"Liczba ujemna nie jest liczbą przyjętych pacjentów" - Wojewoda mazowiecki "objaśnia" sytuację na SOR-ach

Wkrótce po naszej publikacji informującej o braku miejsc w warszawskich szpitalach i na SOR-ach, mazowiecki System Informacji o Szpitalach przestał być dostępny dla wszystkich. Do tej pory ze strony teoretycznie mógł skorzystać każdy, kto chciał sprawdzić, ile jest wolnych łóżek w konkretnym szpitalu, a nawet na wybranym oddziale. Obecnie wymagane jest hasło, gdyż według zespołu prasowego wojewody mazowieckiego: "jedynie kadra medyczna posiada kwalifikacje do prawidłowej interpretacji danych zaciągniętych w tym systemie". Cóż, mamy pewne wątpliwości.

"Rozbili termometr i nie ma gorączki". Z ograniczenia dostępu do strony System Informacji o Szpitalach w Warszawie śmieją się już nie tylko ratownicy medyczni, którzy zresztą twierdzą, że nawet oni nie mają teraz dostępu do tej bazy (te doniesienia weryfikujemy w warszawskim pogotowiu). Wiele osób uważa, że to wizerunkowy blamaż wojewody mazowieckiego. Wykaz wolnych miejsc na SOR-ach i oddziałach szpitalnych w województwie mazowieckim przestał być powszechnie dostępny wkrótce po tym, jak opublikowaliśmy linka do tej strony i bardzo niepokojące dane ze Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych:

embed

Niestety, nowych danych już nie opublikujemy, bo nie dostaniemy hasła do tej strony (a poprosiliśmy).

Wojewoda "wyjaśnia"

Mamy odpowiedź zespołu prasowego wojewody mazowieckiego w tej sprawie, która w naszej opinii tylko mnoży wątpliwości i powody do niepokoju (pełna treść dokumentu w galerii na górze artykułu).

- Informujemy, że dostęp do strony System Informacji o Szpitalach obecnie wymaga hasła, ze względu na często błędne interpretacje danych zawartych w Systemie przez osoby nie związane z systemem opieki zdrowotnej. Jedynie kadra medyczna posiada kwalifikacje do prawidłowej interpretacji danych zaciągniętych w tym systemie. Należy podkreślić, że dane do systemu są wprowadzane przez szpitale - czytamy w oficjalnym piśmie i dowiadujemy się, co oznaczają liczby ujemne w rubryce "wolne miejsca".

Logika podpowiadałaby, że brak miejsc, a tymczasem wojewoda widzi to inaczej:

- Liczba ujemna podana przez szpital w systemie nie jest liczbą przyjętych pacjentów na Oddział, tylko są to osoby oczekujące na poradę lekarza w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR) lub oczekujące na wynik lub wypis i nie potrzebujące hospitalizacji. Osoby te przybyły do SOR samodzielnie (i nie zawsze wymagają pomocy szpitalnej tylko Podstawowej Opieki Zdrowotnej) lub zostały przywiezione przez Zespół Ratownictwa Medycznego (ZRM), który podjął decyzję o wstępnej diagnostyce w warunkach szpitalnych.

Czyli: to liczba wszelkich osób kręcących się po SOR-ach, poważnie chorych i takich, które wkrótce zostaną odesłane do domów itd.

Jeśli tak, to czemu i komu może służyć strona, która tych danych nie różnicuje, nie przynosi konkretnych informacji i nie daje realnego obrazu sytuacji na SOR-ach? Według wojewody to narzędzie pomocne dyspozytorom medycznym i wojewódzkim koordynatorom ratownictwa medycznego.

Zobacz wideo

Wymiękamy

Wojewoda twierdzi, że dane wyświetlone w systemie nie przedstawiają stanu faktycznej zajętości łóżek na SOR-ach. System jest aktualizowany co kilka godzin. Byłoby zrozumiałe, gdyby był przeznaczony do użytku dla warszawiaków, którzy planują na przykład sami na SOR się udać. Mogliby (orientacyjnie!) przekonać się, czy dana placówka jest (lub była ostatnio) oblegana. Tymczasem NIE. Tak niedoskonałe narzędzie, zgodnie z przesłanym dokumentem, służy dyspozytorom i koordynatorom, którzy decydują o tym, do którego szpitala wysłać karetkę, co zrobić z pacjentem w ciężkim stanie itd. To się w głowie nie mieści i być może wyjaśnia te wielogodzinne postoje karetek pod SOR-ami czy odsyłanie pacjentów w stanie zagrożenia życia w ostatnim czasie:

Po tych "wyjaśnieniach" zaczynamy się bać. Dlatego ponownie poprosiliśmy Wojewodę Mazowieckiego o precyzyjną odpowiedź na szereg pytań, w tym:

  1. Jaką wiedzę daje dyspozytorowi np. liczba -52, jeśli NIE WIE ON, czy są to ludzie czekający na wypis, zajmujący łóżka, spacerujący bez celu, bo do liczby nie ma żadnego uszczegółowienia?
  2. Baza jest aktualizowana co kilka godzin. Dyspozytorzy kierują karetki do szpitali na podstawie danych sprzed kilku godzin?
  3. Liczby ujemne system wykazywał także na oddziałach szpitalnych, choćby internistycznych, kardiologicznych itd. Według ratowników medycznych to może być pierwotna przyczyna problemów na SOR-ach. Skoro oddziały są przepełnione, zapychają się SOR-y i nie ma miejsc dla kolejnych chorych. Niestety, odnośnie innych oddziałów w piśmie wojewody nie ma słowa. Trudno nam uwierzyć, że tam także zera czy liczby ujemne nie oznaczają poważnego problemu. Chyba system nie zlicza też przypadkowych ludzi wędrujących po korytarzach, co do których nie jest pewne, czy zostaną w szpitalu? Aktualnie niemożliwe są nawet odwiedziny. Zatem chyba można zakładać, że jednak baza odzwierciedlała rzeczywistość oddziałową?

"Wymiana informacji"

Czekamy niecierpliwie na te wyjaśnienia, bo sprawa jest poważna. Aktualnie grypa w odwrocie i wszyscy mamy nadzieję, że to już trwała tendencja, zatem sytuacja w szpitalach stołecznych się uspokoiła. Tak przynajmniej donoszą nam ratownicy i nie mamy gdzie tego zweryfikować.

Generalnie jest tajemnicą poliszynela, że współpraca między dyspozytorami i ratownikami w Warszawie układa się średnio, od kiedy dyspozytornię pogotowia i Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans", czyli zespoły ratownictwa medycznego, rozdzielono. Inni ludzie, inne zarządzanie. Od 1 stycznia 2021 r. to wojewodowie odpowiadają za funkcjonowanie dyspozytorni medycznych, zarówno w kwestii realizacji ich zadań, jak i personelu. Nieoficjalnie zespoły pracujące w karetkach czasem skarżą się, że przybywa im przejazdów pustych (na miejscu nie ma pacjenta), twierdzą, że organizacja ich pracy kuleje, bo kierowani są do placówek, w których nie ma miejsca, niepotrzebnie nadkładają kilometrów, trafiając na drugi koniec miasta itd. Tłumaczą to problemami logistycznymi dyspozytorni. Coś może być na rzeczy.

Wprawdzie Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie zapewnia, że na bieżąco monitoruje liczbę interwencji zespołów ratownictwa medycznego oraz liczbę wolnych miejsc w szpitalach na terenie województwa, to przyznaje, że z przepływem informacji jest problem:

- Województwo mazowieckie jest jednym z największych pod względem liczby Zespołów Ratownictwa Medycznego, Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, Dyspozytorni Medycznych oraz stanowisk dyspozytorskich. W związku z powyższym, zakres danych, które mniejsze województwa mogą generować w sposób szybki, w przypadku województwa mazowieckiego wymagają dłuższego czasu i analizy. Dane generowane są z SWD PRM (System Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego) i muszą być pozyskiwane etapami, a następnie scalane i przeliczane.

Wojewoda Mazowiecki upiera się jednak, że nic złego w mieście ostatnio się nie działo:

- Informujemy ponownie, że każdy pacjent wymagający przyjęcia przez lekarzy SOR od ZRM (Zespołu Ratownictwa Medycznego) otrzymuje stosowną pomoc adekwatną do potrzeb zdrowotnych. Podkreślamy, że pacjenci wymagający hospitalizacji w warunkach SOR mają zapewnione prawidłowe warunki (leżą na łóżkach) i opiekę kadry medycznej.

A w Krakowie jakoś można...

Szkoda, że tych twierdzeń nie udało się potwierdzić liczbami bezwzględnymi, choćby wykazem wolnych miejsc w szpitalach. Prosiliśmy o takie dane, bez oglądania się na bazę dostępną w sieci, przed publikacją pierwszego tekstu na ten temat, ale okazało się, że bieżące sprawdzenie sytuacji jest niewykonalne, a takie prośby są przekazywane przez biuro prasowe do "zespołu merytorycznego". Może kiedyś uda się te dane wygenerować. Nie tracimy nadziei, bo w województwie małopolskim było to możliwe w krótkim czasie. Dane dostaliśmy od dr Joanny Paździo, rzeczniczki prasowej wojewody małopolskiego:

embed

To stan na koniec ubiegłego tygodnia, gdy w Warszawie było gorąco.

Niby stolica jest większa, ale w Krakowie też mają swoje wyzwania, a sprawne bazy danych obsługują też największe miasta świata.

Od kilku lat mówi się o potrzebie sprawnego ewidencjonowania miejsc szpitalnych w całej Polsce. Na początku pandemii traktowano to jako palący problem, który trzeba szybko rozwiązać. Teraz już się najwyraźniej nie pali.

Do następnej sytuacji kryzysowej.

Więcej o: