Koronawirus. WHO konsekwentnie nie zaleca - ciąg dalszy awantury o remdesivir

Dziś Światowa Organizacja Zdrowia podtrzymała swoje stanowisko w sprawie remdesiviru. WHO nie zaleca jego stosowania u hospitalizowanych pacjentów, niezależnie od przebiegu choroby. Rekomendacja - dalsze badania, bo brak dowodów skuteczności. To stanowisko musi zastanawiać.

Awantura o remdesivir trwa już od wielu tygodni. O skuteczności tego preparatu, pierwotnie wskazywanego jako lek dla zakażonych wirusem ebola, specjaliści donoszą niemal od początku pandemii. W zasadzie to obecnie jedyny środek, poza lekami osoczopochodnymi, z którym wiązane są ogromne nadzieje na ocalenie tysięcy pacjentów. Światowa Organizacja Zdrowia kolejny raz podtrzymuje stanowisko i "warunkowo nie zaleca stosowania remdesiviru" w szpitalach. Powód? Nie ma dowodów na to, że remdesivir zwiększa szanse na przeżycie i poprawia jakiekolwiek inne parametry chorych (czytaj komunikat w oryginale).

Wszystko wskazywało na sukces...

Remdesivir jest jednym z czterech preparatów wybranych wiosną do dużego badania skuteczności przez Światową Organizację Zdrowia. Naukowcy od początku rozpatrywali możliwość leczenia przeciwwirusowego dostępnymi już środkami i początkowo w grze było kilkanaście substancji. Z czasem odpadały kolejne propozycje.

Wszystko na ten temat:

Aktualnie remdesivir przyjmują tysiące chorych na całym świecie. To ten lek uznaje się za źródło sukcesu Niemców, którzy przy stosunkowo dużej liczbie zakażeń zawsze mogli się chwalić niskim odsetkiem zgonów, a doświadczeniami dzielili się z krajami bardziej dotkniętymi przez pandemię w tym zakresie i w wielu krajach (choćby Francji, początkowo borykającej się z wyjątkowo wysoką śmiertelnością) z deklarowanym sukcesem przyjmowano ich standardy. O skuteczności preparatu donoszono co najmniej kilka razy w ciągu kilku miesięcy, na podstawie wyników badań klinicznych. Jednak to badanie WHO w ramach projektu Solidarity trial (projekt Solidarność) miało dać ostateczną odpowiedź.

COVID-19 to choroba u większości chorych przebiegająca bezobjawowo lub skąpoobjawowo i samoograniczająca się, więc wymaga nie tylko wiarygodnej metodologii badawczej, ale też dużej grupy badanych. W projekcie Solidarność uczestniczyło 11 tysięcy pacjentów z 400 szpitali w 30 krajach na całym świecie, m.in. w Argentynie, Peru, Indiach, Hiszpanii i Filipinach.

Zobacz wideo

Rozczarowanie?

Kiedy w połowie października WHO ogłosiło, że remdesivir nie wypadł zadowalająco w ich badaniach, swój sprzeciw zgłosił nie tylko producent preparatu (więcej na ten temat), ale też wielu naukowców i lekarzy na co dzień wykorzystujących lek, także Polacy:

Skąd wątpliwości? Zastrzeżenia dotyczą nie tylko metodologii badawczej, ale nawet interpretacji wyników. Według wielu lekarzy z badań WHO wcale nie wynika, że lek nie pomaga.

Lek może być pomocny na wcześniejszych etapach choroby, blokując namnażającego się koronawirusa, zanim dojdzie do tzw. "burzy cytokin", czyli nadmiernej reakcji zapalnej organizmu - donosił choćby dr Taison Belle z Uniwersytetu Wirginii, lekarz intensywnej opieki medycznej na łamach "New York Timesa".

Co ciekawe - już po decyzji WHO - Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła remdesivir do stosowania u pacjentów wymagających hospitalizacji z powodu COVID-19. Amerykańskie badania kliniczne wykazały, że lek w znaczący sposób skraca czas hospitalizacji pacjentów.

Więcej na ten temat

Trudno zarzucać FDA stronniczość czy podatność na wpływy, bo dotąd, w przeciwieństwie do WHO, to raczej ona wykazywała się bezkompromisowością i niezależnością. Do opinii i zaleceń pandemicznych WHO regularnie pojawiają się zastrzeżenia (od sprawy niezalecania maseczek na początku pandemii począwszy).

Dlaczego teraz?

Dzisiejsze zalecenie WHO zostało opracowane przez międzynarodową grupę, w skład której wchodziło 28 ekspertów ds. opieki klinicznej i pacjenci, we współpracy z organizacją non-profit Magic Evidence Ecosystem Foundation (MAGIC), która zapewniła wsparcie metodyczne. Problem w tym, że wnioski oparto głównie na wynikach projektu Solidarność (i trzech mniejszych badań), do którego oponenci zgłaszają zastrzeżenia.

Pojawia się znowu sugestia, że potrzebne są dalsze badania. Pytanie, dlaczego wreszcie miałyby coś rozstrzygnąć, skoro po kolejnych wciąż mamy więcej wątpliwości niż wiedzy.

A u nas?

Ministerstwo Zdrowia poinformowało na Twitterze, że w listopadzie i grudniu polskie szpitale mają dostać 96 tysięcy opakowań remdesiviru, a już dziś do szpitali trafiła pierwsza transza - 22,5 tysiąca opakowań. I to jest wciąż dobra wiadomość. Remdesivir to lek drogi (koszt terapii jednego pacjenta to ok. 10 tysięcy złotych). Istnieje ryzyko, że podczas przepychanek i zamieszania wokół leku ucierpią chorzy, którym już nikt nie zapewni substancji o wątpliwej skuteczności.