Coraz ładniejsza pogoda na zewnątrz zachęca do wychodzenia na dwór i spędzania czasu na świeżym powietrzu. Późna wiosna i lato to również czas wielu urlopowych wyjazdów. Niezależnie od tego, czy słoneczne dni spędzamy nad brzegiem morza, czy na ogródkach działkowych, jedno jest pewne. Coraz łatwiej o opaleniznę, a także oparzenia słoneczne. Tych jednak lepiej unikać, z tym że w odpowiedni sposób.
Tiktokerka Morgan Vacala udostępnia w mediach społecznościowych treści dotyczące przede wszystkim jej ukochanego psa. Ostatnio jednak do sieci trafił film, w którym pokazuje jakiej pamiątki doczekała się na jednym z wyjazdów. Kobieta po powrocie ze słonecznych wakacji, zamiast zdrowej i złotej opalenizny, wróciła z... kompletnie spaloną skórą na czole. Oparzenie było na tyle rozległe i mocne, że skóra przybrała kolor brunatny i zaczęła się mocno łuszczyć.
Nie bądź głupi, sprawdź datę ważności na swoim kremie z filtrem
- skomentowała całe zajście młoda kobieta. Jak się okazało, właśnie takiego kosmetyku ochronnego postanowiła użyć podczas przebywania cały dzień na słońcu. Niestety jej twarz mocno na tym ucierpiała, a oparzenie goiło się, aż trzy tygodnie. Od teraz nie tylko przestrzega wszystkich, przed używaniem odpowiednich kosmetyków, ale sama nie popełnia tego błędu. Jako dodatkową ochronę przed słońcem używa również czapek z daszkiem.
Kremy z SPF (Sun Protection Factor) to obowiązkowa zawartość każdej kosmetyczki, w szczególności latem. To one chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni UV, oraz oparzeniami słonecznymi. Najlepiej wybierać kosmetyki z najwyższą możliwą ochroną, czyli tak zwane filtry "pięćdziesiątki". Istnieje jednak kilka aspektów, które należy spełnić, by taki krem działał jak najlepiej.
Jeśli zdecydujemy się użyć kremu z filtrem po terminie, niestety podobnie jak tiktokerka, narażamy się na poważne poparzenia słoneczne. Dlaczego? Taki filtr przestaje wykazywać chroniące skórę właściwości i w żaden sposób nie stwarza bariery między skórą a promieniowaniem.
Nałożony na skórę krem z SPF tworzy warstwę, tzw. film, który chroni nas przed promieniowaniem UVA i UVB. Niektóre kosmetyki wzbogacone są również o filtry IR oraz HEV, które niwelują szkodliwe działanie promieniowania podczerwonego oraz niebieskiego, emitowane przez ekrany laptopów, smartfonów, telewizorów, czy żarówki. Aktywne składniki tych filmów absorbują promienie słoneczne. Najprościej więc mówią, pochłaniają to, co szkodliwe dla naszej skóry, a w zamian oddają ciepło. Co jednak ważne, używanie filtrów przeciwsłonecznych nawet cały rok nie blokuje syntezy witaminy D. Co więcej, regularna ochrona przed promieniowaniem UV zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwór złośliwy skóry, tzw. czerniaka.
Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl