Niemcy łagodniej niż inne kraje przeszły wiosenną falę koronawirusa. Na czym polegał ich sukces?

Niemcy postawili na prosty przejrzysty przekaz dotyczący pandemii COVID-19 oraz na współpracę z naukowcami i samorządami lokalnymi. Na razie ta strategia się sprawdza.

Karl Lauterbach - poseł zasiadający z ramienia partii SPD w Buntestagu, a także profesor zdrowia i epidemiologii klinicznej - zastanawia się na łamach dziennika "The Guardian", czy zasady, którymi kierowali się Niemcy w czasie pierwszej fali COVID-19, ponownie zadziałają. Zbliżający się nieuchronne wzrost zakażeń znów wystawia na próbę niemiecką służbę zdrowia, naukowców oraz polityków.

Pierwsza fala COVID-19 nauczyła nas, że jeśli politycy i naukowcy będą współpracować, mają większe szanse na pokonanie koronawirusa

- pisze prof. Lauterbach.

W porównaniu z wieloma innymi europejskimi krajami Niemcy przeszły pierwszą pandemiczną falę stosunkowo łagodnie. Nie doszło do nadmiernego obciążenia służby zdrowia i nikt nie musiał dokonywać wyboru, kogo przyjąć w pierwszej kolejności na oddział intensywnej terapii, co niestety zdarzyło się w kilku krajach, nawet na naszym kontynencie. Także ilość potrzebnego sprzętu, w tym do pozaustrojowego natleniania krwi, okazała się wystarczająca.

W kraju do tej pory koronawirusem zaraziło się ponad 377 tysięcy osób, zmarło 9844 pacjentów. Ale i tak sytuacja w Niemczech jest dużo lepsza, niż w niejednym europejskim kraju - ocenia naukowiec.

Co takiego pomogło Niemcom w czasie pierwszej fali COVID-19?

- Po pierwsze pomógł nam przypadek - pisze prof. Lauterbach. Gdy Niemcy spostrzegli, jakie spustoszenia przynosi koronawirus i co dzieje się w północnych Włoszech, stali się czujniejsi. Tragiczne wydarzenia tuż za granicą państwa spowodowały, że Niemcy pozostali w domach, zanim jeszcze pojawiły się jakiekolwiek obostrzenia. Ruchliwość społeczna ogromnie przygasła, o czym świadczą dane pochodzące z sieci telefonicznych.

Drugi czynnik to szybkie i konkretne działania polityczne.

Strategia rządu od samego początku zasadzała się na jasnym, prostym przekazie. Chodziło o to, aby wyraźnie i zrozumiale objaśnić ludziom, jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą pandemia.

Przekazywane ludności informacje były nie tylko proste i jasne, ale opierały się też na współpracy z naukowcami. Ich zadaniem było relacjonowanie w sposób jak najbardziej przejrzysty najnowszych doniesień na temat koronawirusa, ale także mówienie o swoich wątpliwościach i pomyłkach.

- Oznaczało to, że naukowcy byli nie tylko zaangażowani w konsultacje rządowe od samego początku, ale mogli także swobodnie kształtować komunikację - zapewnia Lauterbach.

- Idea odporności stadnej czy izolacja pacjentów wysokiego ryzyka nigdy nie była u nas poważnie rozważana. To także pozostaje jednym z filarów naszego skromnego sukcesu w walce z pandemią - dodaje autor artykułu.

I w końcu trzeci czynnik to zaangażowanie samorządów lokalnych w działania, zarówno na poziomie krajowym, jak i gminnym oraz uzgodnienie stanowiska z opozycją. Parlament przyznał też rządowi tymczasowe dodatkowe uprawnienia, aby przyspieszyć niezbędne decyzje i ich wdrażanie.

Zobacz wideo Prof. Matyja o szpitalu na Narodowym: Krok w dobrym kierunku

Jak Niemcy radzą sobie z pandemią

Kraj nigdy nie wprowadził ścisłej blokady ani godziny policyjnej, jak w sąsiednich krajach. Szybko jednak zdecydowano się na noszenia masek. Szkoły pozostały długo zamknięte. Puby i restauracje także zamknięto w szczytowych okresie epidemii, choć otwarto je ponownie stosunkowo wcześnie. Nie brakowało testów i można je było wykonać szybko i łatwo w wielu miejscach. - Laboratoria są w stanie wykonać ponad 1 milion testów PCR tygodniowo - ocenia Lauterbach

Obecnie odnotowuje się ponad 7 tysięcy nowych przypadków dziennie, ale liczba zrobionych testów wzrosła trzykrotnie. Ta liczba zmobilizowała jednak rząd do działania. Zdecydowano, że prywatne spotkania powinno się ograniczyć do dziesięciu osób. Puby i restauracje będą otwarte, ale w regionach wysokiego ryzyka krócej (do 23-ciej). Kraj został podzielony na strefy mniej lub bardziej zagrożone, w zależności od liczby nowych przypadków na 100 000 mieszkańców. Chodzi o to, aby maksymalnie sprawnie można było śledzić kontakty zakażonych osób.

Niemcy mają nadzieję, że na wiosnę będzie można zaszczepić osoby z grup wysokiego ryzyka, a resztę kraju do jesieni. Jeżeli to się nie uda "nasze życie i społeczeństwo zmienią się dramatycznie" - napisał prof. Lauterbach.

Źródło: The Guardian