Szczepionki nie zawierają płodów ludzkich, ale fake news w tym temacie krążą od kilku lat

Papież Franciszek przeszedł już szczepienie przeciw COVID-19. Episkopat w Polsce "pozwolił" katolikom na szczepienie. Etycy i eksperci wielokrotnie wyjaśniali, że nikt nie prowadzi żadnych wątpliwych moralnie praktyk podczas produkcji szczepionek. To o co chodzi? Skąd się wzięła ta szkodliwa bajka?

To nie jest całkiem nowa bzdura. Według Stowarzyszenia Demagog*, organizacji zwalczającej fake news, w Polsce temat "płodów w szczepionkach" zaczął krążyć już w 2015 roku, chociaż raczej nie zdobywał wówczas dużego zainteresowania. Pojawił się początkowo na fejkowej stronie Prawda.xlx.pl, potem na kilku blogach. Wszystkie doniesienia powstały w oparciu o "raport" organizacji anti-choice Life Dynamics z Teksasu. W rzeczywistości amerykańskie źródło to głównie relacja jednego człowieka, Deana Alberty’ego, a nie badania naukowe czy poważne śledztwo. Alberty miał "obserwować praktyki w klinikach aborcyjnych" i na tej podstawie wyciągnąć wnioski. Bardzo daleko idące wnioski.

Krem dla kanibala?

"Krwawy biznes" to tytuł pierwszego "artykułu" sprzed sześciu lat, sugerującego, że jest jakieś lobby, które ma interes w przeprowadzaniu wielu aborcji na świecie, bo zdobywane w ten sposób płody wykorzystywane są w przemyśle. Wielokrotnie kopiowany, nieznacznie modyfikowany tekst "ujawnił", że ludzkie szczątki mają trafiać nie tylko do szczepionek, ale także innych środków leczniczych, kosmetyków, a nawet do jedzenia. Po lekturze można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z powszechnym kanibalizmem, a "na rynek wypuszczane są wciąż nowe produkty, które zawierają komórki ludzkiego ciała".

Mit o wykorzystywaniu martwych ludzkich płodów w przemyśle (jakimkolwiek) został skutecznie obalony. Jak narodził się ten chory pomysł? Dr hab. Ewa Augustynowicz z Zakładu Badania Surowic i Szczepionek w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego - PZH, która zajęła sie tematem kilka lat temu, podejrzewała, że to skutek niezrozumienia procesu produkcji kilku szczepionek, które powstały z wykorzystaniem tzw. dwóch linii komórkowych.

Przy tworzeniu preparatów przeciw różyczce, ospie wietrznej oraz WZW A, użyto komórek namnożonych już w warunkach laboratoryjnych. Te pierwsze rzeczywiście pochodziły z ludzkich komórek zarodkowych, pobranych z dwóch aborcji dokonanych jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku. Aborcje zostały przeprowadzone po wyroku sądu i ich celem podstawowym nie były żadne programy badawcze. Pozwoliły jednak na stworzenie linii szczepionek wykorzystywanych do dziś. Temat nie budzi u zdecydowanej większości ekspertów wątpliwości natury etycznej. Nawet w oświadczeniu Papieskiej Akademii Życia wskazano, że ich stosowanie nie jest moralnie naganne. Zresztą Kościół katolicki kilkakrotnie wracał do tematu oficjalnie, jeszcze przed pandemią, dopuszczając stosowanie wszelkich szczepionek, także tych opartych na liniach komórkowych. Choćby w 2017 roku, gdy we Włoszech przybyło osób odmawiających szczepienia dzieci.

Żywieni teoriami spiskowymi

Co z produktami spożywczymi? Dość podobna sytuacja. Do badań laboratoryjnych nad aromatami w jednej amerykańskiej firmie wykorzystywano sztucznie namnożone komórki z nerki płodu poronionego w 1973 roku. Nigdy jednak nie trafiły one bezpośrednio do żywności. Już w 2012 roku Matthew Herper w prestiżowym "Forbesie" tłumaczył, że jedynie w badaniach wykorzystuje się namnożone komórki z tych sprzed kilkudziesięciu lat, ale nikt ich nie zjada. Podkreślił też, że do podtrzymania komórek uzyskanych w 1973 r. nie są wykorzystywane żadne nowe komórki płodowe, nie dochodzi także do nowych, celowych aborcji.

Niestety, nie przemawia to do osób, które powielają informacje o płodach w szczepionkach. Inna rzecz, że na blogach i stronach, na których pojawiają się takie doniesienia, trudno o cokolwiek wiarygodnego. Zazwyczaj są też treści antysemickie, różne teorie spiskowe, ostatnio chociażby sugerujące, że COVID-19 nie istnieje.

Co z tym covidem?

Temat "płodów w szczepionkach" wrócił przy okazji szczepień przeciw COVID-19. Awantura w Polsce dotyczy preparatu AstraZeneca. Trudno powiedzieć, dlaczego dostało się akurat temu producentowi. Amerykańska fundacja My Catholic Doctor, która przeprowadziła analizę pięciu szczepionek przeciw COVID-19 pod względem etyczności, wskazuje, że cztery najpopularniejsze szczepionki, w tym od firm Pfizer, Moderna, AstraZeneca i J&J, korzystają pośrednio z ludzkich linii komórkowych. Piąta, tworzona przez firmy Sanofi i GlaxoSmithKline, nie korzysta z linii komórkowych pochodzących z aborcji i nie ma pośredniego związku z aborcją. Gdyby to ta analiza miała być źródłem nagonki, powinno dostać się wszystkim szczepionkom aktualnie dostępnym na polskim rynku.

Według analizy Demagoga, tym razem zaczęło się od jednej internautki, która rozpowszechniła nieprawdziwe informacje na temat szczepionek przeciw COVID-19. W wystąpieniu na Facebooku obwieściła, że firma AstraZeneca umieściła tkanki abortowanych płodów w składzie swoich szczepionek.

Wielu internautów uwierzyło w tę informację na temat składu szczepionki: "Kto przy zdrowych zmysłach da się tym zaszczepić?", "Zaostrzają przepisy aborcyjne, ale będą nam przymusem pompować syf z płodów?!" - pisali użytkownicy Facebooka. Większość jednak podeszła sceptycznie do tych rewelacji.

W rzeczywistości tym razem linia komórkowa z 14-tygodniowego płodu, została wykorzystana przez zespół badaczy z Uniwersytetu Bristolskiego. Jej celem była analiza poziomu skuteczności szczepionki od AstraZeneca przed rozpoczęciem badań na ludziach.

Nikt nie robił z tego tajemnicy, wyniki badań oficjalnie opublikowano, bo wykorzystane szczepy komórkowe to jednak nie to samo co "tkanki płodów". Komórki znowu namnażano w laboratorium, nikt nie robił nowych pobrań. Agencja Reuters ustaliła, że te pierwotne były z 1973 roku. Zresztą finalny produkt zostaje oczyszczony także z namnażanych komórek, co potwierdził Gary McLean, profesor immunologii molekularnej na Metropolitan University w Londynie.

Zobacz wideo

Po co wzbudzać te wątpliwości?

Każdego dnia na całym świecie w badaniach i leczeniu wykorzystuje się ludzki materiał biologiczny. Od żywych pobiera się choćby krew, od zmarłych narządy. Zmarłymi dawcami bywają też dzieci i niemowlęta. To nie budzi prawnych i etycznych wątpliwości. Nakręcana spirala emocji w kwestii pobranych legalnie komórek płodów ludzkich nie jest do końca zrozumiała.

Po co producentom to ciągłe mierzenie się z przeciwnikami szczepień? Dlaczego w badaniach nad częścią szczepionek w ogóle wykorzystuje się szczepy komórek pochodzących z płodów? Eksperci tłumaczą to od lat (w sieci można znaleźć choćby odpowiedź naszego Ministerstwa Zdrowia na interpelację poselską w tej sprawie już z 2012 roku). Chodzi przede wszystkim o zdrowie i bezpieczeństwo osób szczepionych. Zwierzęce linie komórkowe mogą wiązać się z ryzykiem wprowadzenia innych wirusów do szczepionki lub wystąpieniem reakcji alergicznych na białka zwierzęce. Natomiast zastosowanie komórek dorosłych ludzi wiązałoby się z ryzykiem pozyskania linii zmutowanej, co potencjalnie naraziłoby preparat na wprowadzenie genu nowotworowego.

Ta wiedza właściwie powinna zamykać temat. Nie zamyka i pewnie szybko nie zamknie. Z drugiej strony - w Polsce wciąż więcej osób chce się zaszczepić przeciw COVID-19 niż może to zrobić, ze względu na ograniczoną dostępność szczepionki. To z pewnością jest obecnie większy problem niż znalezienie sposobu na przekonanie do szczepień koronasceptyków i antyszczepionkowców.

* Stowarzyszenie Demagog jest pierwszą w Polsce organizacją fact-checkingową, czyli sprawdzającą prawdziwość informacji dostępnych w przestrzeni publicznej. Koncentruje się na poprawie jakości debaty publicznej i weryfikacji wypowiedzi oraz obietnic wyborczych polityków. Od maja 2019 roku należy do Międzynarodowej Sieci Fact-Checkingowej (IFCN), co zobowiązuje do przestrzegania zasad: bezstronności i sprawiedliwości (sprawdzanie faktów w taki sam sposób oraz niezajmowanie stanowisk politycznych w kwestiach, które są sprawdzane), przejrzystości źródeł (udostępnia źródła, z których korzysta, aby każdy zainteresowany mógł samodzielnie je sprawdzić), przejrzystości finansowania i organizacji oraz polityki otwartych i uczciwych korekt (w razie pomyłki uczciwe aktualizowanie fact-checku).