Mój seks jest bardzo udany. Kiedy się kochamy, on lubi do mnie mówić, czasami jednak używa wulgarnego słownictwa, a to mnie razi.

Usiłowałam z nim o tym porozmawiać, ale usłyszałam, że jestem pruderyjna i że brak mi luzu.

Luz i bezpruderyjność nie polegają na tolerowaniu wulgarności ani w słowach, ani w gestach, ani w żadnej innej formie. Wprawdzie zdarza się, że ludzie, którzy normalnie nie używają "wyrazów", w sytuacji erotycznej budują na nich swoje podniecenie, ale są to dość rzadkie przypadki i usprawiedliwione tylko wtedy, jeśli obie strony to akceptują. Trzeba przyznać, że nasz język jest dość ubogi w erotyczne słownictwo - istnieją albo wyrażenia medyczne, albo wulgarne. Ale od czego jest inwencja i wyobraźnia zakochanych! Przecież można stworzyć sobie swój własny, niepowtarzalny słownik zrozumiały tylko dla dwojga. Ileż przyjemności może dostarczyć taka intymna zabawa w wymyślanie słówek. Milczące kochanie się jest ponure i instrumentalne, a zatem mówmy do siebie, posługując się własnym językiem miłości, bez wulgaryzmów, które są pospolite i prostackie.