USA: Badania rekrutów piechoty morskiej pokazały bezobjawową transmisję koronawirusa pomimo restrykcyjnej kwarantanny

Aby powstrzymać przenoszenie się koronawirusa w grupach nie wystarczy najbardziej nawet rygorystyczna kwarantanna. Potrzebne są szeroko zakrojone i powtarzane testy wszystkich osób, a nie tylko tych z objawami.

- Uważamy, że tylko regularne testy, wykonywane niezależnie od objawów COVID-19, mogą zidentyfikować tych nosicieli koronawirusa w danej grupie, którzy nieświadomie zakażają - piszą naukowcy z Icahn School of Medicine w Mount Sinai (Nowy Jork), którzy poddali badaniom grupę około 2000 rekrutów piechoty morskiej, przechodzących dwutygodniową kwarantannę w wojskowym ośrodku szkoleniowym.

Do zakażenia się młodych ludzi doszło mimo wdrożenia rygorystycznych zasad dystansu społecznego, noszenia masek i odkażania wspólnych przestrzeni. W dodatku rekruci podlegali rygorom wojskowym, co oznacza, że zasady kwarantanny były tam ściślej przestrzegane, niż dla przykładu, dzieje się to w zwykłych kampusach. Jednak mimo tego i mimo codziennego mierzenia temperatury i monitorowania objawów, nie wykryto infekcji wśród rekrutów, zanim nie zrobiono im testów. Okazało się, że w kampusie dochodziło jednak do infekcji mimo kwarantanny, głównie w mniejszych grupach, które odbywały razem zajęcia. Większość zakażeń okazała się bezobjawowa.

Rekruci podzieleni byli na dziewięć grup, liczących od 350 do 450 osób, a obserwacjom podlegali od 15 maja do końca lipca. Przed przybyciem do ośrodka szkoleniowego młodzi ludzie poddawali się samodzielnie dwutygodniowej kwarantannie we własnych domach. Po przybyciu do bazy wojskowej musieli przestrzegać ściśle zasad kwarantanny grupowej przez dwa tygodnie, jeszcze przed rozpoczęciem właściwego szkolenia. W tym czasie przebywali w dwuosobowych pokojach.

Zajęcia odbywały się na uczelni wojskowej przeznaczonej tylko dla osób przebywających na kwarantannie. Każda z grup miała zajęcia w oddzielnym budynku i różne godziny spożywania posiłków oraz różne harmonogramy zajęć. Zatem poszczególne grupy nie miały ze sobą kontaktów.

Większe grupy były ponadto podzielone na 50-60-osobowe plutony, które także miały w większości oddzielne zajęcia. W trakcie badania rekruci musieli nosić maski, przestrzegać zasady 1,8-metrowego dystansu, regularnie myć ręce. Każdy z nich miał tylko jednego współlokatora. Większość zajęć odbywała się na świeżym powietrzu. Ponadto po każdym wykładzie oraz we wszystkich pokojach i miejscach wspólnych w akademikach przeprowadzano dezynfekcję. Pomimo tych wszystkich rygorów nie uniknięto infekcji.

Zobacz wideo Prezes Lux Med o pomocy publicznej służbie zdrowia

Rekrutów zaatakowało sześć mutacji wirusa

W czasie kwarantanny rekruci byli badani po dwóch dniach od przybycia do ośrodka szkoleniowego, potem po siedmiu i czternastu dniach przy pomocy testu genetycznego (PCR). Naukowcy dokonali potem analizy filogenetycznej koronawirusów, znalezionych u zakażonych rekrutów (analiza filogenetyczna to szukanie pokrewieństw na podstawie porównywania cech). Udało im się dzięki temu zidentyfikować tzw. klastry (klaster w epidemiologii to duże nagromadzenie przypadków choroby na określonym obszarze i w określonym okresie), a następnie prześledzić, jak koronawirus przenosił się między młodymi ludźmi podczas kwarantanny.

Analiza mutacji SARS-CoV-2, które zidentyfikowano w tym ośrodku szkoleniowym pokazała, że wirus pochodził z sześciu różnych niezależnych klastrów i przenosił się w ramach plutonów.

Te badania dowodzą, że aby ograniczyć przenoszenie wirusa w grupach i zapobiegać rozprzestrzenieniu się infekcji na szerszą społeczność, należy wykonywać szeroko zakrojone i powtarzane testy przesiewowe obejmujące wszystkie osoby, a nie tylko te z objawami

- mówi jeden z autorów badania Harm van Bakel.

Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie "The New England Journal of Medicine".

Źródła: MedicalXPress.com, The New England Journal of Medicine