"To może być woda na młyn dla antyszczepionkowców". Kontrowersje wokół Funduszu Kompensacyjnego

Eliza Dolecka
W Polsce przeciw COVID-19 szczepimy się już od 13 miesięcy. Minął rok od zapowiedzi ministra Adama Niedzielskiego, że powstanie szybka, przejrzysta ścieżka odszkodowania za ewentualne NOP-y. Wreszcie mamy ustawę, ale jej zapisy już budzą poważne obawy. Jeszcze nawet nie można składać wniosków, a już mówi się o potrzebie nowelizacji.

Piąta fala - czy to już? Więcej o sytuacji pandemicznej na Gazeta.pl

Teoretycznie jest nieźle. Długo wyczekiwany polski Fundusz Kompensacyjny Szczepień Ochronnych wreszcie ma naprawdę ruszyć, a nie być jedynie zapowiedzią na papierze. Wydaje się mieć pełne poparcie wszystkich stron sceny politycznej. Spośród 439 obecnych posłów, "za" głosowało 428. Prezydent szybko podpisał, ustawę opublikowano. Od 12 lutego będzie można składać wnioski do Rzecznika Praw Pacjenta o odszkodowanie za ewentualne NOP-y (niepożądane odczyny poszczepienne) po przyjęciu szczepionki przeciw COVID-19. Maksymalna wysokość odszkodowania to 100 tysięcy złotych. Mogą ubiegać się o nie wszystkie osoby, które spełniają kryteria, jeśli do ewentualnego incydentu doszło w grudniu 2020 roku (gdy ruszyły szczepienia) lub później.

- To niesłychanie ważna ustawa, na którą wszyscy czekaliśmy. Jest to rozwiązanie, które w szybki i nieskomplikowany sposób pozwoli na wypłatę odszkodowania - przekonuje Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.

No to o co chodzi, że ustawa nie podoba się wszystkim, szczególnie wielu lekarzom? Jak zwykle - o szczegóły.

Szafowanie "odpowiedzialnością"

Ewentualne NOP-y i "brak odpowiedzialności firm farmaceutycznych" to ostre narzędzie w rękach przeciwników szczepień w Polsce. Ten argument wraca jak bumerang niemal w każdej dyskusji. Gdy wypaliły się pomysły o "niesprawdzonych technologiach", chipach czy GMO, "dowodem" na światowy spisek ma być "fakt", że nikt nie chce ponosić odpowiedzialności za ewentualne odczyny niepożądane.

Ustawa o Funduszu Kompensacyjnym taką dyskusję ma wreszcie zakończyć. Jeśli ktoś realnie ucierpi przez szczepienie, dostanie odszkodowanie.

Niby - lepiej późno niż później, ale naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego to tak długo trwało.

Warunki otrzymania ewentualnego odszkodowania minister Adam Niedzielski przedstawił już w styczniu. Styczniu 2021 roku. Chociaż nie podał konkretnej daty uruchomienia Funduszu, pozwolono wierzyć opinii publicznej, że to nastąpi dosłownie lada dzień. Zapowiadano "konsultacje za tydzień", wskazywano instytucje, które w praktyce zrealizują projekt i zapewniano, że w zasadzie już są gotowe do pracy. Podkreślano, jak ważne jest jak najszybsze działanie, by przekonać do szczepień nieprzekonanych. Przekaz był jasny - ani władza, ani producenci nie muszą obawiać się uproszczonej procedury odszkodowawczej, bo szczepionki są bezpieczne. Zakładano nawet, że ustawa może nie będzie doskonała, ale kluczowe jest jak najszybsze jej uruchomienie, bo łatwiej będzie później zrobić ewentualne poprawki niż walczyć z antyszczepionkowymi nastrojami.

A potem zapadła martwa cisza. Urzędnicy i politycy niechętnie wypowiadali się w temacie, a jeśli już, nowy przekaz był taki - ustawę trzeba doprecyzować, dopracować, niemal dopieścić, żeby nie budziła żadnych wątpliwości. Jak się coś robi porządnie, to musi trwać...

Ostateczna ustawa praktycznie niemal się nie różni od pierwotnego projektu, a uciekł rok. Nie brakuje też głosów, że to jednak bubel, który wcale nie spełni swojej roli.

Zgon? Nie tędy droga

Świadczenie kompensacyjne będzie przysługiwało, jeśli:

  1. wystąpią działania niepożądane, wymienione w Charakterystyce Produktu Leczniczego danej szczepionki, które spowodowały hospitalizację przez okres nie krótszy niż 14 dni,
  2. w przypadku wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego powodującego konieczność obserwacji na szpitalnym oddziale ratunkowym albo izbie przyjęć lub hospitalizacji przez okres do 14 dni.

Charakterystyka Produktu Leczniczego zawiera odczyny poszczepienne wymienione przez producenta, jednak jest stale aktualizowana, głównie na podstawie zgłoszeń od lekarzy, którzy zaobserwowali NOP-y. Jeśli danego odczynu na razie nie ma w wykazie, ale z czasem pojawi się w nim, będzie jeszcze można wystąpić o odszkodowanie.

Ten zapis budzi pewne wątpliwości, ale droga nie jest zamknięta. Zdecydowanie bardziej zaskakuje inna kwestia: ustawa nie przewiduje zgonu po szczepieniu. Zupełnie nie porusza tej kwestii i nie ma mowy o odszkodowaniu w razie śmierci.

- Nieuwzględnienie w przepisach ustawy wśród działań niepożądanych zgonu osoby, u której przeprowadzono szczepienie ochronne, wynika z faktu, że założeniem Funduszu jest wypłata rekompensaty za wystąpienie niepożądanej reakcji w wyniku szczepienia (odczynu poszczepiennego) osobie, która poniosła z tego tytułu negatywne skutki zdrowotne i w tym czasie nie mogła świadczyć pracy, przebywała w szpitalu lub wymagała czasowej rehabilitacji - tłumaczyła w Polityce Zdrowotnej Katarzyna Kubicka-Żach z biura prasowego ministra zdrowia.

Wielu osób ta argumentacja nie przekonuje. Oczywiście, ryzyko zgonu będącego skutkiem szczepienia jest mniej niż znikome. Jeśli jednak miałoby się zdarzyć przy milionach wykonywanych szczepień, dlaczego nie pozwolić spadkobiercom zrezygnować z klasycznej ścieżki sądowej i skorzystać z uproszczonej procedury uzyskania odszkodowania? Bo takie było "założenie Funduszu"? To może przez te długie miesiące należało lepiej nad założeniami popracować, by nie wzmacniać przeciwszczepionkowych nastrojów?

Zobacz wideo

14 dni hospitalizacji? "Paranoja"

Czy można sobie wyobrazić, że ktoś, u kogo wystąpił ciężki NOP, w szpitalu był "tylko" 13 dni, ale negatywne skutki (np. problemy neurologiczne) ponosi znacznie dłużej? Kto dziś, nawet wymagający zabiegu operacyjnego, leży 14 dni i więcej w szpitalu, zwłaszcza gdy każde łóżko jest na wagę złota? Co, jeśli pacjent z ewidentnym NOP-em będzie nadawał się do wypisania po 10 dniach? Będzie sztucznie przetrzymywany w szpitalu, żeby nie zablokować mu drogi do odszkodowania? Takie wątpliwości lekarzy pojawiają się niemal od początku dyskusji o Funduszu. Najwyraźniej nie zrobiły wrażenia na Ministerstwie Zdrowia, bo wymóg 14 dni hospitalizacji jest obligatoryjnym, z wyjątkiem objawów wstrząsu anafilaktycznego.

Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, przekonuje, że u nas wcale nie jest źle:

- Fundusz Kompensacyjny ma rekompensować ciężki przebieg ewentualnych powikłań po szczepieniu, z powodu którego pacjent został wyłączony z codziennego życia na jakiś czas. Rozwiązanie przyjęte w Polsce jest bardziej korzystne dla pacjentów niż te przyjęte w niektórych innych krajach, np. w Norwegii, gdzie warunkiem wypłaty świadczenia jest 15 proc. uszczerbek na zdrowiu. W Niemczech z kolei pacjent po szczepieniu musi być niezdolny do pracy przez pół roku, więc tu także jest już mowa o dużym uszczerbku na zdrowiu.

A co z argumentem lekarzy, że może zdarzyć się sytuacja, gdy ktoś jest niezdolny do pracy, jak chcą w Niemczech, pół roku i więcej, chociaż w szpitalu wcale nie musiał leżeć 14 dni? Czy to na pewno najbardziej miarodajny czynnik oceny stanu zdrowia?

- Przyjęte rozwiązanie to wypadkowa, przy której uwzględnia się fakt, że wypłata świadczenia następuje z budżetu państwa. Można dyskutować o tym, czy ten czas nie mógłby ulec skróceniu, np. do 7 dni. Będziemy oczywiście cały czas monitorować liczbę wniosków i poziom wypłat, analizując, czy nie byłoby zasadne zaproponowanie jakichś zmian. Najważniejsze jest jednak, że Fundusz zaczyna działać, a pacjenci dostaną realną szansę na otrzymanie odszkodowania - dodaje Bartłomiej Chmielowiec.

Gęste sito - to ma sens

Fundusz Kompensacyjny ma dwa podstawowe zadania:

  1. pokazać wyraźnie, że w kontekście szczepień nie ma się czego bać, dlatego państwo i producenci są gotowi wziąć odpowiedzialność za ich ewentualne skutki,
  2. wspomóc osoby, które miały nieprawdopodobnego pecha i doświadczyły skutków zdecydowanie poważniejszych niż większość populacji.

Nietrudno sobie jednak wyobrazić, że Rzecznik Praw Pacjenta może zostać dosłownie zasypany wnioskami nieuzasadnionymi, zwłaszcza zaraz po uruchomieniu Funduszu. Prawidłowo wypełnione wnioski mają być rozpatrzone w ciągu 60 dni. Niedowiarki obawiają się, że to nierealne logistycznie, ale Bartłomiej Chmielowiec znowu uspokaja:

- Rzecznik Praw Pacjenta jest odpowiednio przygotowany do pracy przy Funduszu Kompensacyjnym. Mamy gotowy harmonogram działań, wszystkie dotychczasowe prace i wdrożenia idą zgodnie z planem. W ramach biura powołaliśmy specjalny zespół koordynatorów wyznaczonych z każdego departamentu, którzy są odpowiedzialni za poszczególne obszary.

Wiadomo, że ostateczna ocena pracy Funduszu Kompensacyjnego będzie zależała nie tylko od tempa rozpatrywania wniosków, ale wiarygodności orzeczeń i w ich efekcie społecznego zaufania.

Kto ma to zapewnić?

- Rozpoczęliśmy właśnie rekrutację i do 31 stycznia czekamy na zgłoszenia lekarzy, którzy stworzą zespół opiniujący w sprawach przyznawania świadczeń kompensacyjnych, po wystąpieniu działania niepożądanego na skutek szczepienia przeciw COVID-19.

W skład zespołu wejdzie sześciu specjalistów powoływanych i odwoływanych przez Rzecznika Praw Pacjenta na pięcioletnią kadencję. Czterech z nich zostanie wyłonionych spośród kandydatów przedstawionych przez: Ministra Zdrowia, Głównego Inspektora Sanitarnego, Naczelną Radę Lekarską, towarzystwa naukowe i organizacje pożytku publicznego działające w obszarze praw pacjenta.

Szukamy lekarzy, którzy mają tytuł specjalisty w dziedzinie chorób zakaźnych, pediatrii, alergologii, neurologii, chirurgii ogólnej, kardiologii lub w dziedzinie chorób płuc. Najważniejszymi kryteriami przy wyborze członków do zespołu będą ich wiedza i doświadczenie - zapewnia Bartłomiej Chmielowiec.

Cóż, trochę niepokoi fakt, że nabór dopiero ruszył. Przy polskim permanentnym niedoborze lekarzy o znalezienie godnych kandydatów niemal w każdym obszarze jest ciężko. Obecnie ubyło nawet chętnych do pracy dla premiera Mateusza Morawieckiego. Trudno wyobrazić sobie wielu lekarzy zainteresowanych potencjalnie niewdzięczną robotą, grożącą nawet ewentualnym boksowaniem się z antyszczepionkowcami... Ale może brakuje nam wyobraźni?

Znamy to z poprzednich fal. Zakażenia znowu w górę, więc zgony wkrótce także poszybują w górę. Korelacja między niskim poziomem wyszczepienia i rekordami ponadmiarowych śmierci jest nie do podważenia. Fundusz miał być wzmocnieniem jasnej strony mocy, którego bardzo nam trzeba. Tymczasem całkiem uzasadnione są obawy, że znowu coś pójdzie nie tak.

Więcej o: