Nowy serwis NFZ dla pacjentów. Przez internet można m.in. sprawdzić, gdzie są najmniejsze kolejki. Czy na pewno?

NFZ chwali się uruchomieniem nowego portalu dla pacjentów, który ma służyć m.i.n. do wyszukiwania wolnych terminów wizyt u specjalistów lub na wykonanie badań. Czy serwis prezentuje wiarygodne dane i jest pomocny? Sprawdziliśmy to.

W której placówce możemy najszybciej liczyć na wizytę u specjalisty, ile osób czeka na leczenie w miejscu, w którym sami planujemy rozpocząć terapię, czy i jakie udogodnienia dla pacjentów oferuje konkretny szpital lub przychodnia - to informacje, które można znaleźć w wyszukiwarce pod adresem Terminyleczenia.nfz.gov.pl.

Oprócz tego w informatorze można wyszukać adresy i numery telefonów do poszczególnych przychodni, poradni i szpitali, a także sprawdzić na mapie, gdzie się znajdują. Narodowy Fundusz Zdrowia przekonuje, że nowa wyszukiwarka "powstała z myślą o pacjentach oraz przy ich współpracy i jest odpowiedzią na zgłaszane przez nich potrzeby".

Miał "nogi jak z waty", teraz normalnie chodzi. Pomogli bytomscy lekarze i "zęby rekina"

I rzeczywiście - wystarczy wpisać lub wręcz wybrać z podpowiedzi kilka opcji takich jak województwo czy placówka, w której liczymy na dane świadczenie zdrowotne, by pojawiła się - aktualizowana podobno co tydzień - lista wolnych terminów.

W informatorze termin za dwa miesiące, w lecznicy za dwa lata?

W sieci pojawiły się jednak zarzuty, że prezentowane przez wyszukiwarkę dane czasem drastycznie wręcz, bo o całe miesiące i lata, różnią się od rzeczywistości. Tak twierdzi m.in. serwis "Fakt", który miał się dodzwonić do trzech placówek - dwóch w Warszawie i jednej w Białymstoku.

We wszystkich trzech przypadkach podawane przez wyszukiwarkę NFZ terminy okazały się nieprawidłowe. Największa rozbieżność dotyczyła wizyty w lecznicy stomatologicznej na warszawskim Gocławiu, w której recepcjonistka zaproponowała termin na "za dwa lata" (choć ten podawany przez informator był w listopadzie tego roku).

Terminy to nie problem, umówienie się na wizytę już tak

My też postanowiliśmy to sprawdzić. I tu pojawiają się zasadnicze trudności. Z kilkudziesięciu (!) placówek w całej Polsce oferujących usługi różnych specjalistów (m.in. pediatrów, ortopedów i ginekologów) telefon został w ogóle odebrany w mniej niż dziesięciu, mimo długiego oczekiwania i ponawiania prób. W kilku z nich dowiedzieliśmy się, ze dodzwoniliśmy się pod niewłaściwy numer (korzystaliśmy wyłącznie z danych podawanych przez informator NFZ) albo że lecznica zajmuje się tylko dziećmi, mimo braku zaznaczenia tej informacji.

Finalnie, zaledwie w dwóch z przychodni (w Warszawie i w Rzeszowie) udało nam się uzyskać informacje na temat konkretnych wolnych terminów. W obu przypadkach pokrywają się one z informacjami podawanymi przez informator.

Dane, na których bazuje serwis, są gromadzone i przesyłane przez polskie poradnie i szpitale. Mają one obowiązek co tydzień przekazywać do oddziałów wojewódzkich NFZ informacje o prowadzonych listach pacjentów czekających na leczenie i wizyty, zatem powinny być w miarę aktualne. Jednak by się o tym ostatecznie przekonać, trzeba zadzwonić do wybranej placówki - również po to, żeby w ogóle zarezerwować wizytę.

Nowa szata graficzna i funkcje, problemy dla pacjentów te same

Co to wszystko oznacza? Ano że w praktyce najwyraźniej niewiele się zmieniło. Polacy nadal muszą mierzyć się z kolejkami do lekarzy i na badania oraz liczyć z tym, że samo dodzwonienie się do przychodni w celu umówienia wizyty to problem, a proponowane im narzędzia, które mają to ułatwić, mogą okazać się bezużyteczne. 

To tym smutniejsze, że nowy portal, którego uruchomieniem szczyci się NFZ (Fundusz chwali się, że to jedno "z najpopularniejszych źródeł uzyskiwania informacji o terminach leczenia"), tak naprawdę wcale nie jest taką nowością. W rzeczywistości to poprawiona i zaktualizowana wersja wcześniejszego o podobnej funkcji (Kolejki.nfz.gov.pl), który obecnie już nie istnieje i który również miał według skarżących się pacjentów pokazywać nieprawdziwe dane odnośnie do wolnych terminów.

Co więc realnie się zmieniło? "Stary" portal nie był dostosowany do wyświetlania na różnego rodzaju czytnikach i nie miał wszystkich funkcjonalności niezbędnych osobom niepełnosprawnym (np. zmiany kontrastu czy powiększenia strony dla osób ze słabym wzrokiem, co należy do minimalnych wymogów krajowych dla rejestrów publicznych). Nowy serwis je posiada, a do tego ma odświeżoną szatę graficzną i prostszy sposób prezentowania danych.

Zawarte w nim informacje z punktu widzenia pacjenta wciąż należy jednak traktować raczej jako inspirację niż stuprocentowo wiarygodne narzędzie, które ułatwi wykonywanie badań i kontakt ze specjalistami.

Zobacz też:

Więcej o: