Maciej Dowbor zrobił szybki test na koronawirusa. Co to za badanie i o czym informuje?

Kilka dni temu Maciej Dowbor postanowił profilaktycznie zrobić test na koronawirusa, o czym donosił choćby "Plotek". Sam dziennikarz o badaniu powiedział niewiele, poza tym, że było szybkie, a wynik jest negatywny. Pod jego postem na Instagramie pojawiło się wiele pytań o samo badanie. Wyjaśniamy.

Jak donosił "Plotek", wielu internautom nie spodobał się instagramowy wpis Macieja Dowbora. Zarzucano mu, że badanie, które przeszedł, nie pozwala wykryć wirusa, nie ma sensu u osób, które nie mają objawów choroby, a nawet, że prezenter "promuje fejkowe testy" (więcej na ten temat). Jak jest w rzeczywistości?

Co to za test?

Na razie jestem czysty! Chociaż po cichu liczyłem, że przeszedłem to cholerstwo bezobjawowo i będę już odporny. Cóż... Wracam do maseczki. Powodzenia i zdrowia dla wszystkich w sobotni poranek. I nie dajmy się tej koronie!

- to cały, pierwotny wpis dziennikarza. Nie pada w nim żadna informacja na temat rodzaju testu, producenta, kosztów. Właściwie wszystkie wnioski internautów oparte są na zamieszczonym zdjęciu. Test wykonany przez Macieja Dowbora bardzo przypomina zwykły test ciążowy. Rzeczywiście, działa bardzo podobnie. To tzw. szybki test - wynik uzyskuje się po 10 minutach.

Test należy do testów immunologicznych, przesiewowych, pozwalających wykryć przeciwciała IgG i IgM przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2. Czyli? Gdy wirus wniknie do organizmu i zostanie zauważony, zaczynamy się bronić, wytwarzając przeciwciała, które wykrywa taki test. Jest to możliwe dopiero na dość zaawansowanym etapie choroby - zwykle już po pierwszych wyraźnych objawach. 

Czytaj więcej o rodzajach testów i ich skuteczności

O firmie, która wprowadziła ten test w Polsce, pisaliśmy już w marcu - link

Prawdopodobnie taki test przesiewowy przeszedł Maciej DowborPrawdopodobnie taki test przesiewowy przeszedł Maciej Dowbor Zrzut ekranu ze strony www.cortenmedic.pl, oferującej testy polskiej firmy BioMaxima S.A, data dostępu: 28.04.20, tło gazeta.pl

Bez rekomendacji

Testy immunologiczne (serologiczne) nie są testami przeznaczonymi do ostatecznego rozpoznawania choroby COVID-19. Nie poleca ich ani WHO, ani Ministerstwo Zdrowia.To testy przesiewowe - na podstawie wyników można choćby wstępnie ocenić sytuację epidemiczną (zwłaszcza tam, gdzie liczy się czas) i podejmować decyzje co do dalszych działań, np. na granicy, w dużych ośrodkach (internat, dom pomocy społecznej). Z pewnością są narzędziem doskonalszym niż termometr, który w takich miejscach bywa jedynym narzędziem diagnostycznym. Choćby dlatego, że osoby zakażone mogą nie mieć żadnych wyraźnych objawów choroby, obniżyć temperaturę powszechnie dostępnymi lekami itd.

Test, który najpewniej przeszedł Maciej Dowbor, ma znak CE, co oznacza, że spełnia wymagania europejskiej dyrektywy 98/79/EC. Test może być sprzedawany i wykorzystywany we wstępnej diagnostyce w Polsce, ponieważ został zgłoszony w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Polsce. Opracowała go firma Hanzgou Hanzgou All Test Biotech Co. Ltd.

Nie tylko COVID-19

Testy serologiczne powszechnie są wykorzystywane w diagnostyce, choćby przy rozpoznawaniu boreliozy, toksoplazmozy i wielu chorób pasożytniczych. Żaden z nich nie jest doskonały - nie pozwala wykryć choroby u wszystkich chorych. Generalnie nie ma badań, które gwarantują stuprocentową skuteczność - wyniki są fałszywie dodatnie i fałszywie ujemne. Dotyczy to nawet testów genetycznych, zwłaszcza w przypadku koronawirusa, dlatego w niektórych krajach badaniem rozstrzygającym rozpoznanie COVID-19 jest dopiero tomografia komputerowa płuc (choroba powoduje charakterystyczne, unikalne zmiany w obrazie płuc - więcej na ten temat).

Jak jest z testami serologicznymi na obecność koronawirusa? Naprawdę trudno powiedzieć, bo informacje na ten temat są sprzeczne. Dystrybutor testu mówi o skuteczności badania na poziomie 80-90 proc. Doniesienia naukowe z całego świata są różne (wskazują na wiarygodność od 40 proc do ponad 90 proc.). Ministerstwo Zdrowia, polecając inne testy szybkie (tzw. białkowe) ocenia tę skuteczność jako niską. Białkowych (na poziomie 70-80 proc.) uznaje za wysoką.

Na wszelki wypadek?

Czy jest sens, by osoby, które nie mają objawów, robiły takie badania? Tu też nie ma zgodności wśród ekspertów. Wiele osób przechodzi COVID-19 bezobjawowo i jedynym śladem po infekcji są przeciwciała. Bezobjawowi są także ci, którzy zakażają mniej odpornych. Wiedza o nosicielstwie pozwoliłaby zatrzymać w domu wszystkich zakażonych i w efekcie zatrzymać pandemię (więcej na ten temat). Są kraje, które największe nadzieje pokładają właśnie w powszechnych badaniach przesiewowych, ale dziś praktycznie są niewykonalne.

Zobacz wideo

Czego dowiedział się Maciej Dowbor dzięki badaniu?

Maciej Dowbor wykonał badanie za własne pieniądze (koszt badań immunologicznych to zwykle 400-500 zł). Takich testów nie można zrobić w Polsce bezpłatnie, w ramach ubezpieczenia, więc kolejny zarzut, który pojawił się w sieci, że wykorzystał znajomości, żeby "zrobić badania bez powodu", jest absurdalny. Na podstawie wyniku prezenter wciąż nie ma całkowitej pewności, że infekcji nie przeszedł, przeszedł ją lub aktualnie przechodzi, ale jest dość prawdopodobne, że jednak nie miał kontaktu z SARS-CoV-2. Jak wszyscy - musi nadal na siebie uważać.

Gdyby wynik był pozytywny, Dowbor zostałby skierowany na kwarantannę i bardziej wiarygodne testy genetyczne. Czy mógłby się cieszyć, że ma to już za sobą? Niestety, nie. Pomijając wiarygodność badania - wciąż nie wiemy, czy przechorowanie koronawirusa i wytworzenie przeciwciał daje trwałą odporność. Naukowcy mają bardzo duże wątpliwości (więcej na ten temat).

Więcej o: