Jest miejsce w Ameryce Północnej, gdzie nie ma COVID-19

Jeden region na północy Kanady - Nunavut zamieszkany przez Innuitów - jest wolny od zakażeń SARS-CoV-2. Osiągnięto to kosztem całkowitej izolacji regionu.

W Nunavut obowiązują jedne z najsurowszych obostrzeń w Kanadzie związane z podróżami. Już na początku epidemii wprowadzono zakaz wjazdu do tego regionu, a w przypadku mieszkańców powracających do domów jest obowiązek odbycia dwutygodniowej kwarantanny. W kilku miastach funkcjonują hotele przeznaczone dla osób izolowanych, gdzie przestrzegania zasad kwarantanny pilnują ochroniarze, a stan zdrowia rezydentów sprawdzają pielęgniarki. Przez takie ośrodki przeszło do tej pory 7 tysięcy osób.

W efekcie Nunavut zdołał obronić się przed pandemią, mimo iż COVID-19 rozprzestrzenił się już w całej niemal Kanadzie. Ale ten region nie miał wielkiego wyboru.

Innuici należą do jednej z najbardziej zagrożonych społeczności na świecie

Od 1999 roku Nunavut ma status terytorium autonomicznego z własną administracją, zamieszkane jest w 85 procentach przez Innuitów. Leży na północy Kanady, gdzie graniczy z Morzem Arktycznym i ciągnie się wzdłuż północno-zachodnich wybrzeży Zatoki Hudsona. Obejmuje także większość wysp Archipelagu Arktycznego. W sumie zajmuje około dwa miliony kilometrów kwadratowych. Mieszkańcy Nunavut żyją w 25 ośrodkach rozrzuconych po całym terytorium.

To wszystko sprawia, że większość mieszkańców Nunavut żyje w naturalnej izolacji. Do niektórych miejsc można dotrzeć wyłącznie samolotem. Testowanie mieszkańców pod kątem COVID-19 jest zatem niezwykle utrudnione, wszystkie próbki muszą być transportowane samolotami do większych ośrodków, a oczekiwanie na wynik trwa około tygodnia. Do tego dochodzi słaba sieć ośrodków medycznych. W Iqaluit stolicy regionu, szpital jest w stanie przyjąć najwyżej 20 zakaźnych pacjentów. W razie epidemii chorych trzeba by było transportować na południe.

Innuici są grupą niezwykle podatną na choroby dolnych dróg oddechowych, wielu cierpi na gruźlicę. Jak podaje BBC News, Innuici są prawie 300 razy bardziej narażeni na zachorowanie na gruźlicę niż pozostali mieszkańcy Kanady. Do tego dochodzą nieodpowiednie warunki mieszkaniowe i przeludnienie panujące w osiedlach. Dlatego też koronawirus jest ogromnym zagrożeniem, z którym kraj mógłby sobie nie poradzić.

Drastyczne środki, które wprowadził rząd w Ninavut szczelna izolacja regionu, okazały się skuteczne. Co prawda zdarzyły się zakażenia, ale wśród górników, którzy przyjechali z południa do pracy w kopalni złota, ale i tam zatrzymano wirusa.

W Ninavut nie żyje się łatwo. Praca zdalna lub nauka są utrudnione z powodu braku szybkiego internetu. Ogromnie obciążony jest system pocztowy, kraj uzależniony jest od dostaw z zewnątrz. Obecnie można w pewnych okolicznościach podróżować pomiędzy miastami wewnątrz terytorium bez konieczności udania się na kwarantannę, ale nadal wiele obostrzeń pozostaje. Szef urzędu ds. zdrowia publicznego w Nunavut dr Michael Petersen obawia się jednak, że do tego regionu koronawirus w końcu dotrze.

Zobacz wideo Prof. Matyja o szpitalu na Narodowym: Krok w dobrym kierunku

W całej Kanadzie rośnie zagrożenie COVID-19

W Kanadzie do teraz odnotowano ponad 204 tysiące zakażeń, zmarły 9832 osoby. Po letnim otwarciu kraj ponownie wprowadza obostrzenia, rośnie bowiem liczba chorych na COVID-19, szczególnie w gęściej zaludnionych prowincjach Quebec i Ontario.

Groźna sytuacja jest w domach opieki. Niektóre regiony wprowadziły ograniczenia w podróżowaniu i nakazały kwarantannę. Narzeka się na małą liczbę wykonywanych testów i długie oczekiwanie na wyniki. W niektórych miejscach zamknięto siłownie i restauracje, w tym w Montrealu i Toronto.

Źródło: BBC News