Testy na koronawirusa. Gdzie zrobić? Jak wygląda badanie? Czy wynik może być błędny?

Coraz więcej Polaków spełnia obowiązujące w kraju kryteria, by przejść test w kierunku zakażenia SARS-CoV-2. Dlaczego w Polsce robi się mniej badań niż w wielu innych krajach? Czy dostępne testy są miarodajne? Odpowiadamy na najczęstsze pytania.

Niemal we wszystkich kwestiach związanych z nowym koronawirusem rządzi informacyjny chaos. Testy laboratoryjne nie są tu wyjątkiem. Jest to do pewnego stopnia zrozumiałe i nieuniknione. Wyścig z czasem, wciąż realnie znikoma wiedza o zagrożeniu, ogromna odpowiedzialność decydentów, ograniczenia technologiczne i finansowe, coraz poważniejsza sytuacja w Europie... Napływają sprzeczne i niejasne komunikaty, a wiążące wnioski i obiektywna ocena przyjętych strategii będą możliwe za wiele miesięcy. Spróbujmy zatem uporządkować to, co wiemy już dziś, a przede wszystkim przygotować na sytuację, że będziemy osobiście potrzebowali wykonać test.

1. W Polsce robimy za mało testów?

Liczba testów wykonywanych w Polsce zdecydowanie rośnie, chociaż wciąż jest niewielka w porównaniu do przodujących w tym zakresie krajów na świecie. Według zapewnień ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego do 20 marca w Polsce przeanalizowano ok. 10 tysięcy próbek, dziennie planowane jest badanie ok. 1,5 tysiąca, a obecna, możliwa przepustowość laboratoriów to nawet trzy tysiące. Dla porównania: Korea Południowa każdego dnia bada 20 tysięcy próbek. Niemcy do tej pory przebadali ponad 200 tysięcy osób.

Różnica wynika wyłącznie z dostępności testów i możliwości finansowych danego państwa? Nie do końca. Do niedawna Stany Zjednoczone wykonywały znikomą liczbę testów (pięć na milion mieszkańców). Obecnie Szwedzi badają wyłącznie pacjentów w ciężkim stanie, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że przyczyną problemów zdrowotnych jest COVID-19 (czyli choroba wywołana przez nowego koronawirusa). I pozornie dynamika zakażeń w tym kraju spada...

Według Maureen Ferran, biolożka z Rochester Institute of Technology, zmiana strategii w USA (planowane przeprowadzenie w maksymalnie krótkim czasie co najmniej 700 tysięcy testów) to nie tyle efekt nowej oceny zagrożenia, co reakcja na społeczne naciski.

Szwedzkie podejście dziwić nie powinno. To kraj uznawany za ojczyznę zdrowych, silnych, aktywnych fizycznie ludzi. Profilaktykę Szwedzi pojmują raczej jako propagowanie zdrowego stylu życia, bez lekarzy i medykamentów. Władze generalnie zakładają, że organizmy obywateli same sobie poradzą z wieloma zagrożeniami, a ci zasadniczo się z tym zgadzają. Przykładowo: w Polsce profilaktycznie podaje się heparynę (lek rozrzedzający krew) wszystkim pacjentom zagrożonym zakrzepicą i w efekcie zatorem naczyniowym, np. po złamaniu kończyny. Szwedzi wychodzą z założenia, że niskie ryzyko takiego powikłania (ok. 1-3 proc.) nie uzasadnia wydatków na leki. Robienie testów pacjentom, którzy infekcję koronawirusową mogą przejść łagodnie, również oceniają niemal jako marnotrawstwo.

Zdecydowanie więcej na temat rozwiązań w innych krajach, ilości wykonywanych badań, kryteriach, znajdziesz TUTAJ

Więcej o szwedzkim podejściu do zagrożenia TUTAJ

Zobacz także: WHO oficjalnie o testach

Zobacz wideo

2. Czy testy przesiewowe mają sens, skoro i tak nie ma skutecznego leku?

  • SARS-CoV-2 charakteryzuje wysoka zaraźliwość (zakłada się, wirusem może zakazić się nawet ok. 70 proc. populacji świata). Wciąż nie mamy pewności, od kiedy zakażamy, jak długo, jak duże zagrożenie dla otoczenia stanowią osoby, u których infekcja przebiega bezobjawowo.
  • Zasadniczo uważa się, że najłatwiej zakazić się od kogoś, kto kicha lub kaszle, a osoba, która się zakaziła, obserwuje u siebie objawy po kilku dniach. Specjaliści przestrzegają jednak, że okres wylęgania może być znacznie dłuższy. Nie wyklucza się, że wirus może atakować kilkakrotnie (wskazują na to liczni "ozdrowieńcy" w krajach azjatyckich, którzy po kilku tygodniach okazywali się znowu chorzy, a przebieg COVID-u za drugim razem był cięższy), a nawet, że wciąż nie znamy wszystkich dróg zakażenia (wirus jest wykrywany w kale, więc pojawiają się głosy, że może być chorobą brudnych rąk). 
  • Wiadomo na pewno, że wirus z Wuhan może przetrwać w powietrzu kilka godzin, a na niektórych przedmiotach stanowić zagrożenie nawet kilka dni. Nie ma szczepionki, skutecznych leków, patogen jest nowy, więc potencjalnie groźny dla każdego.

Kompendium wiedzy o koronawirusie

Epidemiolog o zaraźliwości, śmiertelności i dynamice pandemii

Koronawirus - jak długo utrzymuje się na przedmiotach

Powyższe sprawia, że jedyną skuteczną bronią, jaką w tej chwili dysponuje świat, jest maksymalne spowalnianie szerzenia się epidemii. Jak przekonuje dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus - jest to możliwe wyłącznie poprzez przerywanie łańcuchów transmisji SARS-CoV-2, czyli wykrywanie wszystkich zakażonych i ich izolowanie - najlepiej w wyspecjalizowanych ośrodkach, nie w "normalnych" szpitalach, i nie w domach (przy tak zjadliwym wirusie nie można zapewnić bezpieczeństwa bliskim, sąsiadom itd.). A jak wykrywać, skoro nosiciele często są nieświadomi zagrożenia, jakie stanowią? Robić jak najwięcej testów.

Im mniej ludzi się zakazi, tym mniej będzie ofiar. Takie jest oficjalne stanowisko WHO, specjalistów z Chin, którzy mają największe doświadczenie w walce z epidemią, ekspertów z Korei Południowej, która jako pierwsza zdecydowała o badaniach na jak najszerszą skalę. Z tą oceną zgadza się zdecydowana większość decydentów. Wyjątek do niedawna stanowiła Wielka Brytania, planująca uzyskać odporność populacyjną poprzez przyzwolenie na swobodne szerzenie się wirusa. Analizy wskazujące, że nawet u 1/3 mieszkańców przebieg infekcji może być bardzo ciężki (wymagający leczenia w warunkach intensywnej terapii) i w efekcie prowadzący do totalnej destabilizacji nie tylko systemu opieki zdrowotnej, sprawiły, że wycofano się z dotychczasowej strategii (więcej na ten temat).

3. Czy wszystkie testy są takie same?

By wykryć koronawirusa SARS-CoV-2, który wywołuje chorobę COVID-19, przeprowadzane są zasadniczo dwa typy analiz: genetyczne i immunologiczne (serologiczne).

Światowa Organizacja Zdrowia do niedawna zalecała laboratoryjne badania genetyczne techniką NAAT (technika amplifikacji kwasu nukleinowego), czyli namnażania materiału genetycznego wirusa. Przykładem takiego badania jest dość skomplikowana i czasochłonna procedura metodą PCR (czasem wymagająca nawet kilkudziesięciu godzin do pełnej analizy). Właśnie na nią i zalecenia WHO powoływał się kilka dni temu minister Szumowski, uzasadniając niewielką ilość badań wykonywanych w Polsce.

Więcej o metodzie PCR

Testy immunologiczne (serologiczne) nie są wciąż zalecane w Polsce, chociaż są produkowane także w naszym kraju przez lubelską firmę BioMaxima S.A., a firma SensDx obiecuje szybki test (wraz z przenośnym urządzeniem do jego wykonania) w maju (więcej na ten temat).

Badania takie pozwalają wykryć przeciwciała koronawirusa w surowicy krwi pacjenta. Są zdecydowanie szybsze i tańsze od badań genetycznych. Niektóre kraje wykorzystują je pomocniczo, do badań przesiewowych, np. u pacjentów bez objawów, chcących się skontrolować trochę na wszelki wypadek. W przypadku pozytywnego wyniku (potwierdzającego kontakt z patogenem), wykonuje się rozstrzygające badanie genetyczne.

Jak poinformowała w liście do Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, konsultantka krajowa w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej, aktualnie nie zaleca się stosowania testów serologicznych w celach diagnostycznych, ze względu na trudność w ocenie ich wartości i spore ryzyko uzyskania błędnego wyniku. Zapewniła jednak, że trwają pracę nad doskonalszym testem serologicznym, który mógłby być za jakiś czas stosowany pomocniczo. Nie przekonuje to zwolenników szybkich testów, którzy argumentują, że służby (np. na granicy) wyposażone w szybkie testy (dające wynik w kilkanaście minut) byłyby w zdecydowanie lepszej sytuacji niż są teraz, mając do dyspozycji co najwyżej termometry i kwestionariusze.

Świat nie ustaje w pracy nad coraz szybszymi testami, które mogłyby stać się powszechnie dostępne i łatwe w obsłudze, analogicznie jak np. test ciążowy. Wykorzystuje także inne narzędzia diagnostyczne, w tym sztuczną inteligencję. Do Rzymu właśnie trafił system, który pozwala, na podstawie obrazu płuc z tomografii komputerowej, w 20 sekund rozstrzygnąć, czy pacjent choruje na COVID-19.

Więcej na ten temat

4. Czy możliwy jest wynik fałszywie dodatni lub fałszywie ujemny?

Każda metoda diagnostyczna jest obciążona ryzykiem błędu. W przypadku badań genetycznych uważa się, że jest ono bliskie zeru, ale to nie do końca prawda, zwłaszcza w przypadku diagnostyki nowego koronawirusa. Chińskie doświadczenia pokazały, że u wielu pacjentów zakażonych SARS-CoV-2 wynik badania pozornie niezawodną techniką PCR był błędnie ujemny. Uważa się, że wpływ na to mogło mieć wiele czynników, w tym nieprawidłowe pobranie materiału do badania czy błędy przy jego analizie. Ostatecznie Chińczycy rozszerzyli diagnostykę zakażonych o badanie tomografii komputerowej i COVID-19 bywa rozpoznawany na podstawie charakterystycznych zmian, jakie powoduje w płucach.

Więcej na ten temat

Testy serologiczne są powszechnie stosowane choćby przy rozpoznawaniu boreliozy, toksoplazmozy i wielu chorób pasożytniczych, chociaż wiadomo, że czułość wielu z nich jest ograniczona. Uważa się, że w zależności od patogenu i rodzaju testu błędne wyniki mogą dotyczyć od kilku do nawet kilkudziesięciu procent badań. Są jednak przeprowadzane, a pacjenci często są nieświadomi ograniczeń diagnostycznych.

W przypadku nowego zagrożenia, gdy skalę błędnych wyników trudno precyzyjnie oszacować, ostrożność przy doborze metod diagnostycznych wydaje się zrozumiała. Z drugiej strony wydaje się, że strategia, by wszelkimi metodami wykrywać jak najszybciej osoby zakażone, zyskuje coraz większe uznanie specjalistów.

5. Kiedy wykonać test?

Póki co w Polsce nie ma testów na żądanie, nie można też zrobić ich prywatnie. Zmienna sytuacja epidemiczna sprawia, że zmienia się grupa osób podlegających badaniom.

Początkowo badano osoby, które nie tylko wróciły niedawno z terenów dotkniętych epidemią, miały objawy choroby COVID-19, ale jeszcze mogły dowieść, że miały bezpośredni kontakt z osobą zakażoną.

Kilka dni temu minister zdrowia zapewniał, że teraz badani będą już wszyscy kierowani na kwarantannę, testów nie zabraknie i przybędzie miejsc, w których będzie możliwe zrobienie badań. Na kwarantannę przede wszystkim kierowane są osoby, które miały bezpośredni kontakt z osobą zakażoną nowym wirusem, co potwierdził wynik laboratoryjny. Nie muszą mieć żadnych objawów chorobowych.

19 marca minister Łukasz Szumowski stwierdził jednak, że w przypadku pacjentów, u których nie wystąpiły objawy, testy mogą wyjść fałszywie ujemne i generalnie nie ma sensu ich robić wcześniej niż siedem dni od ewentualnego zakażenia. W mediach pojawiły się też doniesienia o braku testów w szpitalach zakaźnych. Trzeba chyba zaczekać parę dni, by przekonać się, jak w praktyce będą wyglądały nowe procedury i dostępność do badań.

6. Gdzie się udać na badanie?

Sądzisz, że możesz być zakażony SARS-CoV-2? Jeśli nie chcesz tracić czasu i nerwów, najlepiej nigdzie nie jedź, tylko dzwoń: do najbliższego sanepidu, na całodobową, ogólnopolską infolinię NFZ (nr 800 190 590), ewentualnie do swojej rejonowej przychodni, by pokierowali cię dalej. W przypadku ostrej duszności nie wahaj się wzywać pogotowia.

Nie blokuj żadnej z tych linii, jeśli nie ma wyraźnej potrzeby. Nie służą do zaspokajania ciekawości. Bądź solidarny i daj szansę dodzwonić się naprawdę potrzebującym.

Oficjalne odpowiedzi na nurtujące cię pytania znajdziesz choćby w specjalnym serwisie, przygotowanym przez ministerstwo zdrowia.

Masz objawy choroby, uzasadnione podejrzenie, że mogło dojść do zakażenia i mieszkasz niedaleko szpitala zakaźnego (lista placówek zajmujących się pacjentami zakażonymi koronawirusem)? Możesz od razu wybrać się osobiście, ale przygotuj się na długie oczekiwanie w kolejce, skomplikowane procedury itd. 

Z objawami infekcji czy po kontakcie z osobą zakażoną nie idź do przychodni czy na zwykły SOR. Nie zrobisz tam badania, nie uzyskasz właściwej pomocy. Jeśli jesteś w dość dobrym stanie, zostaniesz odesłany do domu z zaleceniem wykonania telefonu do sanepidu. W stanie poważniejszym będziesz czekał na transport do wyspecjalizowanej placówki. Stracisz więc czas, opóźnisz realnie uzyskanie pomocy, a przede wszystkim narazisz na zakażenie kolejne osoby.

Według informacji przekazanych przez ministra zdrowia testy osobom objętym kwarantanną mogą być obecnie wykonywane już nie tylko w szpitalach zakaźnych, ale również w domu pacjenta. Trudno powiedzieć, kiedy to będzie realnie możliwe w twojej okolicy. Warto wykorzystać telefon, by to ustalić i być może w ogóle uniknąć niepotrzebnego wychodzenia z domu.

7. Jak wygląda badanie na obecność wirusa SARS-CoV-2 i dlaczego zazwyczaj tak długo czekamy na wyniki?

Z punktu widzenia pacjenta obecnie przeprowadzane testy to nic skomplikowanego. Pracownik wyspecjalizowanego laboratorium najczęściej robi wymaz z noso-gardła, ewentualnie pobiera próbkę plwociny. Czasem wskazane może być również badanie krwi, stolca lub moczu. 

Sam proces namnażania wirusa jest dość skomplikowany i wymaga specjalistycznego sprzętu. Obsługiwać go może tylko odpowiednio przeszkolony personel. Do zadań laboranta należy choćby ocena jakości samej próbki, by uniknąć błędnych wyników. Bywa, że u osoby podejrzewanej o zakażenie koronawirusem, występują równolegle inne infekcje. Wówczas analizę pod kątem innych patogenów wykonuje się równocześnie.

Niezwykle istotne jest także przestrzeganie szczególnych środków bezpieczeństwa, zwłaszcza przy potencjalnie wysoce zakaźnym materiale.

Sporo czasu ucieka też podczas transportu, przekazywaniu wyników etc. W całym kraju jest zaledwie kilkanaście laboratoriów spełniających kryteria i wykonujących analizy, a potrzeby stale rosną.