Nawet do cztery lata - tyle wynosi czas oczekiwania na przyjęcie do ortodonty dziecięcego na Narodowy Fundusz Zdrowia w Polsce. Niektórzy nie doczekają wizyty - szybciej osiągną 12 rok życia, a wówczas leczenie nie będzie im już przysługiwać. Marta z Krakowa podzieliła się z "Gazetą Wyborczą" swoją historią, a raczej próbą zapisania 9-letniego syna na wizytę u specjalisty. Usłyszała, że najbliższy termin w Krakowie na NFZ to 2026 r. Do tego czasu wada zgryzu dziecka tylko się pogorszy, a leczenie będzie bardziej bolesne i mniej komfortowe.
O tym, że dorośli muszą czekać latami na wizytę u lekarzy specjalistów w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, wiemy chyba wszyscy. Okazuje się, że sytuacja wśród dziecięcych lekarzy nie wygląda wcale lepiej, o czym przekonują się rodzice, chcący zapisać dzieci na wizytę na NFZ.
Mam skierowanie od stomatologa. Syna czeka zapewne dłuższe leczenie i aparat ortodontyczny. Stomatolog uprzedziła mnie, że umówienie się do ortodonty to będzie "ciężka przeprawa", ale nie spodziewałam się, że będzie to aż tak trudne. Właściwie niemożliwe
- powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" mieszkanka Krakowa. Kobieta zadzwoniła do poradni ortodontycznej, gdzie usłyszała, że najbliższy termin jest pod koniec 2026 roku. Gdy zaczęła szukać w innych małopolskich placówkach, okazało się, że nie może liczyć na szybszą wizytę.
Takie mamy kolejki, tyle osób jest zapisanych, że na wcześniejszą wizytę nie ma szans
- usłyszała Marta od rejestratorki. Kobieta skontaktowała się z dziesięcioma poradniami, ale w każdej otrzymała odpowiedź, że musi poczekać na wizytę co najmniej od dwóch do trzech lat. Problem jest duży i dostrzegają go nie tylko rodzice, ale też lekarze. Jedna z ortodontek, która rozmawiała z "Gazetą Wyborczą" przyznała, że:
Rodzice zapisują dzieci, zanim jeszcze zaczną ząbkować.
Nic dziwnego, że rodzice mają taką praktykę - patrząc po terminach, które są wolne w Polsce, większość dzieci, które obecnie potrzebuje leczenia ortodontycznego, nie dostanie się na NFZ do specjalisty.
Syn będzie wtedy [w 2026 r., na który wyznaczono termin wizyty - red.] za duży, żeby leczyć go na NFZ
- mówi kobieta. Wynika to z ustaleń, które można przeczytać na pacjent.gov.pl. Na stronie dowiemy się m.in., że:
Chcąc skorzystać z leczenia na NFZ, w wielu przypadkach będzie to niewykonalne. Okazuje się bowiem, że najmłodsi Polacy mają prawo do leczenia ortodontycznego w ramach ubezpieczenia NFZ jedynie do 12 roku życia. Do tego wieku dziecku przysługuje bezpłatnie aparat ruchomy, zdjęcie pantomograficzne (czyli tzw. panorama zębów). Do 13 roku życia na NFZ można liczyć jedynie na kontrolę po zakończonym leczeniu lub darmową naprawdę aparatu.
Internauci nie są zaskoczeni tym, że na leczenie dzieci trzeba czekać niemal tak samo długo, jak na wizyty dorosłych. Jak jednak część z nich zauważa, "termin trzeba brać". Jedna z kobiet komentujących artykuł "Gazety Wyborczej" przyznała, że w Łomży na wizytę będzie czekać pięć lat. Inna podaje, że razem z dzieckiem mają "dwa lata oczekiwania".
Tak właśnie jest. Nam się udało z synem dostać na NFZ do ortodonty jak miał 8 lat. Czekaliśmy trzy miesiące. Teraz ma 12 lat i już niestety musimy chodzić na prywatne wizyty. Ortodonta czekał do ostatniej chwili, żeby nie wymienić aparatu na NFZ tylko już teraz prywatnie. Natomiast drugiego syna zapisałam w tamtym roku, jak miał trzy lata. Termin mamy za dwa lata więc akurat
- komentuje kolejna internautka. Oburzonych rodziców nie brakuje:
Moje dzieci też mają termin za prawie cztery lata. Minęły dwa, jeszcze półtora roku.
Też czekamy od 2019 roku, na szczęście już w tym miesiącu nadchodzi czas pierwszej wizyty.
Nie tylko w Krakowie, we Wrocławiu to samo. Zapisałam córkę na początku żłobka na NFZ do ortodonty, zadzwonili po trzech latach, jak córka była już w przedszkolu. Nie wiedziałam, o co chodzi ? Zdążyłam zapomnieć.
Pojawiają się też głosy rodziców, którzy cieszą się, że terminów na NFZ nie ma, bo "zabranie tam dziecka, to jak zabranie do rzeźnika". Niektórzy pół żartem, pół serio piszą, że można by już zacząć szukać terminów do protetyka, bo "kto wie, co będzie za kilkadziesiąt lat". Jedna z internautek napisała wprost, że nie wzięłaby dziecka do ortodonty na NFZ, po tym, jak zrobili to jej rodzice.
Babka kazała wyrwać zdrowego zęba i potem stłoczyła resztę zębów ruchomym aparatem. Kilkanaście lat później jako dorosła osoba wydałam kupę kasy na stały aparat i implant w miejsce niepotrzebnej ekstrakcji
- opowiada kobieta. Przykłady można mnożyć, podobnie jak głosy niezadowolonych rodziców. Wielu przekonuje, że problem dotyczy nie tylko ortodontów, ale też dentystów czy ortopedów. Część zauważa, że w Polsce "stomatologia na NFZ praktycznie nie istnieje".