Czarny rynek aborcyjny

Kiedy kobiety słyszą, jak w debacie publicznej mówi się o aborcji, nie znajdują siły, by powiedzieć: 'Nie jestem morderczynią'

Przeczytaj więcej o aborcji

Napisz do Wysokich Obcasów

Osiem kobiet, bohaterek waszego dokumentu, zeszło do podziemia aborcyjnego. Trudno tam dotrzeć?

Claudia Snochowska-Gonzalez: O wszystkim decydują pieniądze. Jeśli ktoś ma sporo pieniędzy, wystarczy z setek ogłoszeń w gazetach wybrać najbliższy gabinet. Jeśli kobieta ma mniej pieniędzy, może szukać w internecie tabletek poronnych albo znaleźć ginekologa, który wykona zabieg taniej.

Czyli dla kogoś, kto ma pieniądze, zabieg nie jest problemem?

Anna Zdrojewska: Nie, wymaga jednak przełamania się, bo to decyzja o zrobieniu czegoś, co jest nielegalne, podlega karze, odbywa się w nieodpowiednich warunkach. Ewa, jedna z naszych bohaterek, opowiadała, że trzeba też przełamać wstyd przed skontaktowaniem się z lekarzem. Usuwanie ciąży jest w Polsce równie częste jak w innych krajach, tyle że ukryte - organizacje pozarządowe szacują, że nielegalnych zabiegów co roku odbywa się w Polsce od 80 do 200 tys. Legalnych aborcji jest w Polsce kilkaset.

Obowiązujące prawo to fikcja?

A.Z.: Oczywiście, bo prawda jest taka, że kobiety w wieku rozrodczym zachodzą w niechciane ciąże i te ciąże usuwają. I jest to taka sama sytuacja, jaka była 20, 30 lat temu. Aborcja jest powszechnym problemem w Polsce. To się dzieje codziennie, w każdym mieście.

W filmie kobiety opowiadają o dwóch rodzajach aborcji - medycznej i farmakologicznej. Jak zdobywają leki, które wywołują poronienie?

C.S.G.: Leki, o których jest mowa w filmie, można kupić w aptece lub w internecie. Większość zawiera substancję, która jest składnikiem środków na różne schorzenia, a przy okazji może zostać wykorzystana do wywołania skurczów.

I co dalej?

C.S.G.: Wywołują poronienie w domu. Kobieta może zrobić to sama, a jeśli pojawią się komplikacje, nikt nie pozna, że było to wywołanie skurczów. W takiej sytuacji pomoże każdy lekarz w szpitalnej izbie przyjęć.

Pada w waszym filmie stwierdzenie, że trzeba mieć wyjątkowego pecha, żeby zostać nakrytym na nielegalnej aborcji.

A.Z.: Tak, bo podziemie nie jest w sposób konsekwentny ścigane.

C.S.G.: Czasami lekarze czują oddech policji na plecach, ale to sytuacje sporadyczne. Jedna z naszych rozmówczyń usunęła ciążę w szpitalu, w placówce państwowej, po godzinach. Gdy zaszła w kolejną ciążę i zwróciła się do tego samego lekarza, odmówił, bo bał się kontroli policyjnej. Dał jednak namiar na kolegę po fachu. Spektakularne wtargnięcia policji do gabinetów można policzyć na palcach jednej ręki. To fikcja. Reagują najczęściej na donosy osób trzecich. Najgorsze, że wszyscy się na nią zgadzamy.

Jak funkcjonuje podziemie?

A.Z.: Jest w zasadzie kontynuacją tego, co było przed wprowadzeniem ustawy z 1993 roku. Warto pamiętać, że kiedy była legalna aborcja, zabiegi wykonywano nie tylko w szpitalach, były gabinety prywatne, gdzie kobiety mogły kupić pewien komfort i dyskrecję. Teraz są to często te same gabinety - jedna z naszych bohaterek chodziła do lekarza, który usuwał jej ciążę prywatnie, legalnie przed 1993 rokiem i po wprowadzeniu ustawy - już nielegalnie. Dla niej niewiele się zmieniło. Ten sam gabinet, tylko cena wyższa.

Czy kobiety bogatsze są lepiej traktowane od tych, które mogą zapłacić mniej?

A.Z.: Ten podział się zaznacza, ale nie jest tak, że za pieniądze można sobie kupić lepsze traktowanie. Okazuje się, że można godnie przeżyć to doświadczenie za 800 zł i niegodnie za 3000 zł.

C.S.G.: To nie jest wolny rynek, ale czarny rynek. Wszystko zależy od lekarza, na jakiego trafisz. Jeśli kobieta robi coś nielegalnego, zawsze jest narażona na rozmaite upokarzające doświadczenia.

Wszystkie wasze bohaterki zostały w jakiś sposób upokorzone, upodlone.

A.Z.: Tak, poczucie upodlenia jest dla tych kobiet wspólne. Wynika ono z tego, jak to podziemie funkcjonuje, a nie z samego zabiegu. Uczucia kobiet podczas aborcji są bardzo różne. Dla części było to doświadczenie traumatyczne, inne mówiły, że poczuły ulgę, mogły wreszcie uporządkować swoje życie. Sam zabieg jest czymś innym niż towarzysząca temu aura, przez którą kobiety czują się - jak mówi Ewa - zgnojone.

C.S.G.: Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest legalizacja aborcji z przyczyn społecznych. Ale ponieważ wszystko jest teraz w miarę dobrze zorganizowane i w miarę bezpieczne, właściwie bardzo trudno wskazać osoby, które miałyby interes, żeby zmienić sytuację.

Jak to, a kobiety?

A.Z.: Tak, ale żeby kobiety mogły o tym mówić, musi być zdjęte z tematu aborcji społeczne odium oceny moralnej. Kobiety widzą bezsens tej sytuacji, zwłaszcza kiedy same się w niej znajdują, jednak nie czują wystarczającej siły, żeby zadziałać na szerszym polu. Ten temat jest silnie stabuizowany.

Czy w tej sytuacji zmiana w ogóle jest możliwa? Po 1989 roku kobiety masowo protestowały przeciwko projektom zmiany ustawy aborcyjnej. Gdzie teraz jest ten ruch? Co się z nim stało?

C.S.G.: Ruch społeczny, który zawiązał się na początku lat 90. w celu obrony starej ustawy, był niesamowity. Pamiętam te demonstracje. Tłumy, niesamowite zaangażowanie, przekonanie, że niemożliwe jest to, by odebrać prawo, które tyle lat przysługiwało kobietom. A jednak się to stało.

A.Z.: Pod projektem referendum w sprawie ustawy aborcyjnej zebrano około miliona podpisów. Nikt nie wziął zdania społecznego pod uwagę.

C.S.G.: I nie dotyczy to tylko polityków prawicy, lewica też nie zrobiła nic.

Jaki jest teraz plan działania, jeśli w ogóle istnieje?

C.S.G.: Trzeba, po pierwsze, od nowa zorganizować ruch społeczny, po drugie - przełożyć to, co jest postulatem ruchu społecznego, na jakiekolwiek działania polityczne.

A.Z.: Mamy nadzieję, że ten dokument otwiera kobietom nową przestrzeń, w której, gdy mówią o aborcji, nie są przedstawiane jako morderczynie. Żeby zrozumieć złożoność tego zjawiska, trzeba wysłuchać głosu wielu kobiet. My chcemy zorganizować akcję zbierania listów, publikować je na naszej stronie internetowej. Pokazać, jak wiele jest tych kobiet.

Kobiety, które dokonały aborcji, pomagają sobie nawzajem?

C.S.G.: Tak, ale ciągle pozostajemy w sferze prywatnej, ciągle jest to podanie ręki, ale po cichu. Nie przeradza się to w działania w sferze publicznej.

Dlaczego?

C.S.G.: Żeby otwarcie powiedzieć, że się usuwało ciążę, trzeba mieć bardzo dużo odwagi.

A.Z.: I nie chodzi o to, by kobiety na ulicy krzyczały: 'Miałam aborcję!', ale o to, by w ogóle potrafiły o tym mówić. Niestety, kiedy słyszą, jak w debacie publicznej mówi się o aborcji, nie znajdują siły, by powiedzieć: 'Nie jestem morderczynią'.

C.S.G.: Zresztą to, że kobiety pokażą twarz, na razie niczego nie zmieni. Konieczna jest wola polityczna, by tę ustawę zmienić.

A jest?

C.S.G.: Nie.

Jak trafiłyście do bohaterek dokumentu?

A.Z.: Dałyśmy ogłoszenia w portalach kobiecych, na forach, listach dyskusyjnych. Mówiono nam, że będziemy miały problemy, bo kobiety nie chcą się na ten temat wypowiadać. Tymczasem odzew nas zaskoczył. Kobiety chcą o tym mówić. Zapewniałyśmy im anonimowość. Zaufały nam, bo mogły opowiedzieć o swoich doświadczeniach własnym głosem.

To były trudne rozmowy?

C.S.G.: Spotykałyśmy się najpierw na gruncie neutralnym, poznawałyśmy się, dopiero gdy nasze bohaterki były gotowe stanąć przed kamerą, nagrywałyśmy ich zwierzenia. One chciały się otworzyć, zrzucić z siebie przeżycia. Niektóre mówiły o tym po raz pierwszy w życiu. Jedne kobiety miały już dzieci, inne nie chciały ich mieć w danym momencie, a jeszcze inne były pewne, że nie będą ich chcieć nigdy.

A.Z.: Emocje, które towarzyszą zabiegowi usunięcia ciąży, są bardzo różne.

Czy macie nadzieję, że ten film wskrzesi debatę o aborcji?

C.S.G.: To było naszym zamiarem. Będziemy pokazywać film w wielu miastach Polski, każdemu pokazowi będzie towarzyszyła debata na temat tego, jak działać, żeby tę ustawę zmienić.

Z większości wypowiedzi w waszym filmie wynika, że ustawę bardzo trudno będzie zmienić.

A.Z.: Pytałyśmy różne aktywistki o to, jak widzą szansę na zmianę tej ustawy - ich wypowiedzi rzeczywiście cechuje pesymizm. Mówiłyśmy już o porażce protestów z lat 90. Rebecca Gomperts z Women on Waves mówi w naszym dokumencie, że gdyby kobiety szły do więzień, społeczeństwo od razu dążyłoby do legalizacji aborcji. Gdyby nasze siostry, matki, sąsiadki, znajome zasiadały na ławach oskarżonych, natychmiast zobaczylibyśmy absurd tej sytuacji. Od razu protestowałaby rodzina, znajomi, organizacje.

A tak myślimy, że nas to nie dotyczy.

A.Z.: Bo kobiety o tym nie mówią. Większość zostaje z tym doświadczeniem sama. Bardzo dużo kobiet opowiadało nam, że kiedy zwierzyły się komuś po zabiegu, otworzyły temat - od razu okazało się, że tamta też i matka tamtej, i nagle wokół nich tworzył się cały łańcuch podobnych doświadczeń. Ja sama przed zrobieniem filmu mogłam powiedzieć jedynie, że słyszałam o kimś z trzeciej ręki, nie wydawało mi się to czymś bliskim i powszechnym. Postrzegałam batalię o prawo do decyzji dotyczącej aborcji jako walkę o demokratyzację życia społecznego. Nie widziałam dramatu pojedynczych kobiet. Praca nad filmem otworzyła mi oczy.

W Polsce pokutuje stereotyp, że kobiety, które dokonały aborcji, to 'lekkomyślne panny', 'puszczalskie', 'miłośniczki mocnych wrażeń'.

C.S.G.: Nie spotkałam jeszcze takiej osoby. W naszym filmie występują kobiety, które nie miały dzieci, usunęły ciążę, a potem, kiedy sytuacja inaczej się ułożyła, urodziły i są szczęśliwe. Występują takie, które miały już dzieci i wiedziały, że nie mogą sobie pozwolić na więcej. Występują też takie, które absolutnie nie chcą mieć dzieci. Każda sytuacja jest inna.

A.Z.: Jedna z naszych bohaterek mówi ważną rzecz: o kobietach usuwających ciążę myśli się, że dokonały aborcji, bo miały taki kaprys. Trzeba bardzo dobitnie zaznaczyć, że te kobiety, które rozmawiały z nami, miały bardzo mocne ku temu powody i oczywiste było, że nie mogą sobie pozwolić na dziecko. Niechciana ciąża jest zawsze niechciana, dlatego nie lubię mówić tu o wyborze. Gdyby kobieta miała wybór, nie zaszłaby w tę ciążę. Środki antykoncepcyjne nigdy nie są w stu procentach skuteczne.

Obie jesteście matkami, film kręciłyście przez dwa lata, obie przeżyłyście w tym czasie swoje ciąże. Miało to wpływ na postrzeganie tematu?

C.S.G.: Mnie utwierdziło to w przekonaniu na temat prawa kobiety do bezpiecznej i legalnej aborcji. Wiem już, czym jest ciąża, poród, wychowywanie małego dziecka. Byłam w uprzywilejowanej sytuacji - miałam chcianą, zaplanowaną ciążę, okoliczności sprzyjały temu, żebym była matką. To jest wielki przywilej: być matką, kiedy ma się wsparcie partnera, rodziny, zabezpieczoną sytuację finansową. Gdybym tego wszystkiego nie miała, to naprawdę nie wiem, w imię czego miałabym rodzić dziecko. Czemu miałby służyć ten cały wysiłek, jeśli nie miałabym pewności, że dziecko jest chciane, będę je kochać i się nim zajmować.

A.Z.: Kiedy przeprowadzałyśmy wywiady, byłam w zaawansowanej ciąży. Zastanawiałyśmy się, czy to wpłynie na nasze rozmowy i na same bohaterki. Czy będą chciały opowiedzieć o zabiegu aborcji ciężarnej, spodziewającej się dziecka. Niepotrzebnie się martwiłam, to tylko uczłowieczyło nasze relacje. Niektóre z bohaterek były już matkami, a my byłyśmy też kobietami, które spodziewają się dzieci. Kobieta, zostając matką, nie przestaje mieć poglądów politycznych, społecznych, nie nosimy pieluch na głowie i widzimy rzeczywistość dookoła. Ja funkcjonuję na wielu innych płaszczyznach - tak samo jak kobiety, które dokonały aborcji. To jedno z wielu doświadczeń w życiu.

Jakie postulaty wysuwały bohaterki dokumentu, jak według nich powinno wyglądać prawo?

C.S.G.: Poza legalizacją aborcji także z przyczyn społecznych bardzo ważnym elementem dla naszych rozmówczyń było stworzenie przyjaznego otoczenia, w którym kobieta miałaby dostęp do zabiegu w ramach państwowej służby zdrowia, a także wsparcie psychologa, gdyby go potrzebowała. Oprócz tego bardzo istotne jest wspieranie kobiet, które zdecydowały się na macierzyństwo, obecne osłony socjalne są niewystarczające.

A.Z.: Dopóki tego wszystkiego nie będzie, podziemie, w którym kobiety nie mają żadnych praw, będzie tylko czerpało zyski.

Kto rządzi w podziemnym państwie kobiet?

C.S.G.: Rządzą w tym państwie ci, którzy zakazują aborcji. To oni tak naprawdę są odpowiedzialni za podziemie aborcyjne. Kobiety nie mogą stawiać tu żadnych warunków.

A.Z.: Mamy podziemne państwo, pod Polską, w którym króluje bezprawie. Zastanówmy się, czy chcemy takiej rzeczywistości.

A czy w Polsce, gdzie aborcja jest właściwie zakazana, trudno wam było nakręcić dokument o podziemiu aborcyjnym?

A.Z.: Zrobiłyśmy ten film niezależnie, nie prosiłyśmy o dofinansowanie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Więcej o: