Wierzysz, że oglądanie znamion i same kremy z filtrem uchronią cię przed rakiem skóry? Błądzisz! [WYWIAD]

Brązowa opalenizna to nie problem. "Spaliłem się" raz czy dwa i jakoś nic się nie stało. Im później do lekarza, tym lepiej, bo rak boi się tylko noża... Tak myśli wielu Polaków. Skutek? Rocznie w naszym kraju przybywa zachorowań na czerniaka o 12-15%, śmiertelność jest wyższa niż u sąsiadów o podobnej karnacji. Jak to zmienić, pytamy prof. Piotra Rutkowskiego*, chirurga onkologa
Panie Profesorze, dlaczego chorych na czerniaka przybywa? Klimat wciąż ten sam, skóra taka sama, od lat smażymy się na słońcu, a potem "leczymy" maślanką. Dlaczego problem coraz większy?

- A jednak styl życia inny. Ponosimy konsekwencje zmian, które zaczęły się w latach 90. ubiegłego wieku, czyli moda na solaria oraz wyjazdy do ciepłych krajów. Kiedyś tego nie było tak naprawdę. Niewielki odsetek ludzi wypoczywał w Bułgarii lub Jugosławii i tyle. Większość spędzała urlop na Mazurach, w górach. Dziś wyjeżdżamy do Egiptu, także poza sezonem. W ogóle nie chronimy swojej skóry, a ta po przebywaniu w pomieszczeniach wcale nie ma pigmentu. W ubiegłym roku spędziłem urlop za granicą, nad morzem. Na plaży opalali się tylko Polacy i Rosjanie. Mieszkańcy Skandynawii i Brytyjczycy, mając taką karnację jak my, już rozumieją, że trzeba chronić przed słońcem. Są kraje, gdzie widać skutki zmian: doszło do stabilizacji i liczba zachorowań na nowotwory skóry nie rośnie.



Jak to możliwe, że zbyt intensywne opalanie powiedzmy 20 lat temu dopiero teraz powoduje groźne zmiany?

- Skutki możemy odczuć i po 40 latach. To nie jest tak, że się człowiek opali i zaraz zachoruje. Skóra jest różna, jej odporność różna, ale są granice. Niektórzy potrzebują 10 lat, żeby się rozwinęły zmiany patologiczne, inni więcej. Zachorowalność na czerniaka wzrasta w każdej grupie wiekowej, ale najwięcej u osób starszych, bo to są skumulowane uszkodzenia przez lata. Amerykanie szacują, że po 65. roku życia co trzecia osoba zachoruje na nowotwory skóry. W tej grupie mamy też najgorsze rokowania. Starsze osoby mają wiele naturalnych zmian na skórze, więc niełatwo im zauważyć coś nowego czy przemianę starej zmiany. Trafiają do nas za późno.

Coraz trudniej spotkać kogoś, kto nie używa kremów z filtrami UV podczas opalania. Czyżby prawdą okazały się doniesienia, że taka profilaktyka nic nie daje?

- To nie są kremy do opalania, tylko generalnie wychodzenia na słońce, bo zmniejszają narażenie na promieniowanie ultrafioletowe. Nie chodzi o to, żeby się wysmarować i leżeć bezkarnie na słońcu. Odsłonięte ciało ma być posmarowane zawsze. Pierwsza rzecz, o której zapominamy. Wczoraj szedłem ulicą i widziałem, jak pracują polscy robotnicy. Wszyscy byli bez koszulki, bo mieliśmy w miarę ciepły dzień. Polacy biegają dla zdrowia, ale czy pamiętają o ochronie przed słońcem? Nie tylko kremy, ale i czapki są konieczne, zwłaszcza, gdy skóra głowy jest nieowłosiona, a to się przecież zdarza. Zarazem: prawidłowo przeprowadzone badania potwierdziły skuteczność stosowania kremów z filtrami.

Co pan rozumie pod pojęciem: "prawidłowo"?

- Przede wszystkim badano osoby, które sam krem aplikowały prawidłowo, czyli zawsze wychodząc na słońce, dobierając preparat właściwy dla swojej karnacji. Smarowanie powtarzali po dwóch, trzech godzinach i zawsze po wyjściu z wody. To, że krem jest "wodoodporny" oznacza tylko tyle, że nie zmywa się natychmiast, a po 10 minutach i trzeba się posmarować ponownie. Ważne jest też, jakie są filtry zabezpieczające przed promieniowaniem ultrafioletowym. Niektóre kremy zawierają tylko UVB, a inne UVA, a konieczne są oba. Polacy mają bardzo jasną karnację i ponad 60% z nas jest w grupie większego ryzyka zachorowania na jakikolwiek nowotwór skóry. Większość nowotworów skóry wywołuje opalanie: w przypadku niebarwnikowych dzieje się tak w ponad 90% przypadków, w przypadku czerniaka aż 70% zachorowań związanych jest z promieniowaniem ultrafioletowym. Czyli bezwzględnie to jest czynnik ryzyka, a my nie myślimy jak chronić naszą skórę, gdy wystawiamy ją na słońce.

Niebarwnikowe nowotwory skóry związane z opalaniem? Wszyscy szukamy zmienionych znamion...

- Promieniowanie ultrafioletowe zmienia odczyn immunologiczny całej skóry, stąd skutki ponosimy niekoniecznie tylko tam, gdzie docierały promienie słoneczne. Wiele czerniaków rozwija się od zera, w miejscu, gdzie niczego wcześniej nie było. Nowotwory skóry, w tym rak, są cieliste. To uwypuklenia, narośle, niegojące się ranki. Dlatego, jak coś się pojawia na skórze, trzeba pójść do lekarza. To nie jest normalne, że mamy od miesiąca niegojący się strupek, a jednak wielu chorych przychodzi dopiero wtedy, gdy rana mu wyraźnie przeszkadza, jest rozległa, bolesna, sącząca się. Diagnostyka nowotworów skóry jest bardzo prosta. Większość zmian trudno przeoczyć. Niektóre są schowane pod majtkami, pod włosami, w zagięciach skóry, ale my i tak nie robimy nic nawet z większością, która jest na widoku. Tymczasem dermatolog lub chirurg onkolog uzbrojony w dermatoskop, czyli specjalną lupkę ze światłem, może bardzo precyzyjnie ocenić stan skóry wszędzie i wykryć wszelkie zmiany we wczesnym stadium.

Mocno to skomplikowane. Może najbezpieczniej byłoby w ogóle zostać latem w domu?

- Nie jestem wrogiem przebywania na słońcu, każdy może jeździć za granicę: proszę tego nie mylić. Trzeba tylko czas na świeżym powietrzu spędzać aktywnie, z głową. Nie mamy naturalnej ochrony przed promieniowaniem ultrafioletowym. Skóra nieosłonięta na słońcu jest bezpieczna przez 10-15 minut i tyle możemy na nim przebywać. To wystarczy, by zapewnić organizmowi odpowiednią ilość witaminy D.

Osoby z ciemną karnacją mniej boją się słońca. Słusznie?

- Niewątpliwie, jak to z chorobami nowotworowymi, liczy się tryb życia i predyspozycje. Ważna jest i genetyka, i czynniki uszkadzające. Ktoś, kto ma więcej znamion, bardzo jasną karnację, niezdolność do opalania (słońce parzy go na czerwono) jest zagrożony bardziej. Inni rzadziej chorują, ale chorują. Ludzie, którzy nie palą papierosów, miewają raka płuc, ci, którzy nie jedzą pikantnych pokarmów, mogą zachorować na raka przełyku, i tak dalej. Ryzyko wciąż występuje, chociaż niewątpliwie mniejsze.

Dlatego miłośnicy, a właściwie miłośniczki, solariów przekonują, że cały rok starają się utrzymać taki koloryt skóry, by uniknąć poparzeń.

- To jest najgorsze, co można zrobić. Wyobrażenie, że "na brązowo" można opalać się bezkarnie jest błędne. Solarium emituje kilka razy większą dawkę promieniowania ultrafioletowego niż słońce. Nie ma takiej karnacji, która jest w stanie to wytrzymać. Systematyczne przekraczanie dopuszczalnej dawki musi skończyć się źle. Po pierwsze te panie zestarzeją się znacznie szybciej. To twierdzenie bezwzględnie prawdziwe: wystarczy popatrzeć na niektóre aktorki amerykańskie, które korzystały przez lata z solariów. Po drugie ryzyko zachorowania na raka skóry ogromne.

Są kraje, w których zakazano całkowicie korzystania z solariów osobom do 18. roku życia. Co pan na to?

- W Polsce nie ma w ogóle dyskusji na ten temat. Próbujemy tym zainteresować Sejm, ministerstwo zdrowia, ale nie ma żadnego odzewu. Ustawa o dostępie do solariów dla młodych ludzi jest bardzo potrzebna. Uświadamianie to jedno, ale tu akurat powinny być bezwzględne restrykcje. Mając 15 lat trudno myśleć o swojej skórze, o tym, co się stanie za lat 20. A zmiana, którą się wywoła w wieku lat 15 jest już nieodwracalna.

Ale los pacjenta odwracalny? Wielu ludzi wciąż wierzy, że "rak tylko noża się boi", więc dopiero jak się wytnie, to będą przerzuty...

- Myśląc w ten sposób, żadnego czerniaka byśmy nie pokonali, bo terapia w większości przypadków polega wyłącznie na leczeniu chirurgicznym: na przykład w Niemczech w ponad 80% przypadków, w Stanach Zjednoczonych aż w 90%. Skąd mit? Mylimy skutek z przyczyną. Jeśli pacjent trafia z zawansowanym nowotworem, z krwawiącą raną, to rokowanie jest złe. Już są przerzuty, a zmianę na skórze wycinamy przede wszystkim po to, by choremu zmniejszyć dolegliwości. Wycięcie czerniaka może wyleczyć, brak wycięcia zawsze prowadzi do śmierci. Dziś, nawet w zaawansowanych stadiach choroby, usuwanie zmiany ma jeszcze jedno bezcenne zastosowanie. Pobieramy materiał do badań, by oznaczyć precyzyjnie rodzaj zmiany, przeprowadzić badania molekularne. To umożliwia opracowanie celowanej terapii, która czasem pozwala ocalić chorych w zaawansowanym stadium choroby.

Chorych na czerniaka przybywa. A co ze śmiertelnością?

- Szczęśliwie, śmiertelność nie rośnie proporcjonalnie do zachorowań. W przypadku kobiet osiągnęliśmy już nawet stabilizację, bo panie bardziej myślą o swoim zdrowiu i skórze, szybciej zgłaszają się do lekarza. Ale śmiertelność jest za duża, w stosunku do tego, co musi być. Wszystkich przypadków nie wyeliminujemy, ale w Polsce udaje się wyleczyć 70% pacjentów, a w Niemczech prawie 90%. Tylko z różnicy grubości czerniaków wynika ta różnica. W Niemczech szacuje się, że średnia grubość czerniaka, z którym zgłasza się pacjent, to średnio 0,8-0,9 mm. W Polsce ponad 2 mm. 10% pacjentów przychodzi już przerzutami, inni z tak zaawansowaną chorobą, że przerzutów jeszcze nie ma, ale niemal na pewno będą. Wcześnie wykryte czerniaki leczyć łatwiej, najmniej kosztownymi metodami, we wszystkich ośrodkach onkologicznych w kraju.

Czy profilaktyczne usuwanie zmian na skórze ma sens?

- Jeśli ktoś chce to zrobić ze względów estetycznych, dla urody: dlaczego nie? Wcześniej jednak niech zmianę oceni dermatolog lub chirurg onkologiczny. To nie jest tak, że chirurdzy latają z nożem i wycinają, co popadnie. Większości chorych niczego nie usuwamy. Badamy i usuwamy tylko zmiany podejrzane. Zabieg trwa 15 minut. Profilaktyczne usuwanie znamion skóry ze względu na ryzyko rozwoju raka do niczego nie prowadzi. Skoro większość rozwija się tam, gdzie znamienia nie było, czemu miałoby to służyć?

*Prof. Piotr Rutkowski jest kierownikiem Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej - Curie w Warszawie, członek Rady Naukowej Akademii Czerniaka

Dołącz do serwisu Zdrowie na Facebooku!

Obejrzyj załączone zdjęcia i poznaj ABCDE czerniaka. Czerniaki mają wiele cech charakterystycznych, które pomagają w ich rozpoznaniu. Zamieszczone zdjęcia są własnością prof. Piotra Rutkowskiego.

Zobacz także:

Wywiad z lek. med. Aleksandrą Kapałą: Nie ma "diet leczących raka"


Wywiad z prof. Piotrem Kalicińskim na temat przeszczepu wątroby u dzieci


Wywiad z prof. Wojciechem Maksymowiczem: Komórki macierzyste w neurochirurgii - jeszcze nie leczymy, robimy badania


Kiedy ostatnio miałeś badanie dermatoskopem?
Więcej o: