Po przeziębieniu pozostają przeciwciała, które atakują też nowego koronawirusa. Najlepiej widać to u dzieci

Niektóre przeziębienia pozostawiają przeciwciała działające też przeciwko nowemu koronawirusowi. To może wyjaśniać, dlaczego dzieci zakażają się i chorują na COVID-19 znacznie rzadziej niż dorośli.

Naukowców z Instytutu Francisa Cricka w Londynie zafrapowało, dlaczego niektóre dzieci miały przeciwciało blokujące SARS-CoV-2, mimo iż z pewnością nie były wcześniej zakażone.

Dzieci często nękane przez przeziębienie mogą mieć w organizmie przeciwciała przeciwko kilku różnym koronawirusom. Około jedna piąta przypadków przeziębienia u dzieci wywoływana jest przez patogeny z rodziny koronawirusów (do tej pory zidentyfikowano cztery). Są to wirusy spokrewnione z SARS-CoV-2, ale na szczęście mniej niebezpieczne.

Przeziębienie pomaga dzieciom?

- Prawdopodobnie przeciwciała blokujące wirusy przeziębienia działają także na nowego koronawirusa - sugerują badacze z Instytutu Cricka. Jak zauważają, 5 procent dorosłych ma takie przeciwciała i aż 43 procent dzieci.

Podobnego zdania są także inni eksperci. W kilku badaniach, w tym prowadzonych w Harvard Medical School, także znajdowano u ludzi przeciwciała przeciwko przeziębieniu, które w warunkach laboratoryjnych były w stanie zablokować nowego koronawirusa.

Grupa naukowców z Instytutu Cricka pracowała nad wysoce czułym testem antygenowym, wykrywającym przeciwciała neutralizujące SARS-CoV-2. Aby go sprawdzić, badali krew pobraną od ponad 300 osób dorosłych i 48 dzieci jeszcze przed pandemią, a następnie porównali je z próbkami pobranymi obecnie. Ku ich zdziwieniu w tamtym starych próbkach znaleźli przeciwciała, które neutralizowały SARS-CoV-2.

Dokładniejsze badania wykazały, że wiele dzieci i kilku dorosłych miało w szczególności jedno przeciwciało, które zapobiegało przenikaniu koronawirusów, w tym i SARS-CoV-2, do środka komórek. Mówiąc dokładniej, blokowało kolec koronawirusa, skutecznie się do niego przyczepiając.

Koronawirusy mają tzw. kolce, czyli wystające na zewnątrz otoczki wypustki, którymi atakują komórki. - Sama końcówka owego kolca jest u nowego koronawirusa nieco inaczej zbudowana niż u koronawirusów przeziębienia, ale podstawa kolca wydaje się we wszystkich tych wirusach taka sama - tłumaczy George Kassiotis, szef grupy badawczej z Instytutu Cricka. Testy wykonane w laboratorium pokazały, że nawet zablokowanie podstawy tego kolca wystarczyło, aby koronawirus nie dał rady "przebić się" do wnętrza komórki. Wirus może się replikować wyłącznie wtedy, gdy znajdzie się w środku komórki żywiciela.

Zespół naukowców pod kierunkiem Stephena J. Elledge'a, profesora genetyki w Harvard Medical School, opracował niezwykle czuły test antygenowy, który wykrywa przeciwciała skierowane w dowolne z 800 czułych punktów koronawirusów, w tym także w to, w które celuje przeciwciało wykryte w Instytucie Cricka. Oni także doszli do wniosku, że wiele osób ma już przeciwciała przeciwko podstawie kolca koronawirusa, które są pozostałością po przeziębieniach.

Takie przeciwciała znajdują się głównie w organizmach dzieci. Pewnie dlatego, że dzieci przeziębiają się kilkakrotnie częściej niż dorośli i gromadzą tych przeciwciał znacznie więcej. W dodatku przeciwciała niemal nieprzerwanie trwają w organizmach dzieci. - Mogą złagodzić objawy przeziębienia, a nawet spowodować, że będzie przebiegać bezobjawowo. Ale dziecko nadal będzie zarażać - wyjaśnia prof. Elledge'a.

Jeżeli chodzi o dorosłych, to część z nich może nie mieć już przeciwciał przeciwko koronawirusom przeziębienia, ale ich organizmy potrafią je szybko wytworzyć dzięki innemu mechanizmowi, którym dysponuje układ immunologiczny. Po kontakcie z patogenem pozostają nam bowiem komórki pamięci immunologicznej, przechowujące "dane" na jego temat. Dzięki temu przy ponownym spotkaniu z chorobotwórczym drobnoustrojem dochodzi niemal natychmiast do wytworzenia odpowiednich przeciwciał.

Zobacz wideo Prezes Lux Med: Przede wszystkim staramy się utrzymać ciągłość leczenia

Przebiegły koronawirus

- Czy przeziębienie nie powinno nas zatem uodpornić na COVID-19? - zastanawiają się eksperci. Prof. Elledge uważa, że niestety nie zawsze udaje się nam uruchomić komórki pamięci immunologicznej, ponieważ nowy koronawirus w jakiś sposób je blokuje.

- Infekcja może spowodować niewyraźne wspomnienia, które z czasem zanikają - tłumaczy Elledge. Czyli aby mechanizm pamięci immunologicznej zadziałał po natknięciu się na SARS-CoV-2 potrzebna jest jakaś całkiem niedawna infekcja, a dokładniej mówiąc zakażenie którymś z czterech koronawirusów przeziębienia. W dodatku taka ochrona działa prawdopodobnie tylko przez pewien krótki czas. Nowy koronawirus utrudnia produkcję przeciwciał, które go atakują.

Naukowiec uważa, że w tej sytuacji w lepszej sytuacji są dzieci, ponieważ wciąż się przeziębiają. Może nie jest to najprzyjemniejszy sposób zdobywania ochrony przed COVID-19, ale za to dość skuteczny.

W przypadku dorosłych hipoteza, że komórki pamięci jednak działają i dawno przechodzone przeziębienie łagodzi COVID-19, też może mieć rację bytu, jeżeli okaże się, że jednak SARS-CoV-2 nie przeszkadza w aktywacji komórek pamięci immunologicznej.

Skupiamy się na tych, którzy ciężko chorują, ale 95-98 procent chorych na COVID-19 nie musi wcale iść do szpitala. Jest wiele osób, w tym dzieci, które albo się nie zarażają nowym koronawirusem, albo przechodzą zakażenie niezwykle łagodnie. To oznacza, że muszą mieć jakąś formę istniejącej wcześniej odporności

- przekonuje prof. Elledge.

Badania prowadzono w Francis Crick Institute w Londynie. Publikacja ukazała się w czasopiśmie "Science".

Źródła: The New York TimesScience