąt osób zatruwa się alkoholem metylowym. Dla kilkunastu kończy się to śmiercią. Zarazem prawie 10 tysięcy zabija nadużywanie alkoholu legalnego, dostępnego w sklepach. "Zatrucia alkoholem nielegalnym czy metylowym to margines" - powiedział PAP we wtorek szef PARPA Krzysztof Brzózka.



Dlaczego więc śmierć kilkunastu osób w Czechach i kilka przypadków zatruć w Polsce doprowadziła do wprowadzenia częściowej prohibicji, a przede wszystkim ogromnego zainteresowania mediów i opinii publicznej? Uświadamiamy sobie bowiem, że problem nie dotyczy jedynie osób świadomie kupujących alkohol z nielegalnego źródła czy z problemem alkoholowym. Niemal każdy, kto pije wódkę i inne mocne trunki, jest zagrożony.

Nie pomaga banderola

Główny Inspektor Sanitarny przestrzega przed spożywaniem wysokoprocentowego alkoholu zakupionego w ostatnim czasie na terenie Republiki Czeskiej oraz alkoholu niewiadomego pochodzenia, bez banderoli, bez oznakowania wytwórcy i miejsca wytworzenia, itp. Obowiązuje wstrzymanie w obrocie alkoholu o mocy powyżej 20proc. sprowadzanego z Republiki Czeskiej. W porozumieniu z władzami czeskimi badane są próbki alkoholu zatrzymanego przez służby celne, a także tego, który jest już w Polsce zabezpieczony.

Trzeba przy tym pamiętać, że podejrzany towar mógł być kupiony w "normalnym sklepie", a ładna butelka zaklejona banderolą, do złudzenia przypominającą oryginalną. Co więcej, chociaż nie ma na to konkretnych dowodów, władze czeskie wspominają nieoficjalnie o "wątku polskim" w całej sprawie (możliwe, że alkohol zanieczyszczono poza granicami Czech).

Trzeba przy tym przypomnieć, że nawet, jeśli nie zetkniemy się z wódką zanieczyszczoną metanolem ostatnio, nie jesteśmy w pełni bezpieczni. Przestępcy są coraz lepiej zorganizowani, posługują się nowoczesną technologią i mogą podrabiać niemal każdy alkohol. To znacznie poszerza grupę docelową i ewentualne zyski. Wódki odkręcanej, podejrzanie taniej, bez banderoli, wiele osób nie tknie. By skusić pozostałych, trzeba się postarać.

Nie ulegajmy jednak paranoi. Wciąż można bez obaw wypić symbolicznie z przyjaciółmi. Chociaż, przynajmniej teraz, gdy nie znamy drogi trującego alkoholu i nie wiemy na pewno, jak wyglądają wszystkie wykorzystane przez trucicieli opakowania (ryzykowne wódki, których etykiety można znaleźć w internecie, nie muszą być wszystkimi podrabianymi), może lepiej wypić lampkę wina lub piwo? Zawsze zdrowiej. "Normalna" wódka też ma wady.

Nie poznasz

Poza sporadycznymi przypadkami, gdy do zatrucia metanolem dochodzi świadomie, potencjalna ofiara nie ma pojęcia, co pije.

Jeśli wierzysz, że odróżnisz alkohol metylowy od etylowego, spożywczego, niestety, mylisz się. Konsystencja, smak i aromat są identyczne. Różnica jest taka, że alkohol metylowy ma znikome działanie narkotyczne (zatem przyjemność z picia wątpliwa, ryzyko uzależnienia niewielkie), ale jest silną trucizną.

Alkohol metylowy wchłaniamy błyskawicznie: zwykle już po ok. dwóch godzinach nie ma po nim śladu we krwi. Niestety, w całym organizmie utrzymuje się wysokie stężenie kwasu mrówkowego. Metanolu nie spalamy bowiem w pełni. W czasie procesów metabolicznych powstają szkodliwe produkty: formaldehyd i wspomniany kwas mrówkowy, które są bardzo toksyczne Obie trucizny uszkadzają komórki denaturując białka, a w efekcie niszczą nerki, wątrobę, nerwy. Podatny jest szczególnie nerw wzrokowy, stąd często osoby, które nawet zatrucie przeżyją, tracą wzrok. Kwas mrówkowy prowadzi do kwasicy metabolicznej. Ta wywołuje zaburzenia oddechowe, rytmu serca, utratę świadomości. Proces nie przebiega jednak od razu dramatycznie, stąd osoba zatruta może nie zorientować się wystarczająco szybko, że jej życie jest zagrożone.

Wystarczy kieliszek...

Według danych krajowego konsultanta w dziedzinie toksykologii klinicznej: czasem wystarczy 30 ml (duży kieliszek) alkoholu metylowego, by zabić człowieka. Do trwałego uszkodzenia nerwu wzrokowego potrzeba 4-15 ml.

Oczywiście, prawdopodobieństwo, że zetkniemy się z czystym alkoholem metylowym nie jest duże. Zarazem nie trzeba wypić tyle, ile normalnie nas może zamroczyć, by się zatruć.

W pierwszych godzinach po wypicia alkoholu metylowego objawy są zbliżone do tych po alkoholu etylowym, spożywczym Występuje ogólne pobudzenie, czasem poprawa nastroju, potrzeba aktywności fizycznej, ewentualnie "rozwiązuje się język". Z czasem jednak, zamiast trzeźwieć, osoba zatruta czuje się coraz gorzej. Pojawia się senność i silne zaburzenia świadomości. Pijanego nie można dobudzić, traci przytomność. Oddech przyspiesza, pojawiają się wymioty, ból brzucha, ciśnienie spada (czasem wyraźnie rośnie). Zaburzenia widzenia mogą wystąpić z opóźnieniem. Do zgonu może dojść w ciągu kilku godzin.

Zatem, przynajmniej na początku, zatrucie metanolem przypomina zwykłego kaca. Pijanego często nikt nie budzi, nie martwią wymioty, zwłaszcza, gdy wypił naprawdę dużo. Tymczasem, jeśli to metanol, realną pomoc, jeśli w ogóle, można otrzymać jedynie w szpitalu i tylko w krótkim czasie. Stąd tyle ofiar.

Po prostu dzwoń!

W razie podejrzenia zatrucia metanolem należy wezwać pogotowie. Według MSDS (zalecenia na wypadek zatrucia daną substancją chemiczną, obowiązujące między innymi w Unii Europejskiej) dla metanolu, warto także u osoby przytomnej spróbować wywołać wymioty (jeśli ich nie ma), a także podać 100 ml alkoholu spożywczego, etylowego (byle tym razem pewnego). To swoista odtrutka, ograniczająca dalsze wchłanianie metanolu. Alkoholem etylowym (dożylnie) leczy się także pacjentów już w szpitalu.

Pracownicy pogotowia przestrzegają zarazem, że wszelkie metody sprawdzone dla kaca, w przypadku alkoholu metylowego są zawodne. Alkohol spożywczy, w momencie, gdy tak naprawdę żaden nie jest pewny, może sprawę pogorszyć. Potrzeba lekarza i mnóstwo szczęścia.

Czy ewentualne telefony bez powodu, będące efektem paniki, nie sparaliżują pracy pogotowia? To mało prawdopodobne. I tak wyjazdy do nietrzeźwych to codzienność ratowników. Może przez jakiś czas zgłoszeń będzie więcej, ale jeśli ma to komuś uratować życie, musi tak być.

A może jednak lepiej nie pić?

Więcej o: