Już nie ustalisz dokładnie, w jakim wieku byli Polacy zmarli na COVID-19. Ministerstwo Zdrowia: Taki mamy standard

Prawie trzy tygodnie temu, cichuteńko, niemal bez echa, z codziennych raportów Ministerstwa Zdrowia znikły szczegółowe informacje o zmarłych na COVID-19. Nie dowiesz się już, w jakim byli wieku, jakiej płci. Resort wprowadza w błąd, sugerując, że takie dane są dostępne dla dziennikarzy w Wojewódzkich Stacjach Sanitarno-Epidemiologicznych. Nieprawda!

Wszystko wskazuje na to, że jesienią w Polsce na COVID-19 umiera coraz więcej młodych ludzi. To ma znaczenie, w jakim wieku byli obywatele, których zabrał nam COVID-19. Każda śmierć jest tragedią. Nie można lekceważyć tysięcy zgonów tylko dlatego, że dotyczą osób starszych czy schorowanych. Trzeba jednak także analizować strukturę wiekową zgonów podczas pandemii oraz płeć ofiar. Co najmniej z kilku powodów. Głównie dla ratowania życia.

  1. Wiedząc, kto umiera, można opracować logiczne obostrzenia, które mogą realnie przełożyć się na liczbę nowych zakażeń. Jeśli niedoszłe ofiary spotykają się głównie w kościołach, nie na siłowni, to wskazane byłoby w pierwszej kolejności zamknąć miejsca kultu religijnego.
  2. Można przewidywać nie tylko skutki zdrowotne, lecz także społeczne i na nie się przygotowywać. Młodsze ofiary oznaczają choćby osierocone dzieci.
  3. Jeśli odchodzą częściej mężczyźni, może, zamiast godzin seniorskich, potrzebne są bardziej skrócone godziny pracy w największych zakładach pracy czy kontrola możliwości zachowywania w nich dystansu społecznego? A może oba rozwiązania mają uzasadnienie, bo choroba dopada głównie starszych mężczyzn?
  4. Informacje o strukturze wiekowej mogłyby też być podstawą do przygotowania sensownej kampanii edukacyjnej czy odparcia samowoli koronasceptyków.

Oczywiście, sama wiedza o zgonach to za mało, by opracowywać sensowną strategię, ale musi być uwzględniana. Powinno się też brać pod uwagę sytuację w regionach, bo może identyczne zalecenia wszędzie wcale nie są najlepszym wyjściem? Rozpędzająca się wciąż pandemia pozwala wnioskować, że, jak dotąd, to rozwiązanie kulawe.

To oczywiste? Chyba nie dla Ministerstwa Zdrowia, które najwyraźniej strukturą zgonów przestało się interesować.

Problem natury technicznej?

Gorący przekaz ze szpitali w ostatnich dniach daje podstawy do obaw, że zakażenie SARS-CoV-2 nie jest śmiertelnie niebezpieczne "tylko" dla najstarszych pacjentów w takim stopniu, jak się powszechnie sądzi. W co najmniej kilku relacjach lekarzy pojawiały się informacje, że w ich placówkach nawet 20-30 proc. chorych na COVID-19 (i przechodzących go wyjątkowo ciężko) to osoby z grupy wiekowej 30-50 lat. Bezwzględne statystyki z krajów, gdzie opieka zdrowotna stoi na wyższym niż w Polsce poziomie, wskazują, że wśród hospitalizowanych na oddziałach intensywnej terapii umiera ponad 40 proc. chorych. Nawet ostrożne wnioskowanie przy obecnej liczbie zakażonych i wymagających leczenia szpitalnego nie nastraja optymistycznie i pozwala podejrzewać, że tracimy setki osób w wieku produkcyjnym.

To są jednak tylko podejrzenia. Najprościej byłoby je zweryfikować, sprawdzając twarde dane, stale je aktualizując i analizując. Jeszcze niedawno każdy mógł robić takie analizy na własny użytek. Oczywiście to nie to samo, co praca specjalistów, ale można było mieć nadzieję, że oni także, w tym ci niezależni od władzy, będą mogli opracowywać raporty, kontrolować sensowność podejmowanych działań itp.

Ministerstwo Zdrowia codziennie przekazywało dane o zmarłych w całej Polsce. Była informacja na Twiterze, w jakim wieku byli, jakiej płci, z jakiego regionu. Trzy tygodnie temu dane o wieku, płci i regionie przestały być publikowane. Dlaczego? Oficjalnie:

W związku z ograniczoną liczbą znaków wiadomości sms i wydłużającą się formą przekazywanych wiadomości tekstowych, od soboty (10.10) raporty dotyczące zakażeń nie zawierają bardziej szczegółowych danych dotyczących osób zmarłych

- "wyjaśnił" resort.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że takie wyjaśnienia można między bajki włożyć.

Skoro problem miał być jedynie natury technicznej, można podejrzewać, że dane są do pobrania z dostępnej bazy, wysyłane na maila etc. Nikt nie zapowiadał przecież zaprzestania gromadzenia takich informacji czy ich utajnienia. Tymczasem biuro komunikacji Ministerstwa Zdrowia odmówiło udzielenia tych informacji.

O takie szczegółowe dane prosimy pytać w Wojewódzkich Stacjach Sanitarno-Epidemiologicznych.

- "doradziła" Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska z biura komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

Dodatkowe pytania o przyczyny braku zainteresowania w resorcie tymi danymi, ewentualny brak dostępu do nich urzędników czy brak monitorowania sytuacji epidemicznej zostały skwitowane jednym zdaniem:

Jeśli pytania dotyczącą szczegółowych danych, stosujemy standard kontaktu z WSSE.

(pisownia oryginalna).

Pandemią ci wszystko wytłumaczą...

Trudno powiedzieć, po co ministerstwo odsyła do WSSE, bo chyba nie po informacje. Aż trudno uwierzyć, że urzędnicy resortu nie wiedzą, jak mocno nieprzydatna to rada. Można by wręcz podejrzewać o złe intencje i ukryte życzenie, że nikomu się nie będzie chciało zbierać danych z 16 wojewódzkich sanepidów.

Nam się chciało.

Poprosiliśmy o dane z każdego regionu, chociaż już próba uzyskania ich na Mazowszu mogła skutecznie zniechęcać. Na oficjalnej stronie WSSE Warszawa jest zakładka ze szczegółowymi danymi kontaktowymi, a w niej osobna ikonka do rzecznika prasowego. Szkoda tylko, że po kliknięciu pojawia się komunikat:

Strona, której szukasz, nie istnieje

Ponieważ jednak wcześniej kontaktowaliśmy się już z rzecznikiem warszawskiego sanepidu, przesłaliśmy prośbę na sprawdzony kontakt. Do dziś brak odpowiedzi.

Na prośbę nie odpowiedziało w żaden sposób 10 z 16 wojewódzkich sanepidów, w tym kluczowe pandemicznie jak Kraków czy Warszawa.

Kolejne dwa odpowiedziały, że... nie odpowiedzą.

WSSE w Opolu:

W obecnej chwili z uwagi na zaistniałą sytuację nie ma możliwości poszerzenia sprawozdań poza obowiązujące.

Podpisano: "sekretariat". Ponieważ to dość zaskakujące, że szczegółowych informacji związanych z COVID-19 nie można uzyskać w czasie epidemii COVID-19 (zapewne będą, jak już sobie wirus pójdzie...), poprosiliśmy o wskazanie osoby, która podjęła taką decyzję. Bezskutecznie, chociaż dokumentacja dotarła do rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Opolu, Małgorzaty Gudełajtis (patrz: zrzut ekranu z korespondencją w naszej galerii).

W Katowicach udało się ustalić, że, wg stanu na 27.10.2020 r., liczba zakażeń SARS-CoV-2 w województwie śląskim wyniosła 39857 (współczynnik zapadalności 882,3 na 100 tys. mieszkańców), natomiast 801 osób zmarło na COVID-19 (współczynnik umieralności 17,7).

A struktura wiekowa zmarłych? Płeć?

Na ten moment Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Katowicach nie dysponuje szczegółową analizą dotyczącą zmarłych na COVID-19 w woj. śląskim.

Dane najpewniej są, więc o co chodzi?

Interesujące byłoby prześledzenie sytuacji na Śląsku, choćby ze względu na przygnębiającą liczbę ofiar i fakt, że przekaz był dość jasny - wśród górników są zakażenia, ale jest niewiele zgonów.

Więcej na ten temat:

Czy były ofiary głównie wśród pracowników kopalń? Czy zaraza dopadła górnicze rodziny, a może związek z przemysłem wydobywczym jest znikomy? Nie ma analiz, ale też tych podstawowych danych, które ministerstwo publikowało każdego dnia z całej Polski, a o takie dane wystąpiliśmy.

Takie dane istnieją. Są zbierane. Gromadzone w tabelkach. Wystarczy chcieć je wysłać. Skąd możemy to wiedzieć? Bo przyszły z WSSE w Gdańsku, Lublinie, Poznaniu i Szczecinie.

Zobacz wideo

Nawet co piąta ofiara

Dziennikarze z województwa lubelskiego każdego dnia otrzymują raport o zmarłych na COVID-19. Bardziej przypomina nekrolog bliskich osób niż informację prasową. Każdej osobie jest poświęcony osobny akapit ze szczegółowymi informacjami, a zarazem są one zgodne z RODO, gwarantują anonimowość. W zwrotach grzecznościowych używana jest wielka litera.

Katarzyna Wnuk, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie, przyznaje, że jest to możliwe, bo ofiar w regionie jest niewiele i obawia się, że z czasem będą musiały zmienić się w suche komunikaty. Nie ma jednak mowy o utrudnianiu dostępu do informacji. Z danych z ostatnich dwóch tygodni wynika, że blisko 20 proc. zmarłych nie miała jeszcze 60 lat.

Ofiary w Wielkopolsce były w podobnym wieku, chociaż z większym udziałem trydziesto - i czterdziestolatków. Wśród młodszych ofiar zauważalna jest przewaga mężczyzn. Podobne dane są ze Szczecina.

W Gdańsku, przy stosunkowo niskim wskaźniku zgonów (10 na 100 tys. mieszkańców), spowodowanym zapewne także tym, że epidemia w regionie dopiero nabiera tempa po wakacjach (wcześniej zakażenia na Wybrzeżu były rzadkością), wśród zmarłych wyraźnie dominują osoby starsze. Te do 60 lat stanowią ok. pięciu proc. ofiar. Są jednak wśród nich nawet dwudziestolatkowie.

Jaką zatem mamy sytuację w całym kraju? Niestety, na podstawie szczątkowych danych nie da się tego precyzyjnie określić. Różnice regionalne są tak duże, że analogia mogłaby okazać się nadużyciem. Zauważalne jest jednak to, że udział osób w wieku produkcyjnym i coraz młodszych wśród zmarłych jest znaczący. I jeśli nie chcemy, żeby straszna tendencja się utrzymywała, należy tę wiedzę wykorzystywać.

Chorobą, która budzi niewątpliwy respekt, jest rak trzustki, nie tylko z powodu wysokiej śmiertelności. Kojarzymy ją ze zgonami młodych ludzi. Tymczasem są oni w zdecydowanej mniejszości wśród chorych. Jednym z głównych czynników ryzyka jest ukończone 70 lat. Zarazem świadomość, że choroba może dopaść młodszych, powoduje strach. Czasem jest on pomocny. Może przyczyni się choćby do większego dbania o siebie i innych covidowych sceptyków. Tych nie brakuje wśród wykształconych, młodych mężczyzn (więcej na ten temat).

Przypadek? Nie sądzę!

W internecie krąży żart, że strategia pandemiczna w Polsce jest kompletnie przypadkowa i powstaje w efekcie losowania (zobacz wideo). Niestety, należy się obawiać, że to tak nie działa. Wówczas, choćby przypadkowo, mogłoby się coś udać, a dezinformacja nie miałaby sensu.

Bardziej prawdopodobne, że zamiast poważnych analiz i uwzględniania kluczowych przesłanek mamy obostrzenia na zamówienie polityczne. To jeszcze gorzej rokuje, nie sprzyja ich przestrzeganiu i podważa zaufanie do państwa. Lada chwila być może dowiemy się, że wojna z wirusem, który według rządzących miał być w sumie niegroźny i w odwrocie, jest nieskuteczna przez kobiety. Skąd to wiadomo? Z potrzeby chwili.