Co zabija chorych na COVID-19? To nadal nie jest jasne

Nadal nie wiadomo, co powoduje ciężki przebieg COVID-19, gdy z powodu zniszczeń w płucach pacjent musi walczyć o każdy oddech, chociaż dość powszechnie przyjmuje się, że jest efekt tzw. burzy cytokin.

Burza cytokin - to nadmierna, niekontrolowana reakcja ze strony układu immunologicznego, który w odpowiedzi na zakażenie produkuje i wysyła do zagrożonego organu cytokiny oraz inne substancje zapalne. Związki te, niszcząc wirusa, uszkadzają jednocześnie komórki płuc i innych organów i powodują tym samym ogromne zniszczenia. Ta hipoteza pojawiła się zaraz na początku pandemii, gdy chińscy oraz włoscy lekarze zauważyli u najciężej chorych potężny wzrost stężenia jednej z cytokin, a mianowicie interleukiny-6 (il-6).

W odpowiedzi na to odkrycie zaczęto pacjentów leczyć przy pomocy leków blokujących il-6. W niektórych przypadkach kończyło się to sukcesem i pacjentów udawało się uratować. Leki hamujące interleukinę-6 stosowane są w chorobach autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, zespół uwalniania cytokin (CRS), związany z chorobami nowotworowymi i innymi. Takie leki stały się podstawą leczenia ciężko chorych na COVID-19 w wielu szpitalach na świecie.

Leki hamujące il-6 nie zmniejszyły śmiertelności COVID-19

Najnowsze odkrycia naukowców wskazują jednak, że za ciężkim COVID-19 nie zawsze stoją wysokie poziomy interleukiny-6, a leki hamujące tę cytokinę okazały niewielką lub żadną skuteczność, jeśli chodzi o obniżanie śmiertelności. Mówią o tym aż trzy badania nad inhibitorami il-6, dwa opublikowane w "JAMA Internal Medicine" i jedno w "New England Journal of Medicine (NEJM)".

- Tocilizumab nie był skuteczny w zapobieganiu intubacji lub śmierci u średnio chorych hospitalizowanych pacjentów z COVID-19 - czytamy w artykule opublikowanym w NEJM.

Naukowcy nie znaleźli więc silnych dowodów na to, że lek immunosupresyjny o nazwie tocilizumab zmniejsza śmiertelność w COVID-19. Do podobnych wniosków doszedł też producent leków - firma Roche, która przeprowadziła oddzielnie własne badania. Lek jest powszechnie stosowany w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów i przyczynia się do hamowania tak groźnej "burzy cytokin".

Eksperci komentujący te badania na łamach "The New York Times" mówią, że sekret tkwi być w może w samej definicji "burzy cytokin", w tym, co pod tym określeniem się rozumie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jakiś czynnik ludzkiego układu odpornościowego powoduje, że niektórzy zakażeni tak ciężko chorują.

- Są pacjenci z COVID-19, którzy doświadczają takich nadmiernych reakcji immunologicznych. Nie są one jednak identyczne z tymi, jakie obserwuje się w innych zaburzeniach - powiedział dr Randy Cron, zajmujący się od dawna tym zagadnieniem na Uniwersytecie Alabamy w Birmingham.

Dr Carolyn Calfee z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco uświadamia, że tak naprawdę nie ma dokładnej definicji tego, co to jest "burza cytokin". Inteleukina-9 to tylko jedna z setek cytokin uwalnianych przez pracujący na najwyższych obrotach układ immunologiczny.  Związki te działają na siebie wzajemnie, wzmacniając się lub osłabiając w stopniu nieznanym jeszcze nauce.

Innymi słowy, potrzebne są dalsze badania. Naukowcy, którzy badali ostatnio poziomy il-6 u chorych na COVID-19 ze zdziwieniem zauważyli, że wcale nie były tak wysokie, jak przy innych chorobach. - Idea "burzy cytokin" pojawia się przy każdej poważnej infekcji, jak AIDS, Ebola, grypa, SARS, MERS. Ale trudno jest rozdzielić czynniki napędzające chorobę - czy to tylko wirus, czy zarówno wirus, jak i odpowiedź immunologiczna - uważa dr William Fischer z Uniwersytetu Północnej Karoliny.

Zobacz wideo Wyszkowski: Pandemia pokazała, że nie jesteśmy niezniszczalni

Jeśli to nie "burza cytokin", to co zabija chorych na COVID-19?

Niektórzy eksperci uważają, że może to być zapalenie wywołane różnymi innymi czynnikami związanymi z nadmierną reakcją układu immunologicznego. Naukowcy wymieniają tutaj takie związki chemiczne, jak ferrytyna (magazyn żelaza, a także białko ostrej fazy, którego poziom wzrasta w czasie infekcji) oraz białko CRP (biomarker stanu zapalnego). Ponadto przyczyną pogorszenia się stanu zdrowia u zakażonych koronawirusem bywają też zaburzenia w krzepliwości krwi, które uszkadzają płuca i inne narządy. - Dlatego tak pomocny okazał się deksametazon, lek osłabiający układ odpornościowy - uważają niektórzy naukowcy.

Istnieje też inna hipoteza, której zwolennikiem jest dr Bruce Walker immunolog i dyrektor Ragon Institute of Massachusetts General Hospital, M.I.T. and Harvard (Cambridge, USA). Doktor Bruce Walker jest autorem badań wykazujących, że koronawirus może zniszczyć w węzłach chłonnych te miejsca, gdzie wytwarzane są przeciwciała. A wtedy do obrony organizmu przed infekcją stawałoby znacznie mniej przeciwciał lub mniej skutecznych. 

Reasumując, naukowcy uważają, że nadal leki hamujące il-6 mogą być pomocne, jeżeli zostaną podane w odpowiednim momencie. Ale wiele jeszcze zagadnień pozostaje do zbadania i postulują rozpoczęcie randomizowanych badań nad tego typu lekami w leczeniu COVID-19.

Źródła: The New York Times,JAMA Internal Medicine, NEJM, Roche