Od rana tłok i chaos w punkcie szczepień na Stadionie Narodowym. "Trzy tygodnie temu było zupełnie inaczej"

Eliza Dolecka
"Kilometrowa kolejka, zero odstępu, nikt nic nie wie - czeski film" - relacjonuje córka pana Jana, seniora, który dziś przyjął drugą dawkę szczepionki przeciw COVID-19. Jest mocno zdenerwowana, bo tata ma poważne problemy z układem krążenia, a nawet nie miał gdzie usiąść.

Pan Jan jest jednym z bohaterów naszych relacji z przebiegu szczepień przeciw COVID-19. Towarzyszymy osobom, którym rzeczywiście udało się już zaszczepić. Jesteśmy z nimi od zapisu po drugą dawkę. Problemy pana Jana pojawiły się już na etapie zapisu, gdy nie było jasne czy 79-latek należy do grupy 80+ czy 70+ (wszystko na ten temat). Potem nie było lżej - brak terminów, przeniesienie do innego punktu, wreszcie sukces - pierwsza dawka Pfizera przyjęta w marcu, w punkcie szczepień na Stadionie Narodowym.

Według pani Beaty, córki pana Jana, pierwsze szczepienie przebiegło bez zakłóceń, bardzo sprawnie, dlatego dzisiejszy poranek - nadszedł czas na drugą dawkę - okazał się bardzo niemiłą niespodzianką.

"Świetna okazja, żeby się zakazić"

Przeżyłam szok. Tłoczący się ludzie, stale rosnąca kolejka, zamieszanie. Gdzie się podział ten porządek sprzed zaledwie trzech tygodni? Aż dziwne, że nikt nie zasłabł. Gdy wołali osoby z numerkami od 31 do 35, my mieliśmy 101. Nawet nie było gdzie usiąść

- denerwuje się pani Beata. I przyznaje, że jest szczęśliwa, że "to trwało tylko godzinę". Chociaż i tak było dość czasu, żeby się zakazić w takich okolicznościach:

Tak, przypomniałam sobie, że to stadion i tłumy tutaj to norma. Dobrze, że tata nie poczuł się gorzej.
Zobacz wideo

Dwa tysiące, a będzie dziesięć

Iwona Sołtys, rzeczniczka prasowa Tymczasowego Szpitala Narodowego, zapewnia, że dziś nie dzieje się nic nadzwyczajnego w punkcie szczepień, chociaż przyznaje, że takie "zakorkowania" zdarzają się i są w miarę możliwości rozładowywane.

Sytuacja jest szczególnie trudna rano, w poniedziałki. Na stadionie szczepi się dwa tysiące osób dziennie, a docelowo planowane jest nawet 10 tysięcy, czyli pięć razy tyle, co teraz. Jeśli naraz zjawia się kilkaset osób, które tłoczą się przy wejściu, trudno czasem nad sytuacją zapanować. Zwłaszcza, gdy są problemy z dostępem do szczepionek.

Ludzie przyjeżdżają dużo wcześniej niż trzeba. Chcą się zaszczepić jak najszybciej. Może boją się, że szczepionek zabraknie? Nawet trochę rozumiem te lęki. My też się często obawiamy czy ustalone dawki dotrą z Agencji Rezerw Materiałowych. Robimy, co możemy, żeby tłum rozrzedzić, ale to nie jest proste. Nie chcemy pogłębiać nerwowej atmosfery. Osoby odpowiedzialne za porządek różnie sobie z tym radzą

- dodaje Iwona Sołtys i przyznaje, że potrzebne są regularne rozmowy na ten temat z pracownikami, edukowanie pacjentów  i skuteczniejsze uświadamianie im, że na drugą dawkę powinni zgłosić się o tej samej godzinie, o której było pierwsze szczepienie, a nie "kiedy wygodniej".

Wszyscy niecierpliwie czekają na ładniejszą pogodę, bo wtedy część osób będzie mogła poczekać na zewnątrz, a także na koniec szczytu fali. Kiedy szpital jest zapełniony, trudno organizować sam punkt szczepień (jest teraz w innej części stadionu), ale też sam proces szczepień:

Tak, to jest inna rzeczywistość. Lekarze, którzy powinni być na dyżurach przy chorych, pracują przy szczepieniach. Nie możemy doczekać się chwili, gdy odciążą ich pielęgniarki. Na razie nie mogą, bo jeszcze nie mają odpowiednich uprawnień. Chociaż nie jestem przekonana, że pacjentom to się spodoba, że ankietować nie będą ich lekarze

- dodaje rzeczniczka.

Na samym szczepieniu już lepiej

Pani Beata przyznaje, że wąskie gardło jest przy wejściu, gdzie nikt nie sprawdza, kto na którą godzinę jest umówiony, czy w ogóle musi być w środku, nie ma praktycznie krzeseł (dosłownie kilka miejsc), a ludzi czeka najwięcej.

Gdy już załapaliśmy się do tej realnie szczepionej piątki (wywołali nasz numerek), przeszliśmy do innej części, a tam wszystko odbyło sprawnie. Można było usiąść, zachowując dystans. Zamiast dwustu osób na godzinę będą tam przyjmować tysiąc? Nie, nie wierzę! Dobrze, że tata ma to już za sobą

- dodaje pani Beata.

Tymczasem, jak informuje wydział prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji:

"W środę (24 marca br.) w szpitalu tymczasowym na PGE Narodowym odbyła się inauguracja procesu szczepień służb mundurowych. Funkcjonariusze reprezentujący Policję, Państwową Straż Pożarną, Służbę Ochrony Państwa, Straż Graniczną oraz Służbę Więzienną przyjęli pierwsze dawki szczepionek. Wśród nich byli również komendanci poszczególnych służb podległych MSWiA oraz zastępca dyrektora generalnego Służby Więziennej." W ciągu pierwszych pięciu dni zaszczepiło się już 16 tys. funkcjonariuszy służb mundurowych w 133 udostępnionych punktach.