To mogą być naprawdę niezłe święta. Koronawirus pomocny w realizacji indywidualnych potrzeb?

Bez krępujących pytań, gburowatego wujka i wścibskiej ciotki Basi. Wreszcie nie musisz jeść jajek i żurku, który tak naprawdę nigdy ci nie smakował. Może jednak nowy model spędzania świąt nie jest taki zły?

O tym, jak wykorzystać koronawirusa do realizacji własnych potrzeb, rozmawiamy z Mateuszem Grzesiakiem, psychologiem specjalizującym się w kompetencjach społecznych, a zarazem doktorem nauk ekonomicznych*.

Pierwotnie chciałam z panem porozmawiać o tym, jak sobie emocjonalnie poradzić z tegorocznymi "niewątpliwie trudnymi do zniesienia świętami". Usłyszałam w odpowiedzi, że moje założenie jest błędne. Dlaczego?

- Tak, bo dopuszcza wyłącznie jeden kierunek myślenia. Uważam, że tym razem wcale nie musi być gorzej, tylko inaczej. To nieprawda, że wszyscy marzą o świętach z dziesięcioma wujkami naraz. Nie dla każdego ten czas to także szczególne doświadczenie religijne, bo obserwujemy właśnie eksodus młodych ludzi z Kościoła katolickiego w Polsce. Dla wielu osób to może być trudny czas, dla wielu nie. Wręcz przeciwnie - pojawia się okazja do uwolnienia.

Koronawirus jako wykręt?

- Od 20 blisko lat zajmuję się zachowaniami społecznymi w wymiarze emocjonalnym i ekonomicznym. Widzę jak rzeczywiście koronawirus wpływa na wiele aspektów życia: gospodarczy, emocjonalny, kulturalny czy społeczny. Z powodu koronawirusa ludzie się godzą, rozstają, zmieniają zachowania. Nie każdego stać na to, by powiedzieć wprost: nie chcę spędzać świąt z rodziną, mam dość pytań przy stole o to, z kim śpię, dlaczego nie mamy drugiego dziecka i nie zamierzam już znosić chamskich zaczepek wujka Edka.

Zobacz wideo

Niektórzy jednak chcieliby być teraz z rodziną.

- Oczywiście, ale różnie ją definiujemy. Dla jednego będą nią dalsi krewni, dla drugiego tylko rodzice i rodzeństwo, a dla trzeciego - wyłącznie partner i dzieci. Rodziny bywają dobre i złe. Nie musimy tym gorszym oddawać swojego urlopu. Od lat wyjeżdżam w czasie świąt do ciepłych krajów, bo uciekam od zimna, staram się naprawdę odpocząć. Czasem słyszę pytanie - A co z rodziną? Tymczasem właśnie jestem z rodziną, tylko tą najbliższą. Koronawirus pozwoli wielu osobom na takie bardziej autonomiczne decyzje.

Nauczeni dobrym doświadczeniem w kolejnych latach również będziemy bardziej odporni na presję i spędzimy święta po swojemu?

- Jako psycholog wierzę, że człowiek może się zmienić. Jestem jednak także ekonomistą, więc też wątpię. Łatwo ulegamy owczemu pędowi, podporządkowujemy się większości, chociaż historia uczy, że rację niejednokrotnie ma jednostka. Gdy trafiamy na wyspę, na której tubylcy rzucają dzidami w małpy, początkowo rozumiemy, że to barbarzyństwo. Z czasem jednak zaczynamy się zastanawiać nad tym, że może warto wziąć do ręki tę dzidę. Analogicznie: kultywujemy tradycje, które często ani nie są nam bliskie, ani zrozumiałe. Mamy chwilę wytchnienia od nich, ale pewnie większość wróci za jakiś czas do tych schematów.

To jakie pozytywy można jeszcze znaleźć w obecnej sytuacji?

- Mnóstwo pozytywów! Pierwsze skojarzenie ze świętami, które mi się nasuwa, to żarcie. Nie jedzenie - żarcie. I z tego żarcia można wreszcie zrezygnować. Zaoszczędzimy pieniądze, nie przytyjemy jak co roku, a przede wszystkim nie będziemy udawać, że smakuje nam barszczyk, którego nie umiemy ugotować. Ludzie, po pierwszej fazie nerwowych, przypadkowych zakupów, kupują teraz przede wszystkim to, co jest im potrzebne i co zjedzą.

Konserwy na gorsze czasy?

- Niekoniecznie. Nie tak pesymistycznie. Mamy przecież święta.

A jeśli jednak tęsknimy za rodziną, tradycją?

- Jest rada. Ważne, by jak najbardziej zminimalizować brak fizycznej obecności tych, których nam brakuje. To nieprawdopodobne, do czego zdolna jest ludzka jednostka, gdy chce zaspokoić autentyczne potrzeby. Nasi rodzice nagle radzą sobie z komputerami, komunikatorami, kamerkami, telefonami. Z pewnością zostanie z nami już na zawsze świadomość, że właściwie wszystko można załatwić przez internet. Także bliskość. Owszem, nie jest to rozwiązanie idealne - brakuje dotyku, zapachów, ale nasz mózg stymulowany dźwiękiem i obrazem także reaguje. Włączmy monitory i bądźmy cały czas obok siebie.

Izolacja wciąż jest trudna, nawet z tymi, których kochamy.

- Tak, to wyzwanie, ale musimy się nauczyć adaptacji, nie tylko na czas pandemii. W życiu zdarzają się sytuacje kryzysowe i trzeba sobie z nimi radzić. Czasem pomaga choćby przeramowanie, zmiana etykiety. Jest różnica, gdy trafiamy do Alcatraz jako turyści, niż gdybyśmy kiedyś trafiali jako więźniowie. Jeśli izolację uznamy jako okazję do innego wykorzystania czasu, będziemy mieć na nią pomysł, to mogą być całkiem udane święta.

* Dr Mateusz Grzesiak (na zdjęciu w naszej galerii) - psycholog specjalizujący się w kompetencjach społecznych. Łączy techniki pochodzące z różnych dziedzin w celu stworzenia nowatorskich modeli zmiany w życiu osobistym i biznesie. Wykładowca akademicki, doktor nauk ekonomicznych. Od blisko 20 lat prowadzi szkolenia z zakresu zarządzania, marketingu i rozwoju osobistego, głównie na rynkach europejskich i amerykańskich. Autor 20 książek i wielu publikacji naukowych, w tym "Success and Change", najpopularniejszej psychologicznej książki w Polsce 2015 roku.

Więcej o: