To już pewne - bez was się nie uda. Antek ma coraz mniej czasu

Połowa to więcej niż nic, ale nikt nie zoperuje Antosia za połowę stawki. Od stycznia stan konta praktycznie się nie zmienia, a za 19 dni kończy się zbiórka. Jedenastolatek walczy o sprawność i samodzielność. Nie może czekać na lepsze czasy. Do szczęścia brakuje 44 tysięcy złotych.

Wierzymy, że świat wciąż jest dobry i warto pomagać. Więcej na ten temat na Gazeta.pl

O Antku pisaliśmy już w styczniu. To aktywny, pogodny nastolatek. Chłopcu grozi ciężka niepełnosprawność ruchowa, a postępująca deformacja kości - nie tylko kończyn, lecz także kręgosłupa - naraża go na życie w bólu. Już teraz sytuacja jest poważna - jedna noga chłopaka jest krótsza o dwa centymetry, a czas na operacyjne rozwiązanie problemu kończy się. Co stoi na przeszkodzie, by Antosia leczyć? Przede wszystkim pieniądze. Dla rodziny chłopca - gigantyczne. Na nowoczesny zabieg i konieczną rehabilitację po nim potrzeba ponad 90 tysięcy złotych. NFZ nie zapłaci. Kilkumiesięczna zbiórka pozwoliła zgromadzić połowę potrzebnej sumy. Ciężko uwierzyć, że reszta znajdzie się w ciągu kilkunastu dni.

Sobota cudów

Z drugiej strony - zdecydowana większość zgromadzonych do tej pory pieniędzy na zrzutce dla Antosia wpłynęła na konto jednego dnia. Wtedy, gdy tekst o Antku pojawił się na stronie Gazeta.pl, a nasi czytelnicy postanowili chłopcu pomóc. Czasem, by zdarzył się cud, wystarczy dosłownie parę godzin. Z ok. 10 proc. potrzebnej sumy nagle zrobiło się prawie 50 proc.

Katarzyna Barys, mama Antka, tak wspomina tamten dzień:

Zupełnie nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Kolejne wpłaty wpadały dosłownie co minutę, a ja cały czas siedziałam w necie i cieszyłam z każdej złotówki. Wzruszało mnie zaangażowanie czytelników, które było widać nie tylko po wpłatach, ale także komentarzach na stronie zbiórki. To było takie budujące i wspierające. Jako mama zobaczyłam, że nie jestem sama. Kilkaset osób pokazało, że moje dziecko nie jest im obojętne.

Ale potem temat zszedł ze strony i oczu naszych czytelników. Gdy zajrzeliśmy na konto zbiórki niemal dwa miesiące później, okazało się, że zebrane fundusze są wciąż niemal takie same, a Antek bardzo daleko od operacji. Nie ma mowy o przypadku - to czytelnicy Gazeta.pl dali chłopcu i jego rodzinie nadzieję, ale teraz bez nich nie ma mowy o szczęśliwym finale. Szkoda byłoby i tych pieniędzy, i dziecka, i rodziców...

O co chodzi z tą zbiórką?

Właściwie Antek to szczęściarz. Wiele dzieci, które mają tę samą diagnozę (porażenie mózgowe), jest w zdecydowanie gorszym stanie. Chłopak nieźle radzi sobie w szkole, pracuje jako wolontariusz - opiekuje się psami przygotowywanymi do adopcji. Ot, fajny 11-latek, z pewnymi problemami.

Zobacz wideo

To nie przypadek, że Antek jest w tak dobrej formie. Od dziewięciu lat rodzice walczą o jego zdrowie i pokrywają koszty terapii syna: fizjoterapię, rehabilitację, zajęcia z sensoryki integracyjnej, terapii rozwojowej czy zajęć z psychologiem. Próbują naprawdę wszystkiego, także innych metod, bardziej innowacyjnych. Czasem uda się coś zorganizować w ramach NFZ - przykładowo Antek dwa tygodnie korzystał z zajęć na lokomacie, specjalnym robocie sterującym chodem. Za terapię metodą Tomatisa (przetwarzanie słuchowe) czy mikropolaryzację (stymulację mózgu za pomocą odpowiednio dobranego prądu) trzeba jednak było zapłacić już z własnej kieszeni. Co przyniosło najlepsze efekty i dlaczego Antek jest w tak dobrej formie? Zapewne wszystko po trochu, także zaangażowanie, cierpliwość i pracowitość samego chłopca.

Niestety, to nie wystarczyło. Wraz ze skokiem wzrostu wszystko się posypało. Kości zaczęły szybko rosnąć, ale prawa noga wolniej, a chłopiec rekompensował sobie różnicę chodzeniem na palcach i ustawieniem nogi do środka. Nie pomogły ani ortezy, ani gipsowanie nóg, ani zastrzyki z leczniczej botuliny. Nie ma wątpliwości - teraz konieczna jest już profesjonalna operacja ortopedyczna. Antek musi mieć wykonaną osteotomię derotacyjną kości udowej i piszczelowej. Obie kości muszą być przecięte i poprawnie ustawione. W innym przypadku postępująca deformacja spowoduje bolesne zwichnięcie biodra, konieczność innej operacji i poniesienia jeszcze większych kosztów - finansowych i zdrowotnych. Prawdopodobnie dojdzie też do trwałego uszkodzenia stawu kolanowego, a Antek bezpowrotnie utraci szansę na w miarę swobodne poruszanie i wyrównanie długości kończyn. To trudna walka o poprawę jakości życia. Takie cele nie cieszą się popularnością - chętniej wspieramy ratowanie życia, zwłaszcza bardzo małych dzieci. Dlatego wsparcie i zrozumienie sytuacji przez czytelników Gazeta.pl ma tak unikalny i bezcenny charakter.

Początkowo rodzice, wiedząc, jak trudnym wyzwaniem może być ta zbiórka, planowali leczenie w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Konsultacje ze specjalistami sprawiły, że już nawet tego nie rozważają.

- Lekarze na NFZ chcą czekać, nawet kilka lat, więc operacja syna będzie możliwa dopiero wtedy, gdy jego stan znacznie się pogorszy, potrzebna będzie bardziej rozległa operacja (obejmująca także biodro i kolano), o zdecydowanie gorszym rokowaniu. W dodatku planują operację starymi metodami, z gipsowniem dziecka od bioder w dół na kilkanaście tygodni, nie zapewniają rehabilitacji po zabiegu. To nie jest rozwiązanie do przyjęcia - przekonuje mama Antka.

Operację Antka mają przeprowadzić ortopedzi w Paley European Institute, w Warszawie. Ośrodek ma bardzo dobre opinie i specjalizuje się w leczeniu porażenia mózgowego. Stosuje metody analogiczne jak znane ośrodki w USA.

Co dokładnie planują uzyskać ortopedzi? Celem jest poprawa funkcjonowania oraz stworzenie warunków anatomicznych do dalszej fizjoterapii, dzięki której chłopiec będzie miał szansę na życie bez bólu. Będzie to możliwe dzięki przeprowadzeniu zabiegów, w skład których wchodzi m.in. osteotomia bliższego końca kości udowej oraz osteotomia dalszego końca kości piszczelowej i strzałkowej ze stabilizacją wewnętrzną. Będzie to możliwe podczas jednej operacji. Zabieg osteotomii polega na chirurgicznym, kontrolowanym złamaniu kości celem jej ustawienia w nowym położeniu i stabilizacji za pomocą specjalnego zespolenia, które jest anatomicznie dopasowane do kości. Brzmi mało przyjemnie, ale w praktyce oznacza optymalne możliwości korekcji nieprawidłowości, które są u Antka.

To nie jest dobry moment na taką zbiórkę

Wszelkie sytuacje kryzysowe mają to do siebie, że uderzają w najsłabszych. Wojna z pewnością jest taką sytuacją. Pandemia też była. Pamiętamy, jak nikt nie wierzył, że uda się pomóc Gabrysiowi Pasiece, bo strach przed covidem miał nas pozbawić empatii i chęci wspierania innych. Nie pozbawił. Czytelnicy Gazeta.pl sfinansowali operację w USA. Gabryś dostał nowe ucho. Obecnie stawia pierwsze kroki, bo, jak przewidywała jego mama, odzyskany słuch zmienił wszystko. Udało się nawiązać kontakt z chłopcem, a ten znalazł motywację, by wstać z inwalidzkiego wózka. Trudno nie odczuwać satysfakcji, gdy uczestniczyło się w takim cudzie.

Za każdym razem, gdy przedstawiamy wam w serwisie Zdrowie.gazeta.pl kolejną osobę, ktora wymaga finansowego wsparcia, po ludzku boimy się, ze już tym razem nie uda się jej pomóc. Opowiadając o Marlenie, Anecie, Oli czy Wiktorze, boimy się, że powiecie: dość. Nie brakuje przecież komentarzy, że nie należy wyręczać państwa, że potrzebujących jest coraz więcej...

Tymczasem każda kolejna zbiórka idzie coraz sprawniej. Przybywa chętnych, by pomagać. Coraz więcej osób chce za symboliczną złotówkę odmienić czyjeś życie. Tej satysfakcji nie da się podrobić.

Nie stać cię, by wrzucić dychę na rzecz Antka? Zwyczajnie nie chcesz tego robić? To nie rób. Nie siej jednak też zamętu, twierdząc, że zasoby pomocy wyczerpały się. Oczywiście, sytuacji cgłopca nie da się porównać do stanu zagrożenia życia, ale dziś rozstrzyga się być może cała jego przyszłość. To nieprawda, że wsparcie Antka uniemożliwi pomoc komuś innemu. Wystarczy, że 44 tysiące osób wpłaci złotówkę i będzie po sprawie. To nikogo nie zrujnuje i nie zablokuje innych działań. Antoś nie może czekać, aż skończy się mroczny czas. Jego mama rozważa wzięcie kredytu, ale to nie jest dobry pomysł. W domu jest jeszcze dwoje dzieci, takie zadłużenie zaszkodzi na długo bezpieczeństwu finansowemu tej rodziny. Większość osób, wpłacając piątaka, nie ryzykuje realnie niczym.

Będziemy przypominać do upadłego. Chociaż wyświechtane, to wciąż dobre:

Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś

(Ronald Reagan)

Antek czeka.

LINK DO ZBIÓRKI

Więcej o: