Niegazowanej! Jest zdrowa i pomaga walczyć z głodem.
Moja starsza o trzy i pół roku siostra Małgosia. Od dzieciństwa była pączuszkiem. Ja zawsze byłam patyczkiem i niejadkiem. Po urodzeniu dwóch synów siostra zaczęła o siebie dbać. I nagle okazało się, że to ja jestem puszysta, a ona szczupła.
Byłam korespondentką "Wiadomości" w USA. Siostra spędzała u mnie urlop. Pojechałyśmy na Zachodnie Wybrzeże, spacerowałyśmy plażą Venice Beach w Los Angeles. Ona w kostiumie i ja w kostiumie. Nagle spojrzałam na nią i zdałam sobie sprawę, że jestem gruba.
Nie. W Stanach jest mnóstwo grubasów, a poza tym ludzie na siebie nie patrzą. Przyglądanie się komuś jest niepoprawne politycznie. Nie odbierałam więc sygnałów o swojej tuszy. Aż tu nagle ta plaża. Idę z siostrą i myślę: "Kurczę, ale z niej laska". Wtedy zauważyłam tłuszcz, który się ze mnie wylewał. Okryłam się ręcznikiem.
Ważyłam 88 kilo przy wzroście 175 cm. Uwierzcie - byłam tłusta.
Jak dorosłam i osiągnęłam te swoje 175 cm, ważyłam 59 kilo. Można było liczyć żebra. Waga narastała stopniowo, latami. Najpierw przestałam uprawiać sport. Potem poszłam do pracy, zaczęłam częściej wyjeżdżać za granicę i doceniać dobrą kuchnię. Przez dziesięć lat przytyłam kilka kilo. Drugi etap przybierania na wadze rozpoczął się, gdy rzuciłam palenie. Apogeum przyszło w Stanach. Zmieniłam tryb życia. "Wiadomości" rozpoczynały się o godz. 13.30. Zrywałam się o świcie i pracowałam aż do popołudnia. Pierwszy posiłek jadłam dopiero po 14, np. coś w fast foodzie. Byłam tak wygłodzona, że mogłam pożreć wszystko. Zaczęłam się czuć syta dopiero około godz. 19. Nie wiedziałam, że to za późno, że żołądek się rozpycha i dalej woła jeść. Przez trzy lata doszłam do 88 kilo.
W kraju bym to prędko zauważyła. W Ameryce, jak czułam, że ciasno mi w spodniach, wchodziłam do tego samego sklepu, podchodziłam do tego samego wieszaka i kupowałam to samo ubranie, tylko ciut większe. Po dwóch latach zaczęłam tyć już tak bardzo, że garnituru, który kupiłam, nie zdążyłam założyć, bo po tygodniu już był za ciasny.
W Stanach w każdym szanującym się domu towarowym jest dział "Ladies" albo "Women". Kobieta kupuje tam rozmiar jak w zwyczajnym stoisku, fason ten sam, ale w pasie są wszyte gumki. Ma psychiczny komfort, że nadal nosi swoje 44.
W Waszyngtonie wynajmowałam domek. Biuro miałam na piętrze i musiałam biegać po schodach. Kiedyś miałam na żywo nadać korespondencję. Byłam w kuchni, gdy zadzwonił telefon z redakcji. Pobiegłam na górę i tak się zasapałam, że nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu. Podczas upałów było mi nieprzytomnie gorąco. Zrobiłam badania i okazało się, że cholesterol przekroczył wszelkie granice. To były symptomy fizyczne. Psychicznie ze swoją nadwagą czułam się dobrze.
Robiłam materiał w Waszyngtonie i wynajęłam operatora Szweda. Kiedy przeglądaliśmy zdjęcia, zaczęłam mu wyrzucać, że mnie fatalnie sfilmował, bo wychodzę strasznie gruba. Wtedy nie wytrzymał: "Wiesz, Dorota, musiałabyś się odsunąć dalej od kamery, a ja nie mam takiego długiego kabla. Już lepiej byś schudła". Ale to było tylko raz.
Tak. Po nim zaczęłam się czuć źle. Np. wściekałam się, że nie mogę sobie butów kupić, bo mi się w nich stopy nie mieściły. Siostra pomogła mi podjąć decyzję o odchudzaniu.
Spacer był w lipcu, a ja zaczęłam się odchudzać w grudniu. Jestem konsekwentna, jak już podejmę decyzję, to "umarł w butach". Wcześniej musiałam się przygotować. Przeczytałam kilka książek o odchudzaniu. Musiałam zrozumieć, jak funkcjonuje ciało. Wreszcie wybrałam dietę - cztery razy dziennie specjalne odżywki, które zawierały wszystkie potrzebne minerały i witaminy.
Zamierzałam się cieszyć z każdego kilograma. Najgorsze były dwa dni przed rozpoczęciem diety. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Wsiadłam do samochodu i jeździłam po Waszyngtonie. Mijałam knajpki, czułam zapachy ukochanych meksykańskich potraw i miałam poczucie, że zaraz zrezygnuję z diety.
Jestem łasuchem. Jak coś widzę, to natychmiast czuję, jak to smakuje. Musiałam się pozbyć jedzenia. Ogołociłam lodówkę i szafki. Na środku kuchni wyrosła sterta jedzenia. Nie wiedziałam, że tyle tego mam. Chomikowania nauczyłam się w domu. Mama pilnowała, by zawsze były zapasy.
Musiałam bez przerwy być zajęta. Zrobiłam porządki w komputerze, napisałam zaległe teksty. Starałam się tak organizować pracę, bym nie musiała często wychodzić z domu.
Na mieście czyhają pokusy. Kiedy już musiałam jechać na zdjęcia, uprzedzałam operatora, że nie będę z nim na lunchu. Jadł sam, a ja szłam do parku na spacer.
Przez trzy tygodnie tylko to. Potem wprowadziłam dodatkowo jeden posiłek, np. jabłko albo sześć winogron.
Kupiłam sobie wagę, bo wyczytałam, że mogę zjeść sto gramów winogron. Wydawało mi się, że to będzie przynajmniej kiść, a jak zważyłam, wyszło sześć. To był szok.
Osiem kilo. W dziewiątym dniu jedzenia papek miałam kryzys. Leżałam w łóżku i z głodu zwijałam się z bólu. Następnego dnia mi przeszło.
Stopniowo dodawałam sałatę, jabłka. Czy wiecie, jak wspaniale może smakować sałata? Kiedy mogłam zjeść pięć liści, to była prawdziwa uczta. Po czterech tygodniach miałam miesiąc diety tysiąca kalorii, potem zaczęłam już jeść normalnie.
Cztery razy dziennie. Rano np. kromkę chleba chrupkiego z twarożkiem. Na drugie śniadanie jabłko, na obiad mięso z grilla lub gotowaną rybę. Odstawiłam słodycze. Do dziś jem dużo warzyw i owoców. Od kilku lat utrzymuję wagę, choć nie jestem już tak restrykcyjna. Zdarza mi się zjeść smażone mięso. Jak zjem coś słodkiego, to traktuję to jak posiłek. Nie jem też po godz. 20.
O tak! Kiedyś uwielbiałam chipsy. Po diecie ktoś otworzył przy mnie torebkę z chipsami i mnie zemdliło.
Osoby, które się odchudzają, rzeczywiście potrafią to zrobić, ale ja nie. Gdy byłam w drugim etapie diety, miałam specjalną tabelę do obliczania kalorii. Pozostał mi jednak nawyk sprawdzania informacji o kaloriach na opakowaniach. W Polsce nie na wszystkich jest taka informacja. W Ameryce nawet na wodzie jest napisane, że ma zero kalorii.
Zdrowie to jedna strona medalu. Jest jeszcze problem społeczny. Jak się widzi tam grubasa, można przypuszczać, że jest gorzej sytuowany. Jeśli dwie osoby - otyła i szczupła - starają się o pracę w dużej korporacji, większe szanse będzie miała ta
szczupła. Młodzi, dynamiczni, dobrze zarabiający Amerykanie bardzo o siebie dbają. To konieczne, żeby zachować pracę. Zamiast na lunch idą do siłowni. Jak się robi ciepło, to w czasie lunchu nawet personel pomocniczy Białego Domu gra w piłkę na trawniku.
Po dwóch miesiącach diety nadawałam korespondencję. Stałam z mikrofonem przed Białym Domem. Zadzwoniła do mnie siostra. Powiedziała, że bardzo zeszczuplałam i żebym odważyła się pokazać całą figurę. I tak zrobiłam przy następnej okazji.
Jak już zaczęłam jeść normalnie, jeszcze z rozpędu chudłam. Doszłam do 58 kilo. W czasie pobytu w Stanach zdarzało się, że nosiłam amerykańską osiemnastkę, a doszłam do szóstki! Odkryłam na nowo przyjemność biegania po sklepach. Do przymierzalni dla frajdy brałam ubranie w moim starym rozmiarze i takie samo w mniejszym. Przykładałam np. spodnie w rozmiarze szesnaście do szóstki.
To najczęstszy temat rozmów prywatnych. Chętnie o tym mówię, bo uważam, że jestem dobrym przykładem. Nawet kiedyś powiedziałam o tym w telewizji. Uważam, że ludzie powinni wiedzieć, że można schudnąć i że warto, bo człowiek się o wiele lepiej czuje, nabiera pewności siebie, ma chęć do życia, staje się milszy.
Ale jeśli ktoś ma zadyszkę, bardziej się poci, to ma dyskomfort, zamyka się w sobie. Nikt mi nie powie, że puszyści są z tego powodu szczęśliwi. Sama wiem, że teraz czuję się o niebo lepiej.
Na odchudzanie nie ma cudownej metody ani skutecznych tabletek. Albo człowiek przestanie jeść i się pilnuje, albo poniesie klęskę.
Obie trzymamy formę. Teraz ważę 62 kilo, ale obiecałam sobie, że nie przekroczę 65 i nie będę już kupować ciuchów większych niż te, które mam w szafie, czyli w rozmiarze 38