Grypa. I co teraz?

Sezon grypy i przeziębień przed nami. Dlaczego chorujemy? Jak chronić się przed wirusami? Co robić, by nie zarazić się od kichającego domownika?

Zdecydowana większość, bo aż 85-95 proc. zakażeń ma podłoże wirusowe. Wirusy przenoszone są drogą kropelkową, dostają się do organizmu przez drogi oddechowe. - Jeśli nasz układ odpornościowy nie zna wirusa, przeważnie nie obroni nas przed nim. Wirus mnoży się (w układzie oddechowym) i wtedy chorujemy - tłumaczy dr Piotr Łopata, internista z Centrum Medycznego ENEL-MED.

Jak przebiega grypa?

Jak przebiega proces zachorowania? Zwykle mechanizm jest ten sam: odnotowujemy spadek odporności (np. przemarzliśmy, nie wyspaliśmy się itp.), mamy kontakt z wirusem, ale niestety przeciwciał przeciw niemu nie mamy lub jest ich zbyt mało, by bronić organizmu. Wirus atakuje i niszczy komórki nabłonkowe błon śluzowych i odsłania głębiej położone warstwy. - Wtedy odczuwamy pierwsze objawy miejscowe: katar, ból gardła i ogólnoustrojowe: "łamanie w kościach", gorączkę. Ten etap to główne stadium choroby, trwa 3-5 dni. Wtedy powinniśmy bezwzględnie leżeć w łóżku, unikać wysiłku, zdrowo jeść, wypoczywać - dodaje internista.

Później przychodzi okres rekonwalescencji - następne kilka dni, kiedy (dochodzi do powolnej regeneracji nabłonka nadal mamy mniejszy katar i kaszel, lecz nie męczy nas już gorączka. - Wtedy już nie zarażamy, ale wciąż jesteśmy osłabieni. W tym czasie możemy znów zachorować - zarazić się innym wirusem, nadal więc powinniśmy bardzo na siebie uważać. Przechodzone infekcje trwają dłużej i mogą być niebezpieczne, bo grożą powikłaniami - informuje dr Łopata.

Jak leczyć?

Infekcje wirusowe w dużej mierze leczy się objawowo, podając środki obniżające gorączkę z paracetamolem lub ibuprofenem, preparaty na katar czy na kaszel. Niweluje się tylko uciążliwe objawy przeziębień. - Istnieje też grupa leków przeciwwirusowych. Są dostępne na receptę i należy je podać dosłownie w pierwszych godzinach objawów przeziębienia, bo potem nie są już skuteczne. Zastosowanie takich leków jest trudne, bo przecież zanim pomyślimy, że możemy się rozchorować, zanim dostaniemy się do lekarza po receptę i zanim ją wykupimy, to niestety będzie już za późno - wyznaje specjalista. A co z antybiotykami? - Polska przoduje w ilości sprzedawanych i zażywanych antybiotyków. Nie ma potrzeby brać leków niszczących bakterie, skoro to wirusy, a nie bakterie odpowiadają za nasz zły stan. Niestety pacjenci oczekują antybiotyków w każdym przypadku, bo utarło się, że taki uderzeniowy lek pomaga szybko i jest skuteczny - ubolewa dr Łopata.

Co robić, żeby nie chorować?

Tyle o samych zachorowaniach. Ale co robić, by nie zachorować? Szczepić się?

- Szczepionki chronią przed prawdziwą grypą, a nie przed wszystkimi wirusami powodującymi przeziębienia. Istnieją grupy pacjentów, którym szczególnie zaleca się tę formę ochrony, u pozostałych jest to indywidualna decyzja pacjenta i opiekującego się nim lekarza - dodaje dr Łopata.

To może stare, domowe sposoby? - Niestety nie pomogą działania prewencyjne typu picie tranu, jedzenie czosnku czy łykanie witaminy C. Nie potwierdzono ochronnego wpływu tych metod, co roku są stosowane i zawodzą, a mimo to są kontynuowane. Jedyne, co możemy zrobić, to prowadzić zdrowy tryb życia i unikać dużych skupisk ludzi w zamkniętych pomieszczeniach, a wiadomo, że to niekiedy niemożliwe - dodaje dr Łopata.

Ekspert wskazuje, że szczególnie niebezpieczne jest przychodzenie do pracy z gorączką. - Schemat wygląda tak: zaczynamy źle się czuć, już zarażamy, ale musimy jeszcze pójść do pracy i dokończyć zaczęte sprawy. Później idziemy, albo i nie, na zwolnienie. Pracujemy w nowoczesnych biurach typu open space, z zamkniętym obiegiem wentylacji. Kichniemy i obdarowujemy w ten sposób naszymi wirusami wszystkich współpracowników. Za kilka dni całe biuro jest chore - wyjaśnia internista.

Nie śmiejmy się z Azjatów w maseczkach

Zarażamy się przez kontakt z ludźmi, więc by nie zachorować, teoretycznie należy unikać dużych skupisk. Ale trzeba jakoś dotrzeć do pracy (autobus), siedzieć w biurze, gdzie niekiedy mamy kontakt z kilkudziesięcioma osobami, pójść po pracy na zakupy, do kina. - Nie dziwmy się więc Azjatom, którzy noszą maseczki w metrze, czyli tam, gdzie mają kontakt z największą ilością wirusów. To nie jest takie śmieszne i myślę, że za jakiś czas weźmiemy z nich przykład - twierdzi specjalista.

A jak nie zarazić się od chorego domownika? - Przede wszystkim izolujmy chorego - niech nie przebywa z nami, niech nie "kręci" się po mieszkaniu, tylko spokojnie leży w łóżku. Warto dezynfekować klamki, których dotyka chory. No i wietrzyć - to bardzo, bardzo ważne. Trzeba zadbać o usuwanie powietrza pełnego wirusów, którymi kicha i kaszle chory. Niektórzy boją się otworzyć okno przy chorym, bo przecież ma gorączkę, jest spocony, a my tu jeszcze mamy otwierać okno! Nie, nie róbmy przeciągów, ale wymiana powietrza pozwoli nie tylko nie zachorować zdrowym, ale także pomoże wrócić do formy choremu - podsumowuje dr Łopata.