Sześć powodów, dla których budowanie odporności zbiorowej bez szczepionki jest złym pomysłem

Pogoń za odpornością stadną bez szczepionki jest niebezpieczna. Pociąga za sobą ogromne ryzyko śmierci dla wielu osób. Są też wyraźne wskazówki, że dla COVID-19 osiągnięcie odporności stadnej metodą naturalną, bez szczepionki, jest po prostu niemożliwe.

Odporność stadna jest trudna do osiągnięcia. Zdobywa się ją na dwa sposoby, albo drogą naturalnych zakażeń, albo dzięki szczepieniom. W odporności stadnej (odporności zbiorowiskowej) chodzi o to, aby społeczność zyskała odporność na daną chorobę na takim poziomie, aby infekcja się już dalej nie rozprzestrzeniała. Innymi słowy, aby osób odpornych było na tyle dużo, że patogen nie ma już praktycznie kogo zarażać i infekcje ustają. Dzięki temu osoby, które z powodów zdrowotnych czy innych nie zdobyły odporności, też są chronione, bo nie mają się od kogo zarażać.

Idea budowania odporności stadnej poprzez naturalne infekcje pojawia się w dyskusjach od początku pandemii COVID-19. Wydaje się kusząca, oznacza bowiem, że nie ma blokad i innych form ograniczania życia społecznego, a życie toczy się normalnie mimo pandemii. Zdobywanie odporności stadnej bez szczepionki jest jednak niezwykle kontrowersyjne. Wśród większości epidemiologów panuje co do tego zgoda, że obecnie nie da się osiągnąć odporności stadnej bez skutecznej szczepionki.

W Stanach Zjednoczonych dyskutuje się na ten temat od miesięcy. Powstał nawet dokument pod nazwą The Great Barrington Declaration, którego autorzy postulują zniesienie ograniczeń i zachęcają młodych ludzi do zakażania się, aby przyspieszyć proces nabywania odporności stadnej. W dodatku ten pomysł zyskał poparcie Białego Domu. Jeden z autorów tej deklaracji, Jay Bhattacharya uważa, że u osób poniżej 50-60 roku życia koszty psychiczne i fizyczne blokady są większe, niż koszty przechorowania COVID-19.

Do dyskusji włączył się wybitny epidemiolog Marc Lipsitch z Harvardu, który tłumaczy, dlaczego takie podejście do budowania odporności stadnej jest niebezpieczne.

Sześć powodów, dla których odporność stadna bez szczepionki nie działa

Po pierwsze, zarażanie młodych ludzi koronawirusem nie jest dobrym pomysłem i zgadzają się z tym wszyscy poważni eksperci ds. zdrowia. Ponadto zakażenie tylko młodych ludzi, bez narażania innych grup, jest praktycznie prawie niemożliwe - mówi Marc Lipsitch. Nawet Szwecja wycofała się ze swojego stanowiska w sprawie budowania odporności stadnej i wprowadziła szereg ograniczeń po tym, jak w ich kraju zaczęli umierać na COVID-19 pensjonariusze domów opieki.

Drugi powód, dla którego celowe narażanie ludzi na infekcję jest niebezpieczne, to fakt, że przechorowanie COVID-19 niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, których nawet w pełni jeszcze nie znamy. Prawdopodobnie konsekwencje zakażenia się COVID-19 będą odczuwane jeszcze przez wiele długich lat. Ponadto tak naprawdę nie wiadomo, kogo chronić przed zakażeniem, a kto jest "bezpieczny". COVID-19 nie tylko zabija ludzi, ale ma niszczycielski długoterminowy wpływ na zdrowie, o czym świadczy zjawisko tzw. "długiego covidu". Osoby, które przeszły zakażenia cierpią miesiącami na takie skutki uboczne, jak tzw. mgła mózgowa, szum w uszach, utrata węchu, wypadanie włosów, opuchlizna palców u nóg, łuszcząca się skóra, wysypki - wylicza prof. Lipsitch.

- Prawie połowa (45,4 proc.) dorosłej populacji w USA jest zagrożona powikłaniami COVID-19, w tym śmiercią - z powodu chorób krążenia, cukrzycy, chorób układu oddechowego, nadciśnienia i raka - podaje Centers for Disease Control and Prevention (CDC, Centra Kontroli i Prewencji Chorób), powołując się na najnowsze badania.

"Ukierunkowana ochrona", którą postulują zwolennicy The Great Barrington Declaration, mówi o ochronie osób starszych jako najbardziej zagrożonych pandemią. - Ale tak naprawdę nie wiemy kogo i dlaczego koronawirus zabija - mówi Lipsitch. 

Argument za "ukierunkowaną ochroną" ignoruje rzeczywistość i to, czego dowiedzieliśmy się już o koronawirusie, że zabija on ludzi w każdym wieku, każdej rasy i płci

- przypomina profesor.

Nie wiemy, jak nasz organizm zareaguje na koronawirusa, dopóki się nie zakazimy. Umierają też dzieci i ludzie bardzo młodzi, nie wszyscy z chorobami podstawowymi i zaburzeniami odporności.

Zobacz wideo Wyszkowski: Pandemia pokazała, że nie jesteśmy niezniszczalni

Po czwarte: blokady ratują życie. Mimo oczywistych niekorzystnych skutków, takich jak utrata pracy, przerwy w edukacji, samotność, nasilenie się przemocy w rodzinie, nadużywanie alkoholu czy narkotyków i wielu innych, blokady jednak niewątpliwie uratowały dziesiątki tysięcy ludzi od śmierci.

Ponadto zyskujemy cenny czas na opracowanie szczepionki i skutecznych leków i metod leczenia.

Po piąte, pozbycie się koronawirusa jest możliwe i nie wymaga zabijania ludzi. - Zwolennicy naturalnej drogi do odporności stadnej zapominają, że nie jest tak, że albo mamy normalne życie, albo blokadę. Pomiędzy tymi skrajnościami jest jeszcze "szara strefa", czyli walka z wirusem.

- Ale to podejście albo-albo nie bierze pod uwagę, ile środków łagodzących, takich jak dystansowanie się, unikanie tłumów i nakłanianie wszystkich do noszenia masek, może naprawdę pomóc w spowolnieniu transmisji wirusa - przypomina ekspert.

I w końcu po szóste, naturalna odporność stadna prawdopodobnie nie zadziała w przypadku pandemii COVID-19, bez względu na to, jak bardzo się staramy. Przede wszystkim dlatego, że nasza odporność na wszelkie koronawirusy jest krótkotrwała (atakują nas też koronawirusy przeziębienia), maleje z czasem, a ponowne zakażenia są możliwe.

Są szacunki, że budowanie naturalnej odpornością stadnej może doprowadzić tylko w USA do 640 tys. dodatkowych zgonów z powodu COVID-19 do lutego 2023 r.

Debata z udziałem prof. Lipsitcha została zainicjowana przez czasopismo naukowe JAMA. Jej przebieg można prześledzić na Twitterze.

Źródła: ScienceAlert.com,Business Insider, CDC