Czy jest coś złego w tym, że poznajemy ludzi w sieci, a nie w realu?
Nie, o ile takie wirtualne kontakty nie są dominującą formą relacji z innymi ludźmi. To, że w dowolnym momencie możemy zobaczyć, co robią znajomi, czym się interesują, dokąd wyjechali, jak udała się impreza, nie przybliża nas do nich. Zaspokajamy swoją ciekawość, ale nadal nie mamy kontaktu z osobami, które lubimy.
Również łatwość nawiązywania nowych znajomości i zastępowania jednych ludzi ( a raczej ich wirtualnych wcieleń) innymi powoduje, że wielu z nas może odczuwać alienację.
Surfowanie w sieci jest jak przebywanie w tłumie. Znajdujemy się wśród ludzi, ale nie jesteśmy z nimi, tylko obok nich. Wszystko jest w porządku, o ile relacje internetowe nie zastępują i nie wypierają naszych normalnych, codziennych kontaktów z ludźmi.
Siedzisz do późna w nocy i oglądasz filmy, które polecili ci znajomi śmiejąc się do monitora? Kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że najlepsze chwile swojego życia spędzasz przed komputerem, w dodatku nie czujesz, że to coś złego - możesz być pewien, że to właśnie uzależnienie.
Nie wiesz o co chodzi?
Warto też zauważyć, że serwisy i komunikatory wpływają na język, jakim się posługujemy. Nie tylko w internecie, ale również w mowie i piśmie. Język kształtuje nie tylko nasz sposób porozumiewania się z innymi osobami, ale też to, w jaki sposób myślimy.
Usłyszałeś coś zabawnego, ironicznego, dwuznacznego i komentujesz to groteskowym: rotfl? To nie wróży sukcesów w udanej komunikacji...
Każdy język (sposób komunikacji), dąży do uproszczenia. Język internetowych interakcji rozwinął tę tendencję do nieprzyzwoitego poziomu. Nie wiesz, co powiedzieć? Nie szkodzi. Możesz wysłać komuś emotikon lub kliknąć guzik Lubię to! Problem zaczyna się, kiedy w realnej rozmowie nie masz takiej możliwości i... po prostu nie wiesz, co powiedzieć.
Porozumiewanie się za pomocą symboli nie wzbogaca naszej komunikacji. Język staje się nieprecyzyjny, strywializowany i tak naprawdę niewiele możemy w ten sposób przekazać.
Coś, czego nie potrafimy nazwać, nie istnieje w naszej świadomości. Nie warto ograniczać swojej roli w relacjach z przyjaciółmi do bycia znajomym, który coś lubi.
Jakimś cudem nie masz dostępu do sieci i.. śmiertelnie się nudzisz? Niedobrze.
Bardzo często przyczyną uzależnienia od sieci i serwisów społecznościowych jest nie tylko łatwość nawiązywania relacji z innymi ludźmi, pozorne zaspokojenie swoich towarzyskich aspiracji oraz możliwość wyrażenia w prosty sposób swojego nastroju, myśli. Przyczyną może być po prostu... nuda.
Jeśli nie umiesz zorganizować sobie czasu i spędzasz weekend uprawiając wirtualną farmę, jak najszybciej przyjrzyj się swoim codziennym zajęciom. Farma czy pokerowe rozgrywki to jedynie ucieczka od czegoś, czego nie chcesz, nie możesz lub nie umiesz zrobić.
Być może masz problem z określeniem celu w swoim życiu, nie wiesz, na czym ci zależy, co chcesz osiągnąć w najbliższej przyszłości, dlatego odraczasz moment podjęcia jakichkolwiek aktywności.
Jeśli się nudzisz, zamiast zerkać nerwowo na telefon, facebooka, skrzynki pocztowe i ulubione serwisy w poszukiwaniu czegoś nowego, zastanów się: dlaczego się nudzisz?
Przyczyną takiego stanu na pewno nie jest brak nowego posta na wallu... Może nie masz z kim spędzać wolnego czasu, masz depresję, brak ci pieniędzy, zainteresowań, masz kłopoty z nawiązywaniem i utrzymywaniem relacji z ludźmi? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam.
Nie dowiesz się tego nawet z googla.