Koronawirus w Polsce. W aptekach może nie ma jeszcze tłumów, ale telefony się urywają. Sporo ludzi panikuje

Paulina Front, farmaceutka*: Pacjenci chyba nie mają świadomości, że kryzys lekowy pogłębia się i może zabraknąć nie tylko preparatów przeciwprzeziębieniowych, ale także tych stosowanych choćby w leczeniu chorób układu krążenia.

Czego najczęściej szukają pacjenci w aptece, od kiedy wiemy, że także u nas jest nowy koronawirus?

Paulina Front: Maseczek i silnych środków dezynfekujących. Nie dostaną ich już. Osoby, którym naprawdę są potrzebne, znalazły się w trudnej sytuacji. Co ma zrobić pacjent onkologiczny, który wychodzi ze szpitala, i maseczkę musi nosić? Oddałam już część własnych masek, które są mi potrzebne przy procedurach wytwarzania kropli do oczu, bo wymagają jałowości, a także gdy mam kontakt z substancjami drażniącymi. Kolejnych masek nie ma nawet gdzie zamówić. W internecie trwa szaleństwo cenowe, a ludzie są oszukiwani nie tylko finansowo.

Paulina Front, farmaceutka,Paulina Front, farmaceutka, fot. Mikołaj Front

Nie poleca więc pani „specjalnych maseczek filtrujących, chroniących przed koronawirusem”?

- Takich maseczek po prostu nie ma. Nikt nie opracował takich filtrów. Nie taka jest też rola zwykłych masek. Mają przede wszystkim zatrzymać wirusy od osoby już zakażonej przed rozprzestrzenianiem się z odkasływaną wydzieliną czy śliną. Ochrona zdrowych w taki sposób nie została dowiedziona, a jednak można na tym nieźle zarobić. Pewien pan chwalił mi się zyskami rzędu 40 tysięcy w trzy dni. To straszne. Zaprzyjaźniona weterynarz była zmuszona zapłacić 300 złotych za 50 masek. Jeszcze niedawno kosztowały ok. 10 zł. Co ma zrobić? Zrezygnować z zabiegów chirurgicznych? Zamknąć klinikę?

Ludzie panikują?

- Różnie jest, ale pojawiają się szokujące pomysły. Sporo osób chce przecierać skórę, nawet dzieci, substancjami przeznaczonymi przede wszystkim do dezynfekcji powierzchni czy wybielania odzieży. Takie "zabiegi higieniczne" mogą skończyć się nie tylko poparzeniami ciała, ale też dróg oddechowych. Jest sporo pytań o spirytus salicylowy czy wodę utlenioną, ale też o mycie się wódką. Nie dociera informacja od specjalistów, że woda z mydłem do mycia wystarcza.

Są kolejki?

- Z pewnością pacjentów jest znacznie więcej, ich obsługa trwa często dłużej niż standardowo, bo zadają wiele pytań, ale tak generalnie się dzieje w sezonie grypowym. Zdecydowanie więcej jest telefonów. Jednego dnia, po 50. telefonie z pytaniem o maseczki, przestaliśmy liczyć ilość połączeń.

O co jeszcze pytają pacjenci?

- Zależy. W zasadzie są trzy typy pacjentów. Typ panikujący to osoby, które najchętniej kupiłyby wszystko - czy ma to sens, czy nie. Są rozczarowane, gdy mówię, że odpowiedzialnie mogę polecić właściwie tylko preparaty przeciwgorączkowe. Pytają o leki przeciwwirusowe, wspomagające odporność. Wiele osób decyduje się na zakup środków z inozyną, chociaż ostrzegam, że jej działanie uodparniające nie zostało naukowo dowiedzione, a przeciwwirusowe jest podważane. Niektóre próbują na mnie wymusić wydanie antybiotyku na receptę farmaceutyczną**.

Zobacz wideo Koronawirus i nowe przepisy. Jakie prawa ma pracownik. Jakie obowiązki ma pracodawca

Po co?

- Polacy wciąż nie odróżniają bakterii od wirusów, dlatego domagają się antybiotyków i wykupują żele antybakteryjne. Nie do końca mnie to dziwi. Wielu lekarzy przepisuje antybiotyk niemal zawsze, gdy pacjent jest kiepski osłuchowo. Niektórzy zalecają ich zastosowanie dopiero w sytuacji, gdy objawy nie ustępują przez kilka dni. Ma to pewne uzasadnienie, bo nadkażenia bakteryjne są dość częste, ale pacjenci rzadko się do tych zaleceń stosują. Ostatnio pacjentka przyznała mi się, że nosi antybiotyk w torebce i go łyka zawsze, gdy zaboli ją gardło. Doraźnie i profilaktycznie. Potem dziwimy się lekooporności.

A dwa pozostałe typy?

- Typ drugi niby się wyśmiewa z "tego całego koronawirusa", obwinia media o sianie paniki, a potem pod pretekstem typu: "nie dla mnie, to dla córki" kupuje niemal tyle samo, co panikarze. Pocieszające, że zadaje jednak przy okazji sporo pytań o higienę, realne możliwości leczenia.

Grupę trzecią cechuje rozsądek. Nie pyta czy są maseczki, ale czy są potrzebne, a odpowiedź negatywną przyjmuje ze spokojem. Przemawiają argumenty, że skoro ja maseczki nie noszę, a wciąż mam kontakt z chorymi i żyję, to nie trzeba się bać.

Który typ zachowań dominuje?

- Pracuję w dwóch aptekach – w mieście i na wsi. W wiejskiej dominują osoby starsze, czyli najbardziej narażone na zakażenie, a jednak to one wykazują się rozsądkiem. Dają się choćby przekonać, by następnym razem wysłać do apteki kogoś z rodziny, kto raczej nie zachoruje, że woda z mydłem to wystarczający środek do mycia rąk. Panikują przede wszystkim osoby z grupy wiekowej 30-40 lat, raczej kobiety, często obawiające się o zdrowie najbliższych. Wydaje się, że ma to głównie związek z podróżami. Delegacje, urlopy – sporo wyjeżdżamy i obawiamy się kontaktu z zakażonymi.

A pani się nie boi?

- Wydaje mi się, że z nowym koronawirusem stykamy się w Polsce już od pewnego czasu. Przeanalizowałam sprzedaż leków od połowy stycznia. Pamiętam co najmniej kilkunastu pacjentów, których objawy budziły wątpliwości. To chorzy, którzy nie reagowali na leki przeciwkaszlowe i przeciwprzeziębieniowe, zazwyczaj skuteczne przy sezonowych, klasycznych infekcjach. Ten sam pacjent najpierw kupował coś łagodnego. Jego stan nie poprawiał się, więc wracał i prosił o silniejsze leki. Znowu nie było zadowalających efektów. Zwykle pomagały dopiero glikokortykosteroidy wziewne i leki rozkurczające oskrzela, przepisane przez lekarza. Zatem: najpewniej chory miał stwierdzony stan zapalny dróg oddechowych i towarzyszącą mu duszność. Oczywiście, nie mogę wykluczyć, że była to grypa, ale do koronawirusa też pasuje.

Czy rację mają ci, którzy wieszczą, że zabraknie nam wkrótce nawet podstawowych leków, a nawet pasków dla diabetyków?

- Kryzys lekowy mamy od miesięcy, a tak naprawdę leków brakuje od lat. Temat stał się bardziej nośny tylko dlatego, że zaczyna brakować coraz bardziej popularnych preparatów i dotyka to już nie tylko pacjentów leczących się lekami specjalistycznymi, czy z określonych grup terapeutycznych, ale powoli każdy może mieć problem ze zdobyciem podstawowych leków. Od co najmniej pół roku farmaceuci ostrzegali, że uzależnienie od chińskich komponentów w końcu odbije nam się czkawką. Od dawna jest problem nie tylko z zaopatrzeniem w konkretne preparaty, ale także częstym wycofywaniem serii leków zanieczyszczonych nitrozoaminami. Wiele z nich trafiło do pacjentów, a ci zdążyli je zażyć. Czego się spodziewać przy nienaturalnie niskich kosztach produkcji, jeśli nie niskiej jakości? Teraz mamy nową sytuację – produkcja zostaje w ogóle wstrzymana. W momencie, kiedy zacznie brakować leków  dla pacjentów z powszechnymi chorobami przewlekłymi (a zacznie), ci muszą wiedzieć, że większe zagrożenie dla ich zdrowia stanowi niezażywanie leku niż przyjmowanie odpowiednika, który jest biorównoważny. Wiele osób przywiązuje się do "swojego leku" i o tym zapomina, nie godząc się na zamiennik.

Akurat pasków nie powinno zabraknąć, bo jest ich naprawdę spory wybór, ale już środków dezynfekujących potrzebnych choćby do wymiany cewnika – tak. Dziś już nie sprzedawałam zwykłego octeniseptu każdemu, ale realnie nie ma z czego robić zapasów.

Pacjenci próbują zrobić zakupy na parę miesięcy do przodu?

- Do osób przewlekle chorych chyba jeszcze nie dotarło, że dostęp do ich leków może być jeszcze bardziej utrudniony, także w związku z koronawirusem. Mało kto robi zakupy na zapas, część pacjentów pyta o sytuację i trochę się martwi, ale od pewnego czasu na chorych już nie robi wrażenia fakt, że nie ma ich leku.

* Paulina Front, farmaceutka. Absolwentka Wydziału Farmaceutycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Pracuje w aptekach na terenie Niepołomic i jest współwłaścicielką jednej z nich. Systematycznie śledzi zmiany na rynku farmaceutycznym oraz aktywnie je komentuje, głównie na Twitterze. Entuzjastka receptury aptecznej, rozpoczyna swoją przygodę w sieci na blogu mgrfront.pl i fanpagu, dzieląc się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniem - krótkim, ale intensywnym.

** W niektórych sytuacjach farmaceuta może wypisać receptę. Więcej na ten temat

W poniedziałek gościem Porannej Rozmowy Gazeta.pl będzie Łukasz Szumowski. Masz do ministra zdrowia pytanie na temat koronawirusa, które może zostać mu zadane w naszym studiu? Prześlij je na maila: redakcjagazetapl@agora.pl.

Więcej o:
Komentarze (28)
Koronawirus w Polsce. W aptekach może nie ma jeszcze tłumów, ale telefony się urywają. Sporo ludzi panikuje
Zaloguj się
  • tytus.k

    Oceniono 2 razy 2

    Najgorsze jest to, że ludzie wykupują bez sensu to, co niezbędne jest innym. Dla przykładu - gdy chodzi o koronawirusa środkiem odkażajacym może być zwykła woda z mydłem. Ale ludzie wykupują np. octenisept, który konieczny jest do zachowania higieny osobom z trudno gojącymi się ranami, ze stopą cukrzycową itd. Dla tych ostatnich brak odpowiedzniego środka, przepisanego przez lekarza to prawdziwy, dramatyczny problem!

  • extrafresh

    Oceniono 2 razy 2

    Chorowałbym.

  • psyhodelic

    Oceniono 4 razy 2

    Leki są na receptę a to co po za nią to badziewie wiec nie róbcie paniki . Mądry lekarz wie co przepisać , a panikarze niech kupują nawet na kilogramy i nabijają kasę międzynarodowym korporacją

  • loucy

    Oceniono 8 razy 2

    Dlaczego nie podajecie o ilości wyleczonych - w tej chwili na święcie jest 102000 zakażeń 56 000wyleczonych - co daje czynnych około 40 000 ludzi- na 7 500 000 000 ludności świata.
    To jest manipulacja najwyższej klasy.

  • chateau.respawned

    Oceniono 4 razy 2

    Ale te potencjalne tłumy w aptekach to w kolejce po szczepionkę na koronawirusa? Tej, której nie ma?
    Nie rozumiem co autorka chciała przekazać.

  • tomekbanerr

    Oceniono 3 razy 1

    jestem po operacji potrzebuje srodek na rane i h... nic nie ma

  • gragos

    Oceniono 1 raz 1

    Niech sobie przypomnę, kiedy potwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Trzy dni temu? Po trzech dniach okazuje się, że zakup maski ochronnej i silniejszych środków dezynfekcyjnych jest prawie niemożliwy. Czy cztery dni temu minister tego żałosnego rządu nie zapewniał publicznie, że nie ma zagrożenia i Polska jest przygotowana na wypadek wystąpienia epidemii? Nie nakręcajmy się, stosujmy się do zaleceń wirusologów (świetny prof. Gut) i lekarzy zajmujących się chorobami zakaźnymi. Koronawirus jest bez wątpienia dużym problemem dla zdrowia publicznego, ale skutki ekonomiczne, które powoduje, będą dla wielu krajów ( w tym Polski) nieporównywalnie groźniejsze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX