Pasażerka autobusu zakaziła 24 towarzyszy podróży. Nawet tych, którzy siedzieli daleko od niej

Zakażamy się w zatłoczonych miejscach, w których wentylacja jest słaba, a ludzie nie noszą masek. Kolejny przykład dowodzi, że koronawirus roznosi się nie tylko drogą kropelkową, ale i powietrzną. W zamkniętych pomieszczeniach może się przemieścić błyskawicznie. A przed nami pora roku, gdy większość czasu pędzamy w budynkach.

W czasopiśmie "JAMA Internal Medicine" pojawił się artykuł lekarzy z Chińskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom, przynoszący kolejny dowód na powietrzną transmisję koronawirusa. Jest o tyle ciekawe, że do tej pory powietrzną transmisję wirusa potwierdzały eksperymenty naukowe, natomiast inspiracją publikacji jest wydarzenie z życia.

Fatalna podróż autobusem

Pod koniec stycznia w mieście Ningbo, odległym setki kilometrów od epicentrum koronawirusowej epidemii, grupa buddystów podróżowała dwoma autobusami na uroczystości religijne. Sama ceremonia odbyła się na świeżym powietrzu, a po jej zakończeniu pielgrzymi spotkali się na obiedzie w obszernym pomieszczeniu, ale bez recyrkulacji powietrza (recyrkulacja to mieszanie strumieni powietrza nawiewanego z powietrzem wywiewanym, stosowane w systemach klimatyzacyjnych i wentylacyjnych). Wkrótce okazało się, że spora grupa osób podróżujących autobusem do świątyni jest zakażona. COVID-19 zdiagnozowano u 24 pasażerów jednego autobusu. Z drugiego autobusu nikt nie zachorował w tym czasie.

Okazało się, że w jednym z autobusów podróżowała kobieta, która kilka dni wcześniej spotkała się ze znajomymi z Hubei i prawdopodobnie wtedy uległa infekcji. Stała się tzw. superroznosicielem, który nieświadomie zakaził dużą grupę osób. Ciekawe w tej historii jest jednak to, że koronawirus zaatakował nie tylko osoby, które siedziały w bezpośrednim sąsiedztwie chorej kobiety, ale także te, które w ogóle się z nią nie stykały. Nie miało więc znaczenia, jak daleko od roznosiciela siedziało się w autobusie, zachorowali nawet ci, którzy byli w ostatnim rzędzie.

Najbezpieczniej było natomiast w pobliżu drzwi lub otwartych okien, czyli tam, gdzie dochodziło świeże powietrze. To podsunęło naukowcom myśl, że wirus musiał się przemieszczać w dwojaki sposób, nie tylko w postaci kropel oddechowych (które padają zwykle w odległości 1-2 metrów), ale także drogą powietrzną. Innymi słowy, zarazek unosił się w wydychanej przez roznosiciela mgiełce (aerozolu) i przemieszczał we wnętrzu autobusu. Sytuację pogorszył fakt, że w pojeździe powietrze było recyrkulowane. Dodać jeszcze należy, że nikt z pasażerów autobusu nie nosił maski.

- Tak naprawdę, to nie ma podziału pomiędzy kropelkową a powietrzną drogą zakażenia. Aby doszło do infekcji drogą powietrzną musi się zdarzyć wiele rzeczy i to w tym samym czasie. To było złe miejsce, zły czas i niewłaściwa osoba - komentuje to wydarzenie dr Muge Cevik, ekspert ds. chorób zakaźnych i wirusolog ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu St. Andrews w Szkocji.

Zobacz wideo Katarzyna Hall: Szkoła powinna mieć możliwość elastycznego reagowania

- Wybuch epidemii spowodowany był prawdopodobnie kombinacją takich czynników jak długa podróż zamkniętym pojazdem, zatłoczenie w autobusie oraz superroznosiciel, który był na początku infekcji, gdy wiremia bywa największa - dodał dr Muge Cevik. Wiremia to poziom wirusa zdolnego do rozmnażania się w organizmie.

Długo nie wierzono, że koronawirusem zakazić się można także "przez powietrze"

Na początku pandemii nie doceniano roli aerozolu w rozprzestrzenianiu się koronawirusa. WHO dopiero w lipcu przyznało, że koronawirus może się przemieszczać także poprzez mini kropelki i jest szczególnie niebezpieczny w zamkniętych przestrzeniach, takich jak zakłady pracy, restauracje, bary itp. Chińscy badacze swoje obserwacje opublikowali najpierw w internecie, traktując je jako wersję wstępną artykułu. Przekonują teraz, że warto pamiętać o tym, że wirus może się przenieść drogą powietrzną i odpowiednio temu przeciwdziałać.

- Wysiłki w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii muszą uwzględniać fakt, że SARS-CoV-2 jest wysoce zaraźliwym patogenem w zamkniętych środowiskach z recyrkulacją powietrza - czytamy w artykule.

Źródła: New York Times, MedicalXPress.com, JAMA Internal Medicine