Pocałunek z wirusem, czyli mononukleoza w natarciu

Całowanie jest zdrowe: chroni przed depresją, wzmacnia układ odporności. Przedłuża życie i sprawia, że krew żwawiej krąży. Pomaga nawet schudnąć. Zarazem podczas zwykłego całusa można ?coś złapać?, choćby mononukleozę zakaźną, nieprzypadkowo zwaną chorobą pocałunków.
Wystarczy minuta namiętnego pocałunku, by spalić nawet 12 kcal. Nietrudno policzyć, co może się stać podczas godziny. A przecież 60 minut takiej bliskości to naprawdę niewiele w porównaniu z pocałunkiem rekordowym, który trwał grubo ponad 32 godziny!



Ludzka ślina pełni funkcje regeneracyjne i obronne. Doskonale radzi sobie z wieloma patogenami. Skóra na twarzy, dzięki czułej, intensywnej "gimnastyce", dłużej zachowuje młodzieńczy wygląd. Całowanie to prosta, a zarazem doskonała, forma komunikacji międzyludzkiej: można za jego pomocą "powiedzieć" tak wiele dobrych rzeczy. Przy okazji uwalniana jest serotonina i endorfiny, hormony bezpośrednio wpływające na nasze poczucie szczęścia. Depresja jest bez szans.

Czytaj więcej o serotoninie

Nim jednak uznamy, że całowanie ma wyłącznie zalety, warto pamiętać, że kluczem do zdrowia nie jest odpowiedź na pytanie: czy się całować? Raczej: z kim to robić i czym to grozi. Drogą kropelkową roznosi się mnóstwo infekcji. Mononukleoza zakaźna może trzymać wyjątkowo długo i solidnie dać się we znaki.

Dołącz do serwisu Zdrowie na Facebooku!

Czytaj także: Kalorie czy kilokalorie?

Mononukleoza: Bez całowania też można

Choroby przekazywane drogą kropelkową uwielbiają zimę, nawet taką kiepską. Już od jesieni, gdy robi się chłodno, mokro i wietrznie, nasz układ immunologiczny bywa osłabiony. Oczywiście, by zachorować, nie trzeba zaraz się całować. Wystarczy znaleźć się w pobliżu kogoś, kto kaszle, kicha, prycha, a nawet mówi, nie zasłaniając ust. Jednak, gdy jesteśmy blisko, coraz bliżej, o zakażenie najłatwiej... To z pewnością nie przypadek, że wysyp zakażeń wirusem Epsteina-Barra (EBV), wywołującym mononukleozę zakaźną (zwaną chorobą pocałunków) przypada właśnie na ten czas. Podobnie zresztą dzieje się z wirusami wywołującymi zwykłe przeziębienia czy ze zwykle nieco spóźnionym wirusem grypy.

Mikroby przenoszą się wraz ze śliną, niektóre mieszkają w niej przewlekle, zatem ryzyko zachorowania zawsze zwiększa zmiana partnera od "głębokich" pocałunków, ale i takie zwykłe "cmoki" z osobą chorą.

Naprawdę nietrudno spotkać kogoś, kto może nas obdarować mononukleozą. Ocenia się, że nawet 80% populacji to nosiciele wywołującego go wirusa. Szczęśliwie, chorujemy tylko raz. Wirus wprawdzie już z nami pozostaje, ale nabywamy trwałej odporności i przykre objawy, dotykające nas za jego sprawą, już nie wracają. Nie każdy, kto zetknął się z EBV zaraz zakaża. Zazwyczaj o rozsiewanie mikrobów najłatwiej w okresie pojawienia się objawów choroby, jednak mogą atakować już na kilka dni przed ich wystąpieniem i nawet pół roku po. Potem już mamy spokój...

Mononukleoza: Od przedszkola do trzydziestki

Chorobę pocałunków znają (chociaż niekoniecznie z nazwy) już przedszkolaki. Tak chętnie przecież biorą wszystko do buzi, dają gryzą, mylą kubeczki... A wirus wcale się nie upiera, by atakować tylko po pocałunku. Chociaż chętnie go wykorzystuje. Dlatego kolejną grupą często podającą jego ofiarą są nastolatki. A po trzydziestce następuje wyraźny spadek zachorowań: albo mamy już chorobę za sobą, albo zaniedbujemy całowanie...

Trudno sobie wyobrazić, że ktoś zrezygnuje z całowania tylko dlatego, że przestraszy się EBV. I wcale do tego nie nakłaniamy, jednak zarazem warto wirusa poznać lepiej, nie lekceważyć objawów wskazujących na zarażenie, a potem solidnie się wyleczyć, by uniknąć poważnych powikłań. Do powikłań mononukleozy należą bakteryjne zakażenia gardła (i wtedy potrzebny jest antybiotyk), zapalenie wątroby, znacznie rzadziej płuc, mięśnia sercowego, a nawet pęknięcie śledziony (sporadycznie!). Jeśli wirus zaatakuje również ośrodkowy układ nerwowy, mogą pojawić się zaburzenia postrzegania przestrzeni i wielkości, określane jako zespół Alicji w Krainie Czarów.

Czytaj więcej o śledzionie i jej funkcjach

Mononukleoza: Prawie jak angina

Mononukleozę łatwo pomylić z innymi infekcjami, atakującymi nas o tej porze roku. Gorsze samopoczucie, wrażenie przemęczenia, bóle głowy czy brzucha niejednokrotnie tłumaczymy początkiem zwykłego przeziębienia, albo skutkiem nadmiaru obowiązków w pracy. Takie niewyraźne dolegliwości mogą utrzymywać się nawet przez dwa tygodnie. Potem pojawia się gorączka, niejednokrotnie wysoka, sięgająca nawet 40 st. C. Towarzyszy jej silny ból gardła, który niejednokrotnie samodzielnie "rozpoznajemy" jako powikłanie przeziębienia: nadkażenie bakteryjne i w efekcie anginę. Jeśli jednak na tym etapie odwiedzimy lekarza (nieraz oczekując, że przepisze antybiotyk), on nie powinien już mieć problemów z prawidłową diagnozą.

Mononukleozie towarzyszą zmiany zapalne gardła i migdałków. Charakterystyczne jest powiększenie węzłów chłonnych nie tylko na szyi, ale i znajdujących się w okolicy mostka, obojczyka i sutka. Atak na węzły zwykle jest jednostronny. Typowe jest też pojawienie się czerwonych, wypukłych grudek na podniebieniu. U co drugiego chorego lekarz stwierdza również powiększenie wątroby i śledziony (splenomegalia). Nieraz wysypkę.

Najczęściej lekarz zaleca pacjentowi dwutygodniowe leżenie w łóżku i zazwyczaj nie ma większego problemu, by chory mu się podporządkował. Ta choroba zwykle bardzo osłabia. Chyba tylko pracoholik, w dodatku odnajdujący przyjemność w zakażaniu innych, mógłby uznać, że zwolnienie lekarskie nie jest potrzebne. Nie tylko na czas gorączki, który najczęściej dokucza przez pięć dni.

Mononukleoza: Jak to się leczy?

Przykre objawy mononukleozy zakaźnej zazwyczaj utrzymują się do miesiąca. Poza zaleceniem odpoczynku lekarz niewiele pomoże, gdyż nie ma skutecznych leków pokonujących wirusa, ani środków profilaktycznych, chroniących przed zachorowaniem. Zbijanie gorączki, lekkostrawna dieta, czasem preparaty ogólnie wzmacniające organizm: to wszystko, co można zrobić. Najskuteczniej leczy czas.

Zatem, chociaż ta choroba zaczyna się niejednokrotnie od bardzo miłej czynności i traktujemy ją z przymrużeniem oka, trzeba być pod opieką lekarza, by w razie potrzeby mógł szybko zadziałać. To nie jest choroba, z którą można po prostu pójść do pracy.

Oczywiście nie zapominajcie: całowanie się jest bardzo zdrowe (więcej na ten temat) , a bez ryzyka często nie ma zabawy!

Czytaj także: Mononukleoza u dzieci

Boisz się mononukleozy?
Więcej o: