Wyspy w morzu zapomnienia

Wyobraź sobie, że ktoś chce przejąć kontrolę nad twoim umysłem, emocjami, myślami. Ktoś, od kogo nie uciekniesz, bo mieszka w twojej głowie. Czy można go podejrzeć? Tak. Pierwszą udaną próbę opisuje tygodnik "New Scientist"
Rozszczepienie osobowości (w krajach anglosaskich określane skrótem MPD od Multiple Personality Disorder).
shutterstock.com

Wyspy w morzu zapomnienia

Wyobraź sobie, że ktoś chce przejąć kontrolę nad twoim umysłem, emocjami, myślami. Ktoś, od kogo nie uciekniesz, bo mieszka w twojej głowie. Czy można go podejrzeć? Tak. Pierwszą udaną próbę opisuje tygodnik "New Scientist"

Don Condie miał prawo mniemać, że wie o Marnie wszystko. Już pół roku leczył ją na depresję. Pozornie niczym nie różniła się od setek pacjentów, jakie co dzień widywał w bostońskim szpitalu. A jednak to właśnie przypadek Marnie okazał się najbardziej dziwnym i niezwykłym w jego dotychczasowej karierze.

Zaczęło się od śmierci matki

Śmierci nagłej, samobójczej. Dla 33-letniej wówczas Marnie życie straciło sens. Zapadła się w sobie, zamknęła. Tak było przez kilka miesięcy. Aż któregoś dnia dr Condie doznał szoku: zastał Marnie taką, jakiej nie widział nigdy wcześniej - tryskającą energią i humorem. Jakby na potwierdzenie gwałtownej przemiany pacjentka wyciągnęła rękę i przedstawiła się jako... Mimi. Wyjaśniła, że przez cały czas udawała tylko Marnie - słabą, kruchą, pogrążoną w tragedii istotę. Towarzyska i elokwentna Mimi stopniowo wyjawiała mroczne sekrety Marnie - bicie, dręczenie psychiczne i molestowanie seksualne przez matkę. - Ma za sobą dzieciństwo pełne koszmarów i dorastanie pełne kompleksów. Ja jestem dla niej takim wentylem bezpieczeństwa. Jako silniejsza pojawiam się w sytuacjach, które ją przerastają - mówiła. - Beze mnie dawno by zwariowała.

Z początku dr Condie był w kropce. Ale im dłużej słuchał Mimi, tym bardziej upewniał się, że problemem Marnie nie jest depresja, ale coś znacznie bardziej tajemniczego i trudnego do wyleczenia - rozszczepienie osobowości.

Podczas żmudnej, trwającej kilka lat terapii okazało się, że Marnie ma wyjątkowo bogate życie wewnętrzne - po Mimi wyszło z niej kilka innych osobowości. Co ciekawe, wystarczyło kilka miesięcy treningu, by każdą z nich mogła przywoływać na żądanie terapeuty. Kiedy dr Condie podzielił się tą nowiną z Guochanem Tsai, ten stwierdził, że nie może przepuścić podobnej okazji. Jako neurobiolog i ekspert od technik obrazowania pracy mózgu dostrzegł szansę zrobienia czegoś, czego nie próbował nikt przed nim: podpatrzenia, jak ten sam mózg przechodzi we władanie różnych osobowości.

Dziwnie mały konik polny

Do niedawna wielu, zwłaszcza brytyjskich, psychiatrów uważało, że rozszczepienie osobowości (w krajach anglosaskich określane skrótem MPD od Multiple Personality Disorder) to czysta fikcja. Ze zgrozą obserwowali, jak ich amerykańscy koledzy w ciągu jednej dekady "wypromowali" MPD z nieznanej niemal jednostki chorobowej do problemu ogólnospołecznego. W końcu jednak ugięli się pod ciężarem publikacji płynących z całego świata. Tak było z Tomem Fahym - psychiatrą z londyńskiego szpitala Maudsley. Dziesięć lat temu przekonywał, iż MPD powinno się tłumaczyć jako "Mam Problem z Diagnozą" i traktować jako przejaw bezradności lekarza wobec zbyt trudnego przypadku. Dziś zaś powtarza: "Chyba nikt rozsądny nie kwestionuje istnienia MPD. Wątpliwości mogą dotyczyć jedynie źródeł tej dziwnej choroby".

No właśnie. Podczas gdy Fahy skłonny był upatrywać ich w czynnikach społeczno-kulturowych, Condie i Tsai woleli dociekać przyczyn zjawiska, obserwując pracujący mózg Marnie. Pomogła im w tym technika magnetycznego rezonansu jądrowego, a ściślej skaner fMRI, rejestrujący setki razy na sekundę zmiany ukrwienia mózgu.

Pierwsze, co ujrzeli, to nienaturalnie mały hipokamp (po grecku - konik polny) - niepozorny, charakterystycznie wygięty twór złożony z substancji szarej. - Był mniej więcej o połowę mniejszy od normalnego - wspomina Condie. - Podobne widuje się u chorych na Alzheimera oraz osób z zespołem wyczerpania walką, zaliczanego do grupy nerwic wojennych, a będących następstwem długotrwałego stresu.

O tym, że stres był wpisany w dzieciństwo Marnie, uczeni wiedzieli z relacji Mimi. Ale czy mógł on odcisnąć aż tak silne piętno? Stres i depresja (na którą leczono Marnie) są ściśle ze sobą związane. Badania z udziałem kobiet cierpiących na przewlekłą depresję ujawniły, że mają one wyraźnie mniejszy hipokamp. Tym samym wyjaśniła się przyczyna ich kłopotów z pamięcią - hipokamp to struktura, która niczym głowica w magnetofonie utrwala informacje, z tym że nie na taśmie, ale we włóknach nerwowych. Jak dochodzi do jego skarłowacenia? Robert Sapolsky z Uniwersytetu Stanforda uważa, że winne są hormony stresu - glukokortykoidy. W wysokim stężeniu uszkadzają lub wręcz zabijają komórki hipokampa. Prozac - najsłynniejszy lek antydepresyjny - ma działanie przeciwne: inicjując powstawanie nowych neuronów, naprawia szkody wyrządzone przez hormony stresu (trzy miesiące temu wykazali to Barry Jacobs i Casimir Fornal z Princeton University).

Marnie i trzy sublokatorki

Ale właściwa część badań miała się dopiero zacząć. Uczeni stanęli przed pytaniem: czy obserwując aktywność różnych obszarów mózgu, można uchwycić moment zmiany osobowości? Stosując się do poleceń odtwarzanych z taśmy, Marnie ustępowała miejsca swym kolejnym alter ego. Jako pierwsza zjawiła się Guardian - ośmioletnia dziewczynka opiekująca się Marnie, kiedy ta dochodziła do siebie po aktach okrucieństwa ze strony matki. Długotrwały trening pozwolił skrócić czas tej transformacji do zaledwie 30 sekund.

Znacznie dłużej trwało przywołanie Player, czyli Marnie w wieku ośmiu lat (może dlatego, że nigdy nie pojawiała się samoistnie). Condie i Tsai potrzebowali jej, by upewnić się, że Guardian jest postacią autentyczną, a nie kreacją powstałą na skutek sugestii i zmęczenia badaniami.

Stało się to, na co w głębi ducha uczeni liczyli - pisze "New Scientist" (nr 2217): skaner fMRI uchwycił różnice w aktywności mózgu, mierzonej stężeniem tlenu we krwi. Ilekroć miejsce Marnie zajmowała Guardian, słabła aktywność w obrębie hipokampa i przyległej do niego kory skroniowej. Odwrotna transformacja uaktywniała prawą część hipokampa, zaś przemiana Marnie w Player nie pociągała żadnych zmian. Gdy po miesiącu powtórzono badania, uzyskano identyczne rezultaty.

- To doprawdy zdumiewające - ocenił pracę swych kolegów David Healey z uniwersytetu w amerykańskim mieście Bangor. - Jako pierwsi uzyskali namacalny dowód potwierdzający strukturalne uwarunkowania MPD i tłumaczący tworzenie się tzw. wysp pamięciowych - powiedział, wskazując na zdjęcia mózgu Marnie.

Nie wie prawica...

Pojęcie wysp pamięciowych często przewija się w pracach poświęconych rozszczepieniu osobowości. John Gabrieli z Uniwersytetu Stanforda uważa, że powstają one na skutek nieprawidłowości w funkcjonowaniu hipokampa. - Cały nasz mózg nasycony jest wspomnieniami, a hipokamp składa je w całość - mówi. - Ta całość to nasza tożsamość. Jeśli z jakichś przyczyn mapa wspomnień staje się niekompletna, dochodzi do zaburzeń tożsamości.

Tak dzieje się np. u ludzi po komisurotomii, czyli przecięciu szlaków komunikacyjnych łączących obie półkule mózgu. Zabieg ów miał ratować pacjentów cierpiących na zaawansowaną epilepsję. Obecnie jest zabroniony. Powód? Zauważono, że po rozdzieleniu każda z półkul zaczyna żyć własnym życiem. Ponieważ mimo zewnętrznego podobieństwa pełnią one nieco inne funkcje (zawiadują np. różnymi połowami ciała), pozostawione same sobie niczym kry w wodzie zaczynają dryfować w różne strony. Czasem przybiera to spektakularne formy - Anthony Smith w książce "Umysł" opisuje przypadek kobiety zmuszonej do przysiadania na lewej ręce w trakcie lektury. W przeciwnym razie niesforna kończyna uporczywie przekładała strony przed ich przeczytaniem. Jeszcze więcej kłopotów miał mężczyzna skarżący się na swą lewą rękę, która podczas małżeńskich scysji tak zwykła rwać się do rękoczynów, że trzeba ją było powstrzymywać prawą. Nie zawsze skutecznie.

- Do klasycznego MPD dochodzi w subtelniejszy sposób. Mówiąc metaforycznie, dysfunkcja hipokampa powoduje w takich przypadkach zalanie obszaru pamięci wodą zapomnienia. Jeśli powstałe w ten sposób wyspy są dostatecznie duże, to wyodrębnić się z nich mogą odmienne osobowości. Wystarczy przepłynąć na inną wyspę, by stać się innym człowiekiem. Tak właśnie jest z Marnie: Mimi, Guardian i Player to różne wyspy pamięci, dochodzące u niej kolejno do głosu - zapewnia Gabrieli.

Kłopoty z przełącznikiem

- Śmiem twierdzić, że podobnych objawów doświadcza niemal każdy z nas - uważa z kolei Tsai. - Bo niemal każdy przemierzył kiedyś samochodem szmat drogi, nie myśląc o kierowaniu, lecz o czymś zupełnie innym. Każdemu przynajmniej raz zdarzyło się zapomnieć imienia swego znajomego, numeru rejestracyjnego auta, nie mówiąc o kodzie pocztowym czy numerze PIN. Każdy budząc się, doświadczył uczucia zagubienia pomiędzy snem a jawą. A wszystko to zawdzięczamy czemuś, co można nazwać przełącznikiem osobowości. U ludzi chorych na MPD ten przełącznik jest nadwrażliwy. Zbyt często się uruchamia. Ta jego nadwrażliwość jest wynikiem zmian w obrębie hipokampa. Zmian spowodowanych np. traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa.

- To wszystko brzmi bardzo efektownie i, co najważniejsze, logicznie - ocenia Daniel Schacter z Harvardu. - Condie i Tsai zrobili świetną robotę. Czarno na białym wykazali, że dodatkowe osobowości rodzą się w mózgu nie dlatego, że czegoś w nim za dużo, że czegoś mu brak. I że nawet tak dotąd tajemnicza choroba jak MPD jest po prostu efektem uszkodzenia pewnych jego partii.

Zaś sami autorzy za największy sukces poczytują sobie dowiedzenie, iż stosując wyrafinowaną technikę, można badać mózg pod kątem najbardziej ulotnych aspektów jego aktywności. A to - ich zdaniem - oznacza, że w niedalekiej przyszłości neurolodzy będą śmiało wkraczali

Więcej o: