"Wszyscy boją się nowotworów, chociaż umieramy najczęściej na choroby układu krążenia" [WYWIAD]

Niezależnie od płci i wykonywanego zawodu jesteśmy narażeni na zawał czy udar mózgu. Tymczasem: nawet ci, których choroba już dopadła, nie mają świadomości, jak ważne jest przestrzeganie zaleceń lekarskich. Lekarz musi czasem wykorzystywać przewagę psychologiczną, by dotrzeć do pacjenta - mówi prof. Janina Stępińska*, kardiolog, kierownik Kliniki Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Aninie

Co drugi Polak umiera z powodu chorób układu krążenia. Co czwarty: z powodu nowotworów złośliwych. Nie ma znaczenia grupa zawodowa i społeczna.Dotyczy to również kobiet, chociaż zwykle zapadają na choroby układu krążenia o10 lat później niż mężczyźni. 

Dołącz do Zdrowia na Facebooku!

Zarazem: wciąż to rak i "stany przedrakowe" budzą powszechny respekt, są traktowane poważnie przez obie płcie. Zawał kojarzony jest z przepracowanym biznesmenem, który sam sobie zapracował na taki finał. Nadciśnieniem tętniczym i innymi czynnikami ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego przejmuje się niewielu.

Pani Profesor, dlaczego o zawale i udarze mózgu mówi się często jako o wspólnym zagrożeniu?

Duża część udarów to udary niedokrwienne, czyli polegające na zamknięciu tętnicy doprowadzającej krew do mózgu. Zawał serca również polega na zamknięciu tętnicy, ale oczywiście doprowadzającej krew do serca. Czyli zarówno udar niedokrwienny jak i zawał serca są skutkiem niedokrwienia.

Zawał serca najczęściej spowodowany jest miażdżycą. Miażdżyca jest chorobą ogólnoustrojową. Blaszki miażdżycowe utrudniają przepływ krwi. Niekiedy blaszki miażdżycowe pękają, dodatkowo w tym miejscu tworzy się skrzeplina, w pełni zamykająca światło naczynia. Im większy obszar mięśnia zaopatrywało naczynie, tym większa jest martwica mięśnia sercowego, a co za tym idzie większe ryzyko niewydolności serca.

Miażdżyca jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, związaną z procesem starzenia. Sprzyja jej stresujący tryb życia, na który nie do końca mamy wpływ...

To prawda, miażdżyca jest uwarunkowana genetycznie, nasila się z wiekiem. I na to nie mamy wpływu. Ale nie zapominajmy, że jest kilka czynników ryzyka, na które mamy wpływ. To od nas zależy, jak się odżywiamy, czy prowadzimy aktywny tryb życia, czy mamy nadwagę, czy palimy tytoń, czy kontrolujemy, a jeśli to potrzebne - czy leczymy nadciśnienie tętnicze. Przestrzeganie tych prostych zasad redukuje nie tylko ryzyko zawału serca, ale również udaru mózgu i choroby nowotworowej.

Staramy się dotrzeć z tym przekazem do trzydziesto-, czterdziestolatków. Zdrowy tryb życia przekłada się na znacznie mniejszą liczbę zachorowań.

Jakiś konkretny przykład?

Dobrym przykładem jest kontrola ciśnienia tętniczego. Nadciśnienie tętnicze często nie daje żadnych objawów, a może powodować bardzo duże zmiany w tętnicach. Krew płynąca pod dużym ciśnieniem powoduje, że naczynia tracą elastyczność, łatwiej w nich dochodzi do powstawania blaszek miażdżycowych. Podstawą rozpoznania nadciśnienia są pomiary ciśnienia. Należy się o nie upominać przy okazji każdej wizyty lekarskiej. Wartości powyżej 140/90 mm Hg są wskazaniem do rozpoczęcia leczenia. Rzadko skuteczne jest leczenie jednym lekiem. Leczenie musi być skuteczne. Skuteczność leczenia jest znacznie ważniejsza niż liczba leków, które się przyjmuje. W Polsce tylko 29% kobiet i 23% mężczyzn skutecznie leczy nadciśnienie tętnicze.

A jaki jest efekt leczenia? Skoro nie było dolegliwości...

Najczęściej dopiero po pewnym czasie skutecznego leczenia pacjenci czują się lepiej. Lepiej tolerują wysiłek fizyczny, lepiej śpią. Bywa, że w pierwszych dniach leczenia pacjenci czują się osłabieni, mają mniej energii. Podwyższone ciśnienie tętnicze czasami daje pozorny napęd. Ale po kilku dniach przyzwyczajają się do obniżonego ciśnienia i zauważają korzyści z leczenia.

- Samo obniżenie ciśnienia może zmienić naszą przyszłość? Trudno w to uwierzyć...

To jeden z ważnych elementów. Najczęściej czynników ryzyka jest więcej. One się nie sumują, ale potęgują... Nadciśnieniu często towarzyszy nadwaga, nieprawidłowy poziom cholesterolu, niekiedy nietolerancja glukozy, albo cukrzyca. Odpowiednia dieta, ruch, utrata wagi wpływają na obniżenie poziomu cholesterolu, poziomu cukru i obniżenie ciśnienia tętniczego. Każdy kilogram mniej to obniżenie ciśnienia tętniczego o 1 mm.

Cholesterol stał się bardzo modny...

Każdy powinien skontrolować poziom cholesterolu około 40. urodzin, a osoby z obciążeniami rodzinnymi, otyłe, z cukrzycą czy nadciśnieniem tętniczym, jeszcze wcześniej. Często niewiele wiemy o obciążeniach genetycznych. Decyzję o konieczności leczenia podejmują lekarze. Najczęściej rozpoczyna się od diety i zmiany stylu życia. Niekiedy konieczne jest stosowanie leków. W przypadku skłonności dziedzicznych leczenie jest nieco trudniejsze, ale naprawdę dzisiaj już bardzo skuteczne.

Czyli, jeśli ktoś ma podwyższony cholesterol całkowity, powinien dla pewności skontrolować jego frakcje, by ocenić powagę sytuacji?

Tak. Za czynnik prognostyczny uważa się podwyższony poziom tzw. "złego cholesterolu” czyli LDL. Warto sprawdzić frakcje cholesterolu nawet wtedy, gdy poziom całkowitego cholesterolu jest w normie.

Można zmienić dietą poziom LDL?

Tak. Docelowy poziom LDL jest inny dla osób bez chorób serca, a inny np. dla chorych po zawale czy udarze mózgu. Poziom LDL zależy od sposobu odżywiania, ale nie tylko. Aktywność fizyczna ma duży wpływ na obniżenie poziomu LDL, a podwyższenie poziomu "dobrego” cholesterolu – HDL.

Kolejny czynnik: palenie. Wszyscy wiedzą, że zabija...


Niby tak, ale ciągle liczba palących papierosy jest duża: pali około 8 milionów Polaków. Zmniejsza się procent palących mężczyzn, ale liczba kobiet palących od lat nie maleje. Najtrudniej dotrzeć do młodych kobiet: palą, niestety, również kobiety w ciąży. Paląca czterdziestolatka, nie lecząca nadciśnienia tętniczego, mająca wysoki poziom cholesterolu, ma porównywalne ryzyko zgonu z powodu chorób układu krążenia do kobiety siedemdziesięcioletniej, niepalącej, dobrze leczącej nadciśnienie i podwyższony poziom cholesterolu.

Działania prewencyjne powinny dotyczyć wszystkich. Zagrożenie chorobami układu sercowo-naczyniowego dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, ale kobiety myślą, że są mniej zagrożone. Stąd pomysł akcji skierowanej do młodych kobiet "Moda na serce?.


Ale Pani pacjenci to już chyba nie dyskutują i dbają o siebie?

Pacjenci najłatwiej przestrzegają przyjmowania leków. Przyjmując je regularnie, zgodnie z zaleceniami uważają się za rozsądnych i zdyscyplinowanych. Znacznie trudniej jest ze zmianą stylu życia. Ciągle wielu pacjentów po zawale serca, pali papierosy. Prawie nikt się nie rusza i nie przestrzega diety. Pacjenci nie kontrolują poziomu LDL, cukru. Mało kto wie jaki powinien być poziom ciśnienia czy poziom LDL. Mimo szeroko prowadzonych akcji edukacyjnych, pacjenci nie przywiązują do stylu życia należytej wagi. Ciągle chętnie krytykuje się system, lekarzy, ale niechętnie pacjenci biorą odpowiedzialność za własne zdrowie. Bez współpracy trudno o sukces.

Jednak po zawale to "twardzieli" nie ma?

Dawniej zawał serca łączył się z długim unieruchomieniem, pobytem w szpitalu, powolną rehabilitacją, długą nieobecnością w pracy, a nawet rentą. Dzisiaj, jeśli pacjent szybko wezwie pomoc, trafia do szpitala w którym ma udrożnioną tętnicę, dolegliwości ustępują szybko. Najczęściej w drugiej dobie zawału wstaje z łóżka, a po kilku dniach jest w domu. Ma wrażenie, że choroba trwa krócej niż przeziębienie. Jeśli nie ma powikłań, trudno uwierzyć, że choroba jest tak poważna.

Tajemnica mojego warsztatu: staram się możliwie najwcześniej, wtedy kiedy pacjent ma jeszcze w pamięci ból zawałowy, prowadzić rozmowę na temat przyczyn zawału serca, sposobu leczenia i konieczności przestrzegania zaleceń nie tylko dotyczących farmakoterapii ale również stylu życia. Jednorazowa rozmowa nie wystarczy. Program rehabilitacji pozawałowej obejmuje również edukację dotyczącą stylu życia. Niestety, nie zawsze zawał nie pozostawia żadnych śladów. Im później od początku dolegliwości pacjent był leczony, im większy obszar mięśnia serca uległ martwicy, tym większe ryzyko niewydolności serca. Wtedy powrót do normalnego życia jest, niestety, znacznie trudniejszy.

* Prof. dr hab. n. med. Janina Stępińska jest specjalistą kardiologiem. Kieruje Kliniką Intensywnej Terapii Kardiologicznej Instytutu Kardiologii. Członek zarządu Asocjacji Intensywnej Terapii Kardiologicznej Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w kadencji 2011-2013. Konsultant krajowy w dziedzinie intensywnej terapii (styczeń-sierpień 2015). Uzyskała tytuł European Cardiologist i akredytację w dziedzinie Acute Cardiac Care (intensywnej terapii kardiologicznej) Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Członek Rady Naukowej i Zastępca Przewodniczącego Komisji Bioetycznej Instytutu Kardiologii.