Kiedy masz szans si zaszczepi? To wielka niewiadoma, ale sprbujmy stworzy optymistyczny harmonogram szczepie Polakw

Chcemy si szczepi. Chcemy pokona epidemi. Chcemy gra do jednej bramki, gdy celem jest powrt do normalnoci. Zaley nam jednak na uzyskaniu podstawowych informacji. Kiedy konkretny obywatel ma szans na szczepienie? Wedug biura prasowego Ministerstwa Zdrowia o tym miaa by rodowa konferencja ministra Michaa Dworczyka. Niestety, niewiele si z niej dowiedzielimy. Musimy wic nadal prognozowa po omacku, opierajc si na szcztkowych danych.

Tym tematem żyje Polska. Obecnie ponad 60 proc. rodaków deklaruje (w niektórych badaniach nawet 65 proc.), że planuje poddać się szczepieniu przeciw COVID-19. Wiele osób chciałoby, choćby w przybliżeniu, ustalić, kiedy realnie będzie to możliwe. Zrozumiałe, że trudno dziś podać precyzyjną datę każdemu zainteresowanemu. Jest jednak różnica, czy może się to wydarzyć latem, jesienią czy na początku przyszłego roku lub później. Taka wiedza jest potrzebna nie tylko osobom starszym czy z grup ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19. Firmy turystyczne czy organizatorzy imprez kulturalnych już kuszą ofertami dla zaszczepionych. Przedsiębiorcy, planując budżety, powinni orientować się, od kiedy jest szansa na bezpieczne funkcjonowanie ich pracowników i klientów. Chcemy podróżować, spotykać się ze znajomymi, wrócić na uczelnie, zjeść lunch w firmowej knajpce, pójść z dziećmi na basen. I jesteśmy gotowi cierpliwie czekać na ten dobry czas, ale mogąc, chociaż w przybliżeniu, go określić. Niestety, oficjalnie wiemy mniej niż niewiele.

Kalkulatory i czarne scenariusze

W sieci zaroiło się od kalkulatorów, które mają odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie: Kiedy będę mógł się zaszczepić? Ich wartość jest mocno ograniczona. Jedne nie uwzględniają polskich aktualnych kryteriów decydujących o kolejności szczepie (tych zresztą brakuje), inne już zasadniczo tak, ale zakładają szczepienie 850 tysięcy Polaków tygodniowo, czyli tyle, ile początkowo deklarowali przedstawiciele władz. Tymczasem ostatnio mówili już o 250 tysiącach (po 50 tysięcy dziennie, bez weekendów). 13 stycznia minister Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu do spraw Narodowego Programu Szczepień przeciw COVID-19, zapowiedział, że przynajmniej w pierwszym kwartale tygodniowo każdy punkt otrzyma zaledwie 30 dawek szczepionki. Punktów jest ok. sześciu tysięcy, więc zakładając nawet, że żadna dawka się nie zmarnuje, możliwe jest szczepienie 180 tysięcy osób tygodniowo. Gdyby to obecne tempo miało się utrzymać, wszystkich dorosłych Polaków szczepilibyśmy nawet kilkanaście lat. Ze szczegółowej analizy Danuty Pawłowskiej opublikowanej w serwisie Wyborcza.pl wynika, że wyszczepienie na poziomie odporności populacyjnej (zakładając, że wcześniej nie wyniszczy nas sam koronawirus) osiągniemy za siedem lat:

Równie pesymistyczne wnioski płyną ze strony epidemiologów, wirusologów, analityków...

Tymczasem 12 stycznia na konferencji prasowej minister Adam Niedzielski przekonywał, że:

Realnym jest scenariusz, żebyśmy do końca wakacji zaszczepili większość osób chętnych i tym samym uzyskali pewną odporność populacyjną, taki jest nasz cel.

Do ministra zdrowia dotarły głosy z różnych środowisk i publikacji, że w Polsce odporność populacyjna zostanie osiągnięta dopiero za dwa lata. Ocenił, że taka opinia jest jakimś "pesymistycznym i tendencyjnym wręcz" szacunkiem. Na jakiej podstawie? Tego już nie powiedział. Niewiele zresztą chciał w temacie dat mówić. Te dane miały pojawić się kolejnego dnia.

Chcemy być optymistami!

Rządowego kalkulatora nie ma. Nie ma też przejrzystego harmonogramu. Na oficjalnej stronie rządowej pod obiecującym tytułem "Od kiedy mogę się zaszczepić?" z pewnością nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Chyba że mamy co najmniej 70 lat lub należymy do grupy zero. Szczepienia medyków trwają od 27 grudnia i powinny się zakończyć przed 25 stycznia. Wtedy ruszają szczepienia seniorów (od najstarszych, dlatego rejestracja osób powyżej 80 lat zacznie się 15 stycznia, osób z przedziału wiekowego 70-80 lat - tydzień później). W kwestii dat i konkretów - to by było na tyle. Na stronie znajdziemy wprawdzie także informacje, kto, w którym etapie może się szczepić (etapy są trzy - patrz nasza grafika), ale już bez określenia choćby kwartału czy nawet roku. Sama przynależność do etapów też może zresztą budzić wątpliwości, bo pojawia się sporo pojęć nieostrych typu: osoby "w trakcie diagnostyki" czy "narażone na zakażenie ze względu na częste kontakty społeczne". To pozwala przecież na dość swobodną interpretację.

Aktualnie osoby zakwalifikowane do poszczególnych etapów nie są podzielone na grupy, więc trudno powiedzieć, czy pacjenci z chorobami współistniejącymi będą szczepieni przed pracownikami handlu, a nauczyciele równo z osobami między 60. a 70. rokiem życia. Po doświadczeniach z planem dla osób 70+ można zakładać, że jakiś podział zostanie dokonany. Trudno jednak rozszyfrować, dlaczego wciąż go nie ma lub nie została o tym poinformowana opinia społeczna.

Minister wiedział, nic nie powiedział?

Wydawałoby się, że najlepszym źródłem danych do przedstawienia realnego harmonogramu będzie Ministerstwo Zdrowia, rząd. Niestety, informacje udzielane w tym zakresie są szczątkowe.

W poniedziałek (11 stycznia) wysłaliśmy szereg pytań do biura prasowego Ministerstwa Zdrowia o realne terminy szczepień, sposób kwalifikowania do poszczególnych etapów, podział w nich na grupy etc. We wtorek podczas konferencji ministra Adama Niedzielskiego dziennikarze usiłowali uzyskać podobne informacje. Niestety, w związku z głównym tematem konferencji (odszkodowania za ewentualne niepożądane odczyny poszczepienne), w innych kwestiach zalecono kontakt mailowy. Ponieważ mieliśmy go już za sobą, 13 stycznia rano poprosiliśmy ponownie o odpowiedź. Biuro prasowe poinformowało nas telefonicznie, że za harmonogram odpowiada minister Michał Dworczyk i szczegółowe informacje przekaże na popołudniowej konferencji. Miała dać odpowiedzi na zadane pytania. Czekaliśmy na nią więc z utęsknieniem, a tymczasem minister niewiele miał do powiedzenia.

Pełnomocnik rządu poinformował, kiedy i jak mają zapisywać się na szczepienie osoby po 70. roku życia. Potwierdził, że ich szczepienia ruszą 25 stycznia (co nie jest nowością). Co z całą resztą chętnych do zaszczepienia? Od 15 stycznia wszystkie osoby od 18. do 70. roku życia będą mogły zgłosić swoją gotowość do zaszczepienia się. Nie jest to jednak równoznaczne z rejestracją na konkretny termin.

Relacja z konferencji ministra Michała Dworczyka

Można więc wypełnić formularz. Po co? Zapewne, żeby rząd mógł oszacować, ilu jest chętnych do szczepienia. Być może na tej podstawie powstanie jakiś harmonogram. Późno, ale może jednak dowiemy się wkrótce, kiedy będzie szansa na szczepienie?

Argumenty na tak

W ogóle nie bierzemy pod uwagę tych, niestety dobrze udokumentowanych, scenariuszy o szczepieniach ciągnących się latami. To nie miałoby najmniejszego sensu. Można sobie darować, nie wyrzucać pieniędzy, nie angażować w to ludzi. Nie myślimy teraz o ewentualnych mutacjach wirusa, utracie odporności przez ozdrowieńców. Zakładamy, że w tym roku cały proces uda się przeprowadzić, ewentualnie zakończymy go na początku przyszłego roku. To wciąż jest możliwe. Wystarczy, że od wiosny zaczniemy szczepić ok. dwóch milionów osób miesięcznie. Takie, wcale nie zakrawające o szaleństwo, założenia przyjęliśmy. To i tak pozwala jedynie mieć nadzieję, że dopiero wiosna 2022 będzie "nasza", wolna od pandemii.

Według deklaracji rządzących Polska ma zakontraktowane 60 milionów dawek szczepionek do końca roku, więc teoretycznie będzie mógł się zaszczepić każdy dorosły Polak.

  • Jesteśmy częścią UE, a to daje uzasadnione podstawy, że te szczepionki rzeczywiście do nas dotrą.
  • Maksymalna deklarowana przepustowość punktów szczepień (850 tysięcy tygodniowo) dziś jest już traktowana z przymrużeniem oka, jednak przy totalnej mobilizacji na pewno można znacznie wyjść powyżej już osiąganych 50 tysięcy dziennie. Wszyscy chcemy to zakończyć. Ze strony przedstawicieli opieki zdrowotnej nie brakuje sygnałów, że są gotowi szczepić także w weekendy, po godzinach i te deklaracje nie dotyczą tylko szczepień grupy "zero".
  • Z każdym dniem proces powinien przebiegać sprawniej, bo zwyczajnie nabieramy doświadczenia. Potrzebna jest jednak pewna elastyczność, zdroworozsądkowe podejście. Nie może być przestojów, piętrzenia przeszkód. Jeśli nie ma chętnych w szczepionej aktualnie grupie, musi być możliwość szczepienia kolejnych oczekujących. To tylko pozornie jest oczywiste. Od szóstego stycznia zakazano takich praktyk, co grozi choćby marnowaniem rozmrożonych dawek.
  • Bez wzajemnego zaufania, zaangażowania i upraszczania procesu ze wszystkich stron nie zajedziemy daleko. Jeśli skończą się oficjalne rady rządzących, by na dodatkowe 30 dawek szukać chętnych z właściwej grupy w całym powiecie, zamiast zaszczepić rodziny personelu (przypadek ze szpitala w Hajnówce), jest szansa na powodzenie. Dziś, zamiast narażać się na podejrzenia o "kolesiostwo", osobom zajmującym się szczepieniami bardziej "opłaca się" szczepionki wyrzucać.
embed

Jesteśmy świadomi niedoskonałości tej symulacji. Wierzymy, że z każdym dniem będzie można ją korygować na podstawie wiarygodnych danych. To raczej taki plan przypominający, w jak sztywnych ryzach trzeba się trzymać, żeby w ogóle program szczepień miał sens.

Z tym trzeba się liczyć

Jeśli trzecia fala pandemii uderzy w nas z zapowiadaną potężną siłą, cały proces może się skomplikować. Medycy będą musieli zająć się chorymi, a osoby zakwalifikowane do szczepienia nie będą się na nie zgłaszać, już chorując. Mogą opóźnić się dostawy szczepionek, mogą być problemy z ich dystrybucją. Niewykluczone są też komplikacje związane z rejestracją, kwalifikacją chorych, generalnie logistyką. Można mnożyć powody, dla których to miałoby się nie udać. Nikt nie ma w tym interesu. Trzeba cieszyć się faktem, że coraz więcej Polaków chce się zaszczepić. Wkrótce może być normalnie i tego się trzymajmy.

Nie tracimy nadziei, że lada chwila rządzący przedstawią wiarygodny harmonogram, uwzględniający wszystkie grupy obywateli. Z przyjemnością go opublikujemy.

Zobacz wideo