Przyłbice do śmieci, szaliki na szyje? Najwyższy czas skończyć z fikcją w zasłanianiu ust i nosa

Władze coraz śmielej zapowiadają zmiany w zasadach zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa SARS-CoV-2. Wszystko wskazuje na to, że wolną amerykankę w sposobie zasłaniania ust i nosa zastąpi obowiązek noszenia maseczek. Jakich? Rodzaj ma znaczenie, ale podobno przymusu w wyborze nie będzie.

"Zasłanianie ust i nosa nie ma sensu". "Lepsze cokolwiek niż nic". Pamiętacie? Zalecenia w kwestii stosowania masek zmieniały się diametralnie w czasie pandemii COVID-19. Ci sami eksperci jednego dnia wyśmiewali sensowność takiego zabezpieczenia, by już następnego uczyć, jak uszyć dobrą maskę.

Nie popisały się wówczas organizacje międzynarodowe. Światowa Organizacja Zdrowia początkowo nie zalecała masek, z czasem tłumacząc się, że w ten sposób chciała chronić najbardziej narażonych na zakażenie i uniknąć wykupienia sprzętu opatrunkowego, potrzebnego medykom. Skołowani obywatele świata (poza mieszkańcami Azji, od lat świadomymi skuteczności tych rozwiązań) początkowo gubili się w zaleceniach. Dość szybko jednak ruszyła domowa produkcja masek. Nauczyliśmy się je nosić, prać, utylizować i przede wszystkim tolerować na własnych twarzach.

Aż trudno uwierzyć, że w sumie tak niewiele czasu minęło od tej publikacji:

To już historia

Od ponad 10 miesięcy w Polsce zasłanianie ust i nosa jest obowiązkowe. Czasowo zmieniała się jedynie przestrzeń, w której trzeba to robić. Wystarczy rozejrzeć się po ulicy, by zobaczyć, w jak skrajnie różnym kierunku poszło stosowanie się do tego zalecenia.

Z jednej strony przybywa osób w maseczkach chirurgicznych, jednorazowych, a nawet w maskach profesjonalnych z filtrami FFP2/FFP3, nazywanych powszechnie dziobami. Z drugiej: codziennością okazują się "sposobem na pandemię" niedoprane strzępy materiału na brodzie, odsłonięte nosy, usta zasłaniane chustką czy szalikiem...  Nie mija moda na przyłbice i półprzyłbice, chociaż wiadomo, że ich znaczenie w zapobieganiu zakażeniom jest znikome. Przyłbice mogą jedynie być pomocne tym, którzy są wyjątkowo narażeni na kontakt z koronawirusem i w efekcie na dość rzadkie (ale możliwe) zakażenie przez oczy. Mają jednak sens tylko w połączeniu z maską:

embed

Zaopatrzenie w maski przestało być wyzwaniem. Nie musisz ich szyć samodzielnie. Rynek się dopasował, rozwinął, wyspecjalizował, a maseczki uratowały wiele osób przed bankructwem. Już nie trzeba wydawać na zakupy ogromnych pieniędzy, nieadekwatnych do jakości produktu. Maski chirurgiczne dla każdego są dostępne w aptekach i rzadko zdarza się, żeby ich akurat brakowało. Maseczkę z materiału bez problemu kupisz niemal w każdej drogerii czy spożywczaku na osiedlu. Jest wybór, więc może mieć fajny wzór, możesz dopasować ją do reszty odzieży, a nawet wyrazić poglądy (w wielu punktach kupisz maskę z błyskawicą czy informacją, że nie popierasz noszenia masek).

W internecie dostępne są maski profesjonalne, z filtrami zatrzymującymi wyraźnie ponad 90 proc. kropli oddechowych (np. N95, N99, inne obowiązujące oznaczenia takich masek to FFP2/FFP3, jak w tabelce). Zwykle sprzedawcy gwarantują dostawę w kilka dni. Przy większych zakupach cena nie odbiega za bardzo od tej za maski materiałowe i chirurgiczne (kilka złotych za sztukę). Co ważniejsze - takie maski można wielokrotnie skutecznie sterylizować w domowej mikrofalówce (wszystko na ten temat).

Koniecznie profesjonalna?

To ma znaczenie, jaką maskę nosisz i niewątpliwie te typu FFP2/FFP3 są teoretycznie najlepsze, ale o skuteczności zabezpieczenia nie decyduje tylko rodzaj maski. Chociaż dziś nie ma już potrzeby ograniczania dostępu do masek chirurgicznych i z filtrami dla osób szczególnie narażonych na kontakt z COVID-19, bezwzględny nakaz ich noszenia mógłby przynieść więcej szkód niż pożytku.

Lepiej działa brudna maska chirurgiczna czy trzywarstwowa własnej produkcji, ale świeża, wyprana w 60 st. C.? Dwie domowe niż przepocona FFP3 lub FFP2, wyprana w pralce? Trudno powiedzieć. Robiono badania, z których wynika, że maska domowej roboty może być równie skuteczna, jak taka chirurgiczna, ale pod warunkiem, że jest trójwarstwowa, a każda z warstw wykonana z materiału o innej przepustowości, fakturze (więcej na ten temat). Co ciekawe: profesjonalne maski z filtrami, które mają zawór, z punktu widzenia szerzenia się pandemii, są niemal bezwartościowe. Owszem, chronią osobę, która je nosi, przed zakażeniem, ale gdy to ona jest chora, skutecznie zakaża otoczenie (więcej na ten temat).

Wiemy z pewnością tylko tyle, że na ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusów oddechowych wpływa przede wszystkim dystans społeczny, częste mycie rąk i konsekwentne noszenie maseczek. Przymuszanie społeczeństw, zmęczonych przedłużającymi się restrykcjami, do konkretnych zachowań może wywołać odwrotny skutek i odebrać to, do czego się już przyzwyczailiśmy.

Według badań uznanych przez WHO i CDC (Centers for Disease Control and Prevention, czyli Centra Kontroli i Prewencji Chorób) za wiarygodne (w tym analiza statystyk zgonów w 194 krajach), powszechne zasłanianie twarzy może obniżyć śmiertelność z powodu COVID-19. Spadek zachorowań o kilkanaście procent obserwuje się zwykle dość szybko (więcej na ten temat). W skali kraju i wreszcie świata to oznacza tysiące istnień ludzkich.

Jaki dystans społeczny jest optymalny? To zależy od pory roku

Od pewnego czasu naukowcy i lekarze zwracają uwagę, że moglibyśmy osiągnąć lepsze wyniki w walce z pandemią, przerzucając się na profesjonalne maski. Jak to jednak miałoby wyglądać od strony prawnej? Bezwzględny nakaz zakupów określonego produktu budzi wątpliwości. Co z najbiedniejszymi? System refundacji czy tylko represji? Nawet jeśli temat jest do rozważenia, to na pewno nie do pochopnych działań.

Wprawdzie Czesi zapowiadają wprowadzenie obowiązkowych masek FFP2 lub noszenia co najmniej dwóch masek chirurgicznych równocześnie (zgodnie z wynikami badań CDC, wskazujących, że to znacznie zwiększa ochronę przed COVID-19), ale niewiele wskazuje, by inne kraje miały pójść ich śladem. USA, Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, czyli kraje, w których od dłuższego czasu toczy się dyskusja na temat optymalnych masek do codziennego użytku, rozważają co najwyżej zalecenia, a nie bezwzględny obowiązek.

Mutacje zachęcają

Dlaczego tak gorąco w temacie masek zrobiło się akurat teraz? Przyczyny są dwie: nadwątlenie wiary w szybkie uzyskanie odporności stadnej i pojawiające się mutacje koronawirusa.

Szczepionek brakuje niemal na całym świecie. Odporność populacyjna przestaje być celem, który już widać za zakrętem. Coraz głośniej mówi się o tym, że szczepienie przeciw COVID-19 nie ochroni ludzkości przed szerzeniem się pandemii (więcej na ten temat), a jedynie da nam więcej czasu na znalezienie skutecznego leku i pomoże chronić najsłabszych przed ciężkim przebiegiem choroby oraz zgonem.

Skala potrzeb jest jednak nieporównywalnie większa niż możliwości produkcyjne rynku farmaceutycznego. Chociaż nie tracimy nadziei, że to akurat się zmieni, do tego momentu trzeba jakoś dotrwać. Skuteczniejsze maski, jak wszystko, co pomaga, mają sens, zwłaszcza, że nie rujnują nas ekonomicznie i społecznie, jak np. lockdown. Nie potwierdziły się też obawy antymaseczkowców, że to zaszkodzi naszemu zdrowiu. Większość do masek przywykła i doskonale je toleruje.

Niestety, większym problemem są mutacje. Nie dość, że kolejne warianty koronawirusa mogą poradzić sobie z omijaniem przeciwciał po szczepieniu, to jeszcze okazują się bardziej zaraźliwe i być może bardziej śmiertelne (więcej na ten temat).

Na czym polega taka zwiększona zaraźliwość w praktyce? Mniejsza dawka wirusa jest w stanie zaatakować nasz organizm i po krótszym kontakcie zakażamy się. Zatem - stosowane do tej pory zabezpieczenia mogą nie wystarczyć. Skuteczniejsze maski okazują się coraz bardziej potrzebne.

Naukowcy i producenci szczepionek zapewniają, że na ich ewentualne nowe wersje, radzące sobie z mutacjami, nie będziemy w razie konieczności długo czekać. Zapowiadają nawet możliwe modyfikacje w ciągu kilku tygodni (więcej na ten temat). Pozostaje jednak jeszcze proces rejestracji, dystrybucji, organizacji ponownych szczepień. Walka z pandemią i tak może przedłużyć się o wiele miesięcy.

Zobacz wideo

Maseczki a sprawa polska

W Polsce temat masek z filtrem i ewentualny zakaz noszenia takich domowej roboty rozgrzał prof. Andrzej Horban, przewodniczący Rady Medycznej przy premierze Morawieckim, który już w ubiegłym tygodniu zapowiadał nowe rozporządzenie w tej sprawie (więcej na ten temat). Wprawdzie minister zdrowia Adam Niedzieski szybko zdementował jego słowa, nie wykluczył jednak zmian w przepisach. Nieoficjalnie mówi się, że nastąpi to lada dzień. Według słów ministra należy się jednak spodziewać zakazu stosowania przyłbic i zamienników masek (chust, szalików). Co do ich rodzaju - planowane są raczej zalecenia na miękko niż bezwarunkowe wskazówki. Oby tak było, bo rządowe regulacje związane z maseczkami mogłyby obudzić niedobre wspomnienia rodaków, związane z zakupami poprzedniego ministra.