Ludzie zamknięci w odizolowanych pomieszczeniach żyją w rytmie 25-26-godzinnym. To oznacza, że nasz wewnętrzny zegar lubi się trochę spóźniać - ma tendencję do wydłużania doby. Na szczęście mamy mechanizm kompensujący, który utrzymuje nas w 24-godzinnym rytmie. Ten mechanizm reaguje na silne światło i koordynuje pracę obu zegarów - ciała i Słońca. Co dnia może niwelować różnice rzędu dwóch, trzech godzin. Na większe, spowodowane choćby transatlantyckim lotem, potrzebuje odpowiednio więcej czasu. Bez tego oba zegary chodziłyby całkiem niezależnie i różnica między nimi rosłaby z doby na dobę. Żyjąc tylko w rytmie zegara biologicznego, kładlibyśmy się i wstawali nie co 24, ale co 25-30 godzin, a niektórzy nawet co 35. Z wieloma osobami nie moglibyśmy się widywać tygodniami. A jeśli bylibyśmy z nimi w "przeciwfazie" - to jeszcze rzadziej. Wspólne przedsięwzięcia trzeba by było planować z dużym wyprzedzeniem. Życie towarzyskie i zawodowe bardzo by się nam skomplikowało.
Dane tu przedstawione mają jedynie wartość informacyjną i nie mogą zastąpić indywidualnej porady lekarskiej.