Koronawirus atakuje niemal każdy narząd, a objawy przypominają wiele innych chorób

COVID-19 to nie tylko suchy kaszel, duszności, osłabienie i gorączka. Lekarze zauważają coraz więcej objawów, które mogą przypominać wiele innych chorób. Dlatego jest tak niezwykle trudno postawić diagnozę. A jeżeli COVID-19 tak szeroko atakuje organizm, tym trudniej jest znaleźć lekarstwo. W przypadku nowego koronawirusa widzimy dopiero "wierzchołek góry lodowej" - mówią eksperci.

Koronawirus - tak nie zachowuje się żaden inny wirus

Symptomów koronawirusowej choroby wymienia się coraz więcej. Niemal każdego dnia dowiadujemy się o nowych, które dawno już wykroczyły poza zwykłe grypopodobne objawy czy wirusowe zapalenie płuc, powodujące gorączkę, kaszel i duszności. COVID-19 może wyglądać jak cała masa innych schorzeń. Niektórzy pacjenci skarżą się na bóle brzucha i biegunkę, inni tracą węch i smak, zgłaszane są także takie objawy jak bóle głowy, utrata apetytu, nudności, wymioty, wysypka, obrzęki i zaczerwienienie skóry. 

Ciężki przebieg COVID-19 powoduje, oprócz uszkodzenia płuc, także niewydolność nerek, zmiany w wątrobie, zaburzenia rytmu serca, splątanie, drgawki i omdlenia. Zgłaszane są ponadto objawy przypominające zespół Guillaina-Barrego oraz problemy z kontrolowaniem poziomu cukru w organizmie.

Dr Joseph Vinetz z Yale School of Medicine, w wypowiedzi cytowanej przez WebMed mówi, że "COVID-19 postępuje w sposób, którego nie obserwował w przypadku jakiejkolwiek innej infekcji, a zajmuje się medycyną zakaźną od lat. To bardzo niepokojące".

Kardiolog Harlan Krumholz z Yale University i Yale-New Haven Hospital zauważa, jak czytamy w "Science", że COVID-19 może zaatakować prawie wszystkie organy w ciele i dokonać tam ogromnych zniszczeń. - Jego okrucieństwo zapiera dech w piersiach - mówi kardiolog.

Naukowcy badają nowy patogen dopiero od stycznia, ale z wielką intensywnością. Codziennie pojawiają się nowe wyniki badań, szybko udostępniane międzynarodowej społeczności, często nawet zanim przejdą proces naukowej weryfikacji, z myślą o tym, że mogą się przydać i wesprzeć czyjąś pracę nad COVID-19. Wszyscy bowiem niecierpliwie czekamy na skuteczne metody leczenia oraz na szczepionkę.

Mimo to wiedza o nowym koronawirusie jest niewielka. Jak oceniają eksperci, poznaliśmy zaledwie "wierzchołek góry lodowej".

Koronawirus zaczyna od górnych dróg oddechowych. To jest jeszcze łagodny przebieg choroby

Wiemy jaki mechanizm stoi za atakiem koronawirusa. Jego białko szczytowe (białko S), natrafiając na ludzki receptor ACE2 przyczepia się do niego i sprawnie otwiera sobie drogę do wnętrza komórki. A tam zaczyna się namnażać. Najpierw kolonizuje te miejsca, gdzie udało mu się wniknąć, a więc nos i gardło. Oprócz nagłej utraty węchu (anosmia) i smaku koronawirus może wywołać zapalenie spojówek.

Łagodny przebieg COVID-19 przypomina infekcję górnych dróg oddechowych i objawia się suchym kaszlem, katarem, bólem gardła, bólami mięśni i uczuciem zmęczenia, utratą węchu i smaku. Te symptomy mijają po kilkunastu dniach, w czasie których należy pozostać w domu, dbać o siebie i czekać, aż układ immunologiczny zrobi swoje. Dopiero gdy koronawirus przedrze się dalej, do dolnych dróg oddechowych, zaczyna poważnie zagrażać zdrowiu.

Nowy koronawirus potrafi zrobić także coś, co sprzyja cichemu rozprzestrzenianiu się choroby. Potrafi mianowicie zablokować sygnały alarmowe, które zwykle wysyła komórka, gdy jest atakowana przez obce ciała. Zaburza także procesy naprawcze w samej komórce. Patogen zyskuje dzięki temu czas na skolonizowanie organizmu i stworzenie milionów swoich kopii. Taki bezobjawowy okres może trwać kilka-kilkanaście dni. Potem zazwyczaj układ immunologiczny zaczyna się orientować, że coś organizmowi zagraża i reaguje wysyłając do komórek całą masę różnych białek odpornościowych, czego symptomem staje się gorączka.

Ciężki przebieg COVID-19 zaczyna się, gdy koronawirus dociera do płuc

Wirus osiedla się w płucach, gdzie znajduje znakomite warunki do rozwoju, ma tam bowiem ogromną ilość receptorów ACE2 do dyspozycji, dzięki czemu może się przedostać do wnętrza komórek płucnych. Pęcherzyki płucne, te w których odbywa się wymiana tlenu i dwutlenku węgla między płucami a krwią, mają na zewnątrz receptory ACE2, które odgrywają znaczącą rolę w regulowaniu ciśnienia krwi.

W płucach koronawirus wyrządza prawdziwe szkody. Chodzi o to, że na pomoc zainfekowanym komórkom ruszają ciałka układu odpornościowego. I to w wielkiej ilości. Białe krwinki uwalniają cząsteczki zapalne nazywane chemokinami, a te z kolei aktywizują kolejne zabójcze białka. Dosłownie zalewają wtedy płuca, niszcząc przy tym nie tylko wirusa, ale i komórki płucne, w których ten się osiedlił. W rezultacie w płucach zaczyna zalegać płynna masa składająca się z martwych komórek, utrudniając wymianę tlenu. Rozwija się zapalenie płuc. Chory kaszle, ma gorączkę, z trudem oddycha. W takim stanie pacjentowi często trzeba podawać tlen przy pomocy tzw. kaniuli nosowych.

Czasem dochodzi do nagłego pogorszenia się stanu pacjenta i rozwija się zespół ostrej niewydolności oddechowej (ARDS). Wtedy poziom tlenu we krwi gwałtownie spada a chory oddycha z trudem i zwykle musi zostaje podłączony do respiratora. Płuca wypełniają się płynem zawierającym białe krwinki, śluz oraz szczątki zniszczonych komórek. Zespół ostrej niewydolności oddechowej w wielu przypadkach kończy się śmiercią.

Nowy koronawirus nie ogranicza się tylko do zasiedlenia płuc

Atakuje jelita, serce, naczynia krwionośne, nerki oraz centralny układ nerwowy. Jest to jeden z powodów tak szerokiej gamy objawów COVID-19. Ślady wirusa znajdowano bowiem w kanałach nosowych, gardle oraz nerkach, wątrobie, trzustce i sercu, a także we łzach i kale.

Wirus może podążać w stronę układu pokarmowego, co skutkuje takimi objawami, które przypominają chorobę żołądkowo-jelitową, chociaż te symptomy mogą być osobne i pacjent nie musi mieć kłopotów z płucami na tym etapie. Znajdowane są ponadto dowody na uszkodzenie wątroby albo dróg żółciowych, ponieważ zauważa się podwyższony poziom enzymów. W tym przypadku jednak, jak sądzą eksperci, to może być efekt zażywanych leków lub aktywności układu immunologicznego, a nie wniknięcia bezpośrednio wirusa. 

Coraz skuteczniej osiedlający się w ciele wirus potrafi zaatakować serce i naczynia krwionośne, chociaż nadal pozostaje niejasne jak to robi. Niemniej jednak, u części pacjentów hospitalizowanych z powodu koronawirusa zauważa się takie objawy jak zaburzenia rytmu serca. Niepokój wzbudzi też inna właściwość COVID-19, a mianowicie zakłócenia w krzepliwości krwi. Skrzepy mogą blokować tętnice, osiadać w mózgu, a w efekcie wywołać udar mózgu lub zawał serca.

U niektórych pacjentów zakażenie koronawirusem powoduje zwężenie naczyń krwionośnych, co skutkuje niedotlenieniem widocznym w postaci zasinienia palców rąk czy nóg, zasinienia ust. W efekcie tworzą się bolesne obrzęki. Zwężenie naczyń krwionośnych może też odpowiadać za niektóre przypadki nietypowego zapalenia płuc, gdzie niewystarczająca wymiana tlenowa spowodowana jest zwężeniem naczyń krwionośnych, a nie zapadnięciem się pęcherzyków płucnych. Wydaje się zatem, że koronawirus wpływa na biologię naczyń, na co wskazują niektóre badania.

Naukowcy uważają, że jeżeli tak rzeczywiście jest i koronawirus ukierunkowany jest na naczynia krwionośne, tłumaczyło by to fakt, że wśród jego ofiar są przede wszystkim osoby cierpiące z powodu uszkodzenia naczyń, na przykład cukrzycy i osoby z wysokim ciśnieniem krwi, a nie astmatycy, co zdziwiło wielu lekarzy. Wydaje się, że czynniki ryzyka przy COVID-19 mają charakter naczyniowy. Są to cukrzyca, otyłość, wiek oraz nadciśnienie - czytamy w "Science".

Kolejny cel dla koronawirusa to nerki. Tam także znajdziemy sporo receptorów ACE2, do których przyczepia się wirus. Wiele wskazuje na to, że wirus uszkadza ten narząd. W moczu chorych znajdowane jest białko i krew, a wielu ciężko chorych z powodu niewydolności nerek musiało mieć dializy. Niektóre badania wskazują na to, że wirus potrafi bezpośrednio zaatakować nerki, zatem ich niewydolność to nie tylko skutek niedotlenienia organizmu z powodu zapalenia płuc.

Wydaje się, że koronawirus może również zaatakować mózg i ośrodkowy układ nerwowy. Obecność wirusa zauważono w płynie mózgowo-rdzeniowym u pacjenta chorego na zapalenie opon mózgowych. Obserwuje się czasem objawy wskazujące na zapalenie mózgu lub nadczynność współczulnego układu nerwowego. Niektóre osoby z COVID-19 traciły przytomność lub miały drgawki. Receptory ACE2 są obecne w korze mózgowej oraz w pniu mózgu, ale na razie nie wiadomo w jaki sposób koronawirus miałby się tam przedostać.

Zobacz wideo

Jaki mechanizm odpowiada za ciężki stan pacjentów z COVID-19?

Podejrzewa się, że za spustoszenia w płucach i innych organach może odpowiadać nadmierna reakcja układu immunologicznego, wywołana tzw. burzą cytokin. Jest to rodzaj substancji chemicznych, które nakłaniają komórki układu immunologicznego do działania. Nadmierna ilość tych białek powoduje, że nagle organizm zaczyna wysyłać do walki wielkie ilości zabójczych ciałek. A skutek jest taki, że nie tylko wirus ulega zniszczeniu, ale i komórki, w których się ukrywał. Zniszczenia w narządach wewnętrznych mogą być tak poważne, że zagrażają śmiercią.

W ostatnich dniach pojawiła się nowa koncepcja. Zauważono bowiem, że chorzy z COVID-19 mają zaburzenia związane z krzepliwością krwi. Zakrzepicę obserwuje się w naczyniach krwionośnych płuc, w żyłach kończyn dolnych, w małych naczyńkach krwionośnych wielu narządów wewnętrznych. Nie wiadomo dokładnie, co jest przyczyną tej nadmiernej krzepliwości krwi w przebiegu COVID-19, ale lekarze podejrzewają, że mogło się to przyczynić do wielu zgonów, na przykład w wyniku udaru mózgu lub serca.

Narządy wewnętrzne uszkadzane są ponadto w wyniku niskiego ciśnienia krwi i niedotlenienia, a w dodatku samo zastosowanie respiratora oraz przyjmowane leki mogą nieść skutki uboczne. Dla przykładu stosowanie leku blokującego kluczowy dla wnikania do organizmu receptor ACE2, powoduje zaburzenia ciśnienia krwi, co zwiększa ryzyko niewydolności serca i uszkodzenia nerek, może zwiększyć stan zapalny i ryzyko uszkodzenia płuc. Z kolei leki hamujące "burzę cytokin" osłabiają odpowiedź immunologiczną organizmu, a leki przeciwzakrzepowe grożą krwotokiem.

Dermatolodzy zauważają u chorych pewien rodzaj wysypki, co może samo w sobie nie jest niezwykłe w przypadku infekcji wirusowych, natomiast dziwi już fakt, że wysypce towarzyszą maleńkie zakrzepy w naczyniach krwionośnych skóry. Pojawiło się nawet takie określenie jak "palce COVID-19" lub odmrozina. Zauważono je u małych dzieci, których palce rąk i nóg zmieniły wygląd.

Pytania, na które nie znamy jeszcze odpowiedzi

Nie wiemy jeszcze tak wielu rzeczy o COVID-19, że niektórzy eksperci uważają zobaczyliśmy zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jakie są długoterminowe skutki zdrowotne przechorowania COVID-19? Czy organizm powróci potem do formy, a jeśli tak, to ile czasu mu to zajmie? Nabywamy czy nie nabywamy odporność po przechorowaniu? Czy koronawirus ulega uśpieniu w organizmie, aby co jakiś czas się budzić i dawać o sobie znać, jak na przykład ospa wietrzna i półpasiec, czy też będzie przewlekłą niszczącą infekcją, jak zapalenie wątroby typu B? A może po wyzdrowieniu z COVID-19 będziemy już odporni na koronawirusa do końca życia?

Niektóre przydatne linki do badań: Arxiv.org, NBCI Resources, Europe PCM, JAMA Cardiology, Thrombosis ResearchThe American Journal of GastroenterologyJAMA Network

Źródło: WebMed, WHO, Science