Planowe badanie, ale najpierw ankieta dla podejrzanych o COVID-19. To "powielana głupota"? Resort zdrowia nie pomaga

"Ankieta pacjenta zgłaszającego się z powodu podejrzenia zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2" to tytuł standardowego dokumentu triażowego, przygotowanego przez Ministerstwo Zdrowia. W wielu placówkach trzeba ją wypełnić, niezależnie od tego, z czym rzeczywiście przychodzisz, choćby to było skręcenie kostki. I nie musisz mieć objawów wskazujących na zakażenie koronawirusem. O co chodzi? Placówki wskazują na niedopatrzenie, ale komentarz resortu zdrowia tylko wzmaga chaos.

Chociaż dokument nie jest nowy (pochodzi z początku kwietnia tego roku), w ostatnich dniach robi się wokół niego coraz bardziej gorąco. Do naszej redakcji, niezależnie od siebie, zgłosili się pacjenci z dwóch krańców Polski, zaskoczeni treścią ankiety, który musieli podpisać w szpitalu. Jednemu z nich podsunięto ją przy okazji rutynowej, kontrolnej tomografii płuc, za drugiego dokument wypełnili ratownicy, odwożący go do szpitala z zaburzeniami krążenia (ale bez cech infekcji).

Sygnały o "wrabianiu ludzi w covid" pojawiały się też w mediach społecznościowych i prasie lokalnej, choćby we Włocławku. Tam sprawa dotyczyła rodzącej kobiety, którą w ocenie męża "przymuszono" do wypełnienia ankiety przeznaczonej dla osób, w przypadku których jest uzasadnione podejrzenie zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Tymczasem jedyne objawy, które miała rodząca, to objawy porodu.

"Wrabiani" w koronawirusa?

Wałcz, Kraków, Łomianki, Zamość, Włocławek, Szczecin i wiele, wiele innych - to miejscowości, w których w placówkach medycznych (przychodniach i szpitalach) pacjenci, niejednokrotnie, by w ogóle dostać się na ich teren, wypełniają zaskakującą ankietę. Skąd to wiemy? Placówki oficjalnie o tym informują na swoich stronach, często zamieszczając wzór obowiązującego dokumentu.

Czasem wymóg wypełnienia dokumentu dotyczy tylko osób zakwalifikowanych do hospitalizacji i badań inwazyjnych (np. gastroskopia, biopsja), kiedy indziej także chorych udających się na standardową wizytę lekarską czy planowane badania diagnostyczne, np. tomografię. Co w niej zaskakuje? Przede wszystkim tytuł, a właściwie dopisek do niego. Tytuł główny to: "Triaż w szpitalach niezakaźnych". Dopisek brzmi dokładnie: "Ankieta pacjenta zgłaszającego się z powodu podejrzenia zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2". Ponieważ mówimy o pacjentach, którzy nie obserwują u siebie żadnych objawów wskazujących na COVID-19 i którzy nie są w grupie szczególnego ryzyka (jak choćby kwarantanna czy znaczne prawdopodobieństwo kontaktu z osobą zakażoną), musi on budzić co najmniej zdziwienie.

Jedna z pacjentek, zdumiona treścią dokumentu, zrobiła zdjęcie telefonem i przekazała je naszej redakcji:

ANKIETA PACJENTA ZGŁASZAJĄCEGO SIĘ Z POWODU PODEJRZENIA ZAKAŻENIA KORONAWIRUSEM SARS-COV-2,ANKIETA PACJENTA ZGŁASZAJĄCEGO SIĘ Z POWODU PODEJRZENIA ZAKAŻENIA KORONAWIRUSEM SARS-COV-2, zdjęcie pacjenta dla gazeta.pl

W zasadzie niepotrzebnie, bo analogiczny druk każdy może pobrać w sieci, na wielu stronach placówek medycznych (choćby pod tym adresem). Inna rzecz, że do czasu otrzymania tej fotografii, trudno było uwierzyć w istnienie takiego dokumentu.

Spiskowcy mają używanie

Staranne przyjrzenie się dokumentowi (i jego nieco różnym wersjom) pozwala odkryć, że poza budzącym wątpliwości dopiskiem, nie różni się on od klasycznych dokumentów triażowych, czyli takich, które są stosowane w placówkach medycznych w czasie epidemii. Służą one nam wszystkim - mają nie dopuścić do swobodnego rozprzestrzeniania się w nich wirusa, zakażenia personelu i innych pacjentów. 

Pytania o gorączkę, kaszel, duszność w ostatnim czasie. Miejsce na wpisanie aktualnie zmierzonej temperatury, ewentualnie wyniku pomiaru saturacji (natlenowania organizmu), ilości oddechów na minutę (najczęściej te rubryki pozostają puste, chyba że stan pacjenta wymaga kontroli takich parametrów). Są też mutacje dokumentu, dostosowane do aktualnej sytuacji epidemicznej. W Małopolsce dodano na przykład niedawno pytanie o udział w weselu w ostatnim czasie. Wcześniej były pytania o wyjazdy zagraniczne, zmieniały się też kraje, o które pytano. Zrozumiałe. Gdyby nie tytuł, nie byłoby w ogóle o czym mówić. Ten jednak jest w wielu placówkach (chociaż nie we wszystkich) i sprzyja nadinterpretacjom.

Co sugerują niektórzy pacjenci i miłośnicy przekrętów? "Wszystkim, jak leci, wpisują covid i zawyżają statystyki". "Chcą uniknąć płacenia odszkodowania, jak cię zakażą, bo będą potem wmawiać, że zgłosiłeś się z objawami". "W te puste miejsca wpisują, co chcą, żeby w razie czego twierdzić, że człowiek przyszedł z objawami". "Próbują obejść system i zrobić badania poza limitem z NFZ". "Ktoś na tym zarabia".

Mamy powody, żeby wierzyć, że to jednak bzdury.

Zapytaliśmy przychodnie i szpitale

Od paru miesięcy stosujemy taką ankietę i żaden pacjent ani pracownik nie zgłaszał problemu. Sam nawet nie zwróciłem uwagi na ten tytuł, chociaż ankietę widziałem wielokrotnie i ją modyfikowaliśmy.

Osoby odpowiedzialne za treść ankiety w kilku placówkach, do których dzwoniliśmy, zazwyczaj są bardzo zdziwione "aferą". Nie słyszały o doniesieniach w mediach społecznościowych, a tym bardziej nie docierały do nich żadne oficjalne sygnały o problemie. Zarazem przyznają, że teraz, gdy dokument "czytają naszymi oczami", jednak go dostrzegają.

To taka powielana głupota. Dokument w wersji przesłanej przez Ministerstwo Zdrowia nigdy nie miał charakteru obligatoryjnego co do treści. Miał być pomocą w przygotowaniu niezbędnej ankiety w danej placówce. Pewnie początkowo ktoś zrobił nieudolne tłumaczenie, a my potem bezmyślnie skopiowaliśmy ten tytuł. My i pół Polski. Chodziło przecież o ankietę, która ma na celu wykluczenie ewentualnej możliwości zakażenia wirusem, a nie przyjęcie do szpitala zakażonego.

- mówi urzędnik z Wielkopolski i prosi o niewskazywanie placówki, bo "tak zrobiło pół Polski, ale teraz dostanie się tylko nam". Zresztą, zapowiada, że od poniedziałku w ich szpitalu dokument będzie już poprawiony.

Pojawiające się zarzuty, że chodziło o "fałszowanie statystyk" , nasi rozmówcy zgodnie uznają za absurdalne.

Po pierwsze, mówimy o szpitalach niezakaźnych, ewentualnie przychodniach lekarskich - wizytach i badaniach planowanych. Gdyby ktoś wpisał do ankiety, że ma objawy lub miał bezpośredni kontakt z zakażonym, usługa medyczna nie byłaby zrealizowana, a on nie byłby przyjęty do placówki.

Po drugie, przyjęci do placówek pacjenci ankietę wypełniali samodzielnie, w sposób wykluczający covid. Jeśli mieli objawy lub należeli do grupy podwyższonego ryzyka, dalsze postępowanie było zgodne z procedurą - rezygnowano z badań, odsyłano ich do domu lub wzywano odpowiedni transport, w celu przewiezienia do placówki jednoimiennej (pojedyncze przypadki). 

Żeby pacjent trafił do statystyk, jego zakażenie musi być potwierdzone testem. Żadna ankieta na to nie pozwala. W naszym szpitalu, dla bezpieczeństwa chorych, każdy przyjmowany chory przechodzi test w kierunku koronawirusa i trafia na oddział buforowy do czasu otrzymania wyniku. Pojawiają się jednak głosy, że to za drogo i niepotrzebne, i wkrótce będziemy mogli wymazywać tylko pacjentów z objawami. W ten sposób przegapimy bezobjawowych. Pacjenci szpitalni, z osłabioną przecież zwykle odpornością, będą zakażać się masowo. Tego trzeba się bać, a nie głupiego zapisu. 

- przekonuje wicedyrektorka jednego z krakowskich szpitali.

Sprawdziliśmy przepisy, zapytaliśmy urzędników

A może chodzi o kasę? Obejście limitów badań? Skrócenie kolejki do trudniej dostępnych procedur?

Nie ma żadnej możliwości, by za badania czy pobyt w szpitalu pacjenta z podejrzeniem covidu "wycenić wyżej" niż za standardowego pacjenta. Nie ma tu biznesu. Na badania tomograficzne czy rezonansowe zniesiono limity. Kolejki to kwestia możliwości przerobowych placówek, a nie skutek formalnych ograniczeń, więc nie mają one potrzeby sugerować, że jest większe zapotrzebowanie na badania, w związku z pandemią.

Według naszych źródeł w NFZ i resorcie nie było też, choćby nieoficjalnych sugestii, by "trzymać miejsce dla covidowców", utrudniając dostęp innym pacjentom. W placówkach potwierdziliśmy, że akurat z płatnościami z NFZ ostatnio nie mają żadnych nowych problemów. Wydaje się być nawet sprawniej wszystko rozliczane.

I bylibyśmy zupełnie spokojni, gdyby nie pointa.

Ministerstwo Zdrowia pogłębia jednak chaos w temacie, odpowiadając oficjalnie w sprawie przypadku z Włocławka:

Ankieta pacjenta zgłaszającego się z powodu podejrzenia zakażenia koronawirusem SARS-COV-2 nie jest obligatoryjna dla wszystkich pacjentów. Powinna być wypełniana w każdej placówce ochrony zdrowia i/lub SOR/Izby Przyjęć przez pacjentów z podejrzeniem COVID-19. Osobą spełniającą kryteria przypadku podejrzanego o COVID-19 jest pacjent z ostrą infekcją dróg oddechowych o nagłym początku i przynajmniej z jednym z objawów: kaszel, gorączka, duszność. Dodatkowo prawdopodobieństwo zarażenia COVID-19 wzrasta, jeśli wystąpiło jedno z poniższych: a) bliski kontakt z potwierdzonym lub prawdopodobnym przypadkiem COVID-19 w ostatnich 14 dniach lub b) wywiad podróży lub pobytu w ostatnich 14 dniach, licząc od początku choroby, w regionie, w którym odnotowano zachorowania na COVID-19 lub c) ciężki stan wymagający hospitalizacji przy braku innej etiologii mogącej tłumaczyć obraz kliniczny. Ankieta pacjenta zgłaszającego się z powodu podejrzenia zakażenia koronawirusem SARS-COV-2 jest opublikowana na stronie internetowej MZ.

Link do publikacji na ten temat i pełnej odpowiedzi.

Czyli zwykłych dokumentów triażowych nie trzeba wypełniać, jeśli nie chcemy? Jak niby placówki miałyby w takim razie segregować pacjentów i nas chronić? Gdzie ma się zgłosić pacjent, który z powodu braku dokumentów triażowych nie został obsłużony? Zapytaliśmy o to w ministerstwie. W odpowiedzi dostaliśmy odpowiedź analogiczną do tej dla Włocławka, która na te pytania przecież nie odpowiada. Wysłaliśmy pytania jeszcze raz. Planujemy to robić do skutku.

Zobacz wideo
Więcej o: