Czy koronawirus może wrócić po opanowaniu pierwszej fali zachorowań? Eksperci szukają odpowiedzi

Gdy już będziemy mieć za sobą szczyt pandemii, to czy uda nam się całkowicie wyeliminować nowego koronawirusa, tak jak niegdyś SARS, czy też koronawirus będzie regularnie w nas uderzał? Możliwe są różne scenariusze.

Walka z pandemią nadal trwa i wielu ekspertów oraz lekarzy zadaje sobie pytanie: co dalej? Mieliśmy już do czynienia z epidemią wywołaną przez innego koronawirusa o nazwie SARS (zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej) w latach 2002-2003. Wirus rozprzestrzenił się wówczas na 29 krajów, zakażonych zostało 8 098 osób. Choroba zabiła wtedy 774 osób. W wyniku zastosowania rygorystycznych zasad pochód SARS został wówczas powstrzymany, a sam wirus - jak się wydaje - zaniknął wśród ludzi.

Ale mamy też przykłady kolejnych fal epidemii, tak jak w przypadku niezwykle zaraźliwej hiszpańskiej grypy, która uderzyła aż trzy razy na początku XX wieku.

W epicentrum epidemii w Wuhan oraz w całych Chinach w tej chwili koronawirus przycichł na tyle, że można już mówić że nie dochodzi tam do lokalnych zakażeń. Jeżeli diagnozuje się nowe przypadki choroby, to związane są one z powrotami Chińczyków z zagranicy. Eksperci próbują odpowiedzieć teraz na pytanie, czy epidemia może jeszcze powrócić do Chin i to z jeszcze większą siłą? Na łamach czasopisma medycznego "The Lancet" Antoine Flahault z Institute of Global Health, Faculty of Medicine, University of Geneva zastanawia się, czy w Chinach nie ma jednak zwiastunów "drugiej fali" zakażeń.

Jak podaje Flahault, "współczynnik ataku" SARS-CoV-2, obliczony na podstawie modeli matematycznych i szacowanej podstawowej liczby reprodukcyjnej, R0 2-3, sugeruje, że - przy braku środków zaradczych - 50-60 procent populacji zostanie ostatecznie zakażona, ponieważ jesteśmy całkowicie nieodporni na nowego wirusa. Na pokładzie statku wycieczkowego Diamond Princess "wskaźnik ataku" pozostawał na poziomie nieco poniżej 20 procent (705 z 3711 pasażerów i członków załogi zostało zakażonych), co także daje do myślenia. Gdyby według modelu statystycznego oceniać epidemię w Chinach, gdzie do 2 marca zgłoszono 80 026 przypadków COVID-19, oznaczałoby to, że zakaził się niewielki procent z 1,4 miliarda populacji. Do wskaźnika, wynoszącego 50-60, a nawet 20 procent, jest zatem daleko. Czy należy zatem spodziewać się kolejnej, znacznie potężniejszej fali zachorowań w Chinach? - to pytanie dręczy niejednego eksperta ds. chorób zakaźnych. Odpowiedź leży w badaniach serologicznych - uważa autor artykułu w "The Lancet". Przebadanie dużej, reprezentatywnej grupy mieszkańców Wuhan pod kątem obecności przeciwciał dałoby rzeczywisty obraz skali epidemii i pozwoliło obliczyć dokładniej ów "wskaźnik ataku".

Zobacz wideo Łukasz Szumowski: Niestety, najgorsze jeszcze przed nami

Co to jest próg odporności zbiorowiskowej?

Według modelu opracowanego przez szkockich matematyków Williama Ogilvy Kermacka oraz Andersona Gray McKendricka w latach dwudziestych XX wieku, aby epidemia się skończyła, musi być osiągnięty tzw. próg odporności stadnej (zbiorowiskowej).

"Odporność zbiorowiskowa (inaczej odporność populacyjna, odporność stadna lub odporność grupowa) to ochrona osób nieuodpornionych w wyniku zaszczepienia wysokiego odsetka społeczeństwa. Pojęcie to powstało na bazie obserwacji, że obecność w populacji osób uodpornionych przeciwko danej chorobie zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na tę chorobę również osób nieuodpornionych" - czytamy na stronie PZH-NIZP. 

W przypadku nowego koronawirusa, gdy nie dysponujemy jeszcze żadną szczepionką, owa odporność zbiorowiskowa może być osiągnięta wyłącznie poprzez infekcje. Odsetek osób odpornych na zakażenie zależy od łatwości, z jaką wirus się przenosi między ludźmi. Im bardziej zaraźliwa choroba, tym większa musi być liczba osób zaszczepionych, aby nie dochodziło do kolejnych zakażeń.

W przypadku COVID-19 musiałoby to być od 50 do 66 procent osób zakażonych, a następnie uodpornionych, aby zatrzymać pandemię (...) Jeżeli zainfekowana osoba zakaża średnio mniej niż jedną osobę, epidemia się kończy.

- uważa A. Flahault. Przy czym - dodaje - ponowne pojawienie się COVID-19 jest możliwe w postaci sezonowych zachorowań. W tej chwili w Chinach oraz w Korei Południowej wydaje się, że epidemia została zatrzymana. Osiągnięto to takimi środkami jak kwarantanna, różne środki ostrożności itp. Nie wiadomo, co będzie, jak te zabezpieczenia zostaną zniesione. Osiągnięcie odporności zbiorowiskowej może zająć kilka miesięcy lub lat.

Cytowana przez Agence France-Presse prof. Sharon Lewin z The Peter Doherty Institute for Infection and Immunity w Australii uważa, że nadal nie wiemy, czy COVID-19 zniknie jak SARS, czy też powróci, ale należy mieć nadzieję, że za kilkanaście miesięcy będziemy mieć już skuteczną szczepionkę.

Źródło: The Lancet, Science.Alert.com, PZH-NIZP