W świecie sportu zawrzało po tym, jak do informacji publicznej dotarł komunikat o tym, że polski rekordzista świata na dystansie 10-krotnego Ironmana został oskarżony o doping przy okazji majowych zawodów w Brazylii. W jego krwi wykryto substancję zabronioną przez Światową Organizację Antydopingową (WADA). Sam Karaś podjął w mediach społecznościowych próbę wyjaśnienia sytuacji przed zawiedzionymi kibicami.
Robert Karaś to polski triathlonista, który w wieku zaledwie 34 lat pobił rekord świata w Ultra Triathlonie na dystansie dziesięciokrotnego Ironmana, potrójnego Ironmana i podwójnego Ironmana. Urodził się w 1989 roku, ma 177 cm wzrostu i zanim poświęcił się karierze sportowej - pracował jako strażak.
Karaś w oświadczeniu na Instagramie napisał, że nigdy nie stosował żadnego dopingu. Dodaje jednak, że w styczniu - przy okazji złamania ręki, żeber i stopy - przyjął lek, który w składzie miał niedozwoloną substancję. Nieoficjalnie mówi się, że mógł to być drostanolon, steryd anaboliczno-androgenny, który stosowany jest m.in. kulturystów oraz zawodników sztuk walki. Poprawia sylwetkę i zwiększa siłę. Na ten moment nie jest to jednak potwierdzona informacja.
Niektórym doping kojarzy się głównie z meldonium - substancją stymulującą wytrzymałość fizyczną. Ostatnio głośno o tym środku było w związku z dopingiem, jaki wykryto u Marii Szarapowej, słynnej rosyjskiej tenisistki. Obecnie nie wiadomo jednak, czy substancja ta w jakikolwiek sposób jest związana ze skandalem dotyczącym Karasia.
"Zostałem wielokrotnie zapewniony, że przyjęcie tych leków nie będzie miało żadnego wpływu na przygotowania ani na sam występ w Brazylii. Jestem w stałym kontakcie z federacją IUTA. W tej chwili czekam na wynik badania próbki B", pisze w komunikacie medialnym Robert Karaś. W sieci pojawiło się wiele wspierających sportowca wypowiedzi, nie zabrakło też jednak krytyki. "To oszust, który pluje ludziom w twarz i mówi, że pada deszcz", powiedziała bez ogródek Agnieszka Kobus-Zawojska, srebrna i brązowa medalistka igrzysk olimpijskich we wioślarstwie w rozmowie z TVP Sport.
Pytaniem, które spędza obecnie sen z powiek fanom polskiego rekordzisty, jest: "czy było to nieświadome?" Wypowiedział się w tym temacie Michał Rynkowski, dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej. Stwierdził, że jeśli niedozwoloną substancją rzeczywiście był drostanolon, to mało możliwe jest, aby Karaś przyjął go bez świadomości, z czym ma do czynienia. Zwłaszcza że związek ten przyjmowany jest zwykle w formie zastrzyku domięśniowego.
"Na przypadkowe zażycie są tu więc marne szanse. Nie ma go w lekach ogólnodostępnych bez recepty. Istnieje zaś ryzyko zanieczyszczenia suplementu diety - nie tylko drostanolonem, ale ogólnie sterydem anaboliczno-androgennym", powiedział w rozmowie z portalem Sport.pl. Przyznał też, że takie przypadki mogą się zdarzyć. "Możliwe jest też celowe użycie lub przyjęcie innej zanieczyszczonej zabronionej substancji", dodaje.
Jeśli obecność drostanolonu się potwierdzi - sportowca może czekać dyskwalifikacja z udziału w zawodach trwająca od dwóch do czterech lat. "Zupełne uniewinnienie należy rozpatrywać w kategoriach cudu", zapewnia szef Polskiej Agencji Antydopingowej. Po wykryciu dopingu do zadań oskarżonego należy udowodnienie, w jaki sposób doszło do przyjęcia substancji. Świat sportu wstrzymał póki co oddech w oczekiwaniu na rozwinięcie sytuacji. Więcej podobnych tematów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl