Koronawirusa nie roznosi, ale mnóstwo poważnych chorób - owszem. Co nam grozi ze strony komara, najniebezpieczniejszego zwierzęcia na świecie?

Rocznie komary przenoszą choroby na niemal 700 milionów ludzi. Zabijają dwa-trzy miliony. Są z całą pewnością jedną z największych plag nękających człowieka, powodujących przewlekłe cierpienia. Coraz więcej osób boi się tych owadów także w Polsce. Słusznie?

Lipiec w Polsce należy do komarów. Kąsają nas niemiłosiernie, powodując nietypowe, dokuczliwe zmiany na skórze, trudne w ocenie nawet dla lekarzy (więcej na ten temat). Pojawiają się głosy, że to zapewne obce gatunki lub mutanty rodzimych. Generalnie specjaliści uspokajają, że w Polsce nic poważniejszego nam nie grozi.

Jeszcze do niedawna komarami przede wszystkim przejmowali się Polacy wyjeżdżający na egzotyczne wakacje. Teraz zdarza się, że ktoś pyta o tropikalną chorobę, chociaż koronawirus ograniczył podróże. Uspokajam wtedy zawsze, że nie ma się czego bać, bo tych chorób u nas nie ma. Jeśli jednak wyjeżdżamy w zagrożone rejony, zawsze trzeba zadbać o swoje bezpieczeństwo, chociażby stosując preparaty odstraszające owady

- mówi Joanna Zambonelli, lekarz rodzinny z poradni Jutro Medical.

Koronawirus nie przenosi się przez komary. Są na to dowody naukowe

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zapewnia, że "do tej pory nie zdobyto żadnych informacji ani dowodów sugerujących, że nowy koronawirus mógłby być przenoszony przez komary". Sprawdzili to eksperymentalnie naukowcy z Uniwersytetu Stanowego w Kansas, którzy wykazali, że owady nie są w stanie pośredniczyć w przenoszeniu COVID-19. Właściwie było to dla naukowców, znających specyfikę przenoszenia chorób przez komary, dość oczywiste, ale fala spekulacji i fake newsów zmobilizowała ich do poszukania dowodów. Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym "Nature Research".

Naukowcy próbowali zainfekować nowym koronawirusem jedne z trzech najbardziej rozpowszechnionych na ziemi gatunków komarów: Aedes aegypti (komar egipski), Aedes albopictus (komar tygrysi) oraz Culex quinquefasciatus (komar domowy stref tropikalnych i subtropikalnych), które odpowiadają za przenoszenie najgroźniejszych chorób zakaźnych. Te gatunki należą do tzw. wektorów, czyli żywych organizmów zdolnych do przenoszenia zakaźnych drobnoustrojów z człowieka na człowieka lub ze zwierząt na ludzi.

Aby być biologicznym wektorem wirusów, komary muszą wessać wraz z krwią odpowiednią ilość wirusa. Dochodzi wtedy do zakażenia komórek nabłonka jelita środkowego, gdzie wirus znajduje dogodne warunki do namnażania się. Następnie wirusy przedostają się do innych części ciała owada, w tym do gruczołów ślinowych. Zakażony owad przekazuje wirusa dalej, wstrzykując do ciała ofiary swoją ślinę podczas wgryzania się w skórę.

Naukowcy jednak nie zaobserwowali takiego procesu w przypadku nowego koronawirusa.

Wirus SARS-CoV-2 nie jest w stanie replikować się w komarach i dlatego nie może być przenoszony na ludzi, nawet wtedy, gdy owad żeruje na chorym na COVID-19

- piszą naukowcy.

Zobacz wideo Te ptaki zjadają nawet kilka tysięcy komarów dziennie

Od lat są większe problemy

Choroby, które rzeczywiście roznoszą komary, w większości przypadków dotykają najbiedniejsze kraje świata leżące na obszarach tropikalnych i subtropikalnych.

Przenoszona przez komary Anopheles (to ok. 80 różnych gatunków) malaria jest infekcją pasożytniczą, na którą zapada rocznie około 219 milionów ludzi, a umiera 400 000 osób. Śmiertelne ofiary malarii to w większości dzieci poniżej piątego roku życia. Z kolei denga to infekcja wirusowa przenoszona przez komary Aedes.

- Od niedawna jest szczepionka na malarię, ale o wciąż nie do końca pewnej skuteczności, stosowana tylko u małych dzieci w wybranych krajach. Na dengę również, nawet zarejestrowana w Europie, ale podaje się ją tylko osobom z udokumentowanym zakażeniem w przeszłości (powtórna infekcja jest znacznie groźniejsza od pierwszej) i przebywającym na terenach, gdzie ta choroba występuje - dodaje Joanna Zambonelli.

WHO szacuje, że ponad 3,9 miliarda ludzi w ponad 129 krajach jest zagrożonych infekcją. Rocznie odnotowuje się 96 milionów przypadków oraz około 40 000 zgonów.

Komary z rodzaju Aedes roznoszą ponadto takie choroby zakaźne jak:

  • gorączka Chikunguya (ostra gorączka połączona z bólami głowy i mięśni oraz wysypką),
  • Lymphatic filariasis (filarioza limfatyczna uszkadzająca układ limfatyczny),
  • gorączka doliny Rift (rodzaj zapalenia wątroby),
  • żółta gorączka (żółta febra - gorączka połączona z ostrymi bólami i żółtaczką),
  • Zika (zakażenie się w czasie ciąży grozi urodzeniem dziecka z małogłowiem).

Trzeci rodzaj zabójczych komarów nosi nazwę Culex i przenosi takie choroby jak japońskie zapalenie mózgu, Lymphatic filariasis oraz gorączkę zachodniego Nilu.

Czy w naszym kraju coś nam grozi?

W klimacie umiarkowanym przejściowym, jaki panuje w Polsce, komary przenoszące choroby zakaźne nie są w stanie przetrwać. Jest dla nich latem po prostu za zimno i za sucho, nie mówiąc już o naszych zimach. Nie musimy się zatem obawiać, że zakazimy się u nas malarią czy dengą. Niebezpieczeństwo natomiast związane jest z podróżami do tropikalnych krajów i przywleczeniem stamtąd zakaźnych chorób. Wybierając się zatem w takie regiony jak środkowa Afryka, południowa Azja czy niektóre regiony Ameryki, należy sprawdzić, jakie szczepienia są konieczne lub jakie środki ostrożności trzeba przedsięwziąć, aby zminimalizować ryzyko zakażenia.

Z naszych rodzimych gatunków komarów tylko widliszek jest zdolny do przenoszenia malarii, ale na szczęście wywołujące chorobę zarodźce nie są w stanie przejść pełnego cyklu rozwojowego z powodu za niskiej dla nich temperatury. Natomiast doniesienia o znalezieniu w Polsce wysoce niebezpiecznego komara tygrysiego nie zostały potwierdzone.

Inwazja jednak już się zaczęła?

Zmiany klimatyczne postępują, a wraz z nimi zmienia się zasięg wielu organizmów, w tym owadów. Na południu Europy, a ostatnio nawet w Paryżu, notuje się przypadki chorób przenoszonych przez komary.

Na łamach czasopisma "Emerging Infectious Diseases" francuscy naukowcy poinformowali o odkryciu nowego ortobunyawirusa, który w 2019 roku wywołał zapalenie i obrzęk mózgu, a w konsekwencji śmierć 58-letniej kobiety. Wirus został nazwany "wirusem Cristoli" od paryskiego przedmieścia Créteil, gdzie został zidentyfikowany. Naukowcy nie wiedzą, w jaki sposób doszło do infekcji, ale podejrzewają, że mogło się to zdarzyć po pokąsaniu przez komary. Wirusy z rodzaju orthobunyavirus są bowiem powszechnie przenoszone przez te owady. Autorzy sugerują, że wraz z globalnym ociepleniem, możemy spodziewać się nowych chorób nie tylko w Europie.

Źródła: WHO, Nature Research, Główny Inspektorat Sanitarny, Emerging Infectious Diseases